piątek, 24 września 2021

MROCZNY PIĄTEK: METODA ODDYCHANIA, STEPHEN KING

Opowieść w opowieści, którą Stephen King zamieścił w Metodzie oddychania czyli przypisanej przez Króla Horroru, jako Zimowa opowieść nawiązuje tradycją do Charlesa Dickensa snującego przed świętami opowieść z dreszczykiem. Tylko ile jest grozy w grozie?


Pewnej zimowej porze David otrzymuje zaproszenie od swojego szefa do klubu mieszczącego się przy Trzydziestej Piątej Ulicy. Propozycja ta szeregowego pracownika kancelarii prawniczej mocno zaskoczyła, no ale cóż się nie robi, by nie urazić pracodawcy. Lokal otwiera całą gamę atrakcji, są tam unikatowe książki, bar, oryginalny wystrój i przede wszystkim miejsce, w którym członkowie opowiadają sobie historie. Kto raz przekroczył próg tego miejsca, ten nie potrzebuje ponownego zaproszenia. Na kolejnym spotkaniu tuż przed Bożym Narodzeniem, zachowując zwyczaj, że wówczas należy opowiedzieć o czymś z dreszczykiem, doktor McCarron przytacza przypadek pewnego porodu, którego był świadkiem.


Metoda oddychania zamyka zbiór Cztery pory roku, którego opowiadania są obyczajowe, a z grozą mają nie wiele wspólnego. Jeżeli straszą to człowiekiem i tym, do czego może się posunąć. Tak jest w Pojętnym uczniu i w Ciele. Natomiast ostatnia opowieść nie ma w sobie nic, co mogłoby nastraszyć czytelnika. Bardziej stanowi rozrachunek Kinga z pewną epoką i ponownie staje po stronie kobiet. Mistrz niejednokrotnie pokazał, że doskonale zna kobiecą psychikę i potrafi to wykorzystać. Dotyka kwestii niewiast wyklętych przez konserwatywną część społeczeństwa i robi to po swojemu. Rozbiera na czynniki pierwsze przyczyny nieszczęścia bohaterki, jej zachowanie i postawy innych ludzi. To właśnie ta historia staje się centrum opowiadania, a klub, którym zaintrygował czytelnika na początku, schodzi zupełnie na bok. Tu jak parokrotnie podkreśla Stephen King ważna jest opowieść, nie opowiadający. I rzeczywiście tak się dzieje. Wszystko staje się tylko okazją do opowieści o dyskryminacji, odrzuceniu i konieczności samotnej walki o siebie. O czasach tych bardziej uprzywilejowanych, cieszących się społecznym szacunkiem i tych strąconych na margines.


King ponownie udowadnia, że świetnie sprawdza się w krótkich formach. Jest bardziej spójny. Cały czas czeka się na ten element z dreszczykiem, jaki został wcześniej zapowiedziany, gdy się pojawia dosłownie na moment domyka całą historię. W prawdzie zbiór Czterech pór roku nie należy do moich kingowych ulubieńców i Metoda oddychania również się do nich nie zaliczy, ale pokazuje nieco łagodniejsze oblicze Króla Grozy, próbującego zerwać z siebie etykietę jedynie autora horroru.


Polecam. 

Moja ocena 7 /10



                  Wydawanictwo Albatros 



czwartek, 23 września 2021

CÓRKA NAZISTY, MAX CZORNYJ

O II wojnie światowej napisano i powiedziano wiele, ale za każdym razem historie te wstrząsają i przerażają. Zwłaszcza jeśli dotyczy to dziecka, któremu przyszło dorastać i żyć z piętnem tego, czego było mimowolnym świadkiem. W Córce nazisty Maxa Czornyja słuchamy relacji dwóch ofiar. Jednej, która przeżyła piekło i drugiej żyjącej z poczuciem winy za nie swoje grzechy.


Greta Rott powoli dobiega do końca swojego życia. Była córką niemieckiego oficera SS i mieszkała z nim obok obozu koncentracyjnego. Chociaż dla niej był czułym ojcem, to nie potrafi zapomnieć tego, co widziała i słyszała w związku z traktowaniem więźniów. Od lat boi się, że odziedziczyła zło, które będzie przekazywane w kolejnych pokoleniach. Kiedy natrafia na dziennik dziewczynki przywiezionej wraz z matką do obozu, odżywają dawne wspomnienia. Wraz z lekturą potęguje się w niej świadomość pokutowania i niemożność zadośćuczynienia za grzechy rodzica.


Czy istnieje gen zła? Czy kolejne pokolenia muszą być skazane cierpieć i ponosić karę za winy rodziców? Czy kiedykolwiek uda się potomkom zmazać winy przodków? Na te pytania próbuje odpowiedzieć polski mistrz makabry, Max Czornyj. Tym razem zamiast straszyć brutalnym thrillerem, sięga po powieść obyczajową osadzoną w realiach II wojny światowej. Snuje opowieść nieco inną od tych, które dominują w literaturze obozowej. Przypomina nieco miejscami Chłopca w pasiastej piżamie ale idzie krok dalej. Nie ogranicza się do wojny postrzeganej oczami dziecka, lecz pokazuje dalsze życie córki nazisty. Także w samej relacji zarówno Grety jak Anny brakuje naiwności. Obie zdają sobie sprawę czego są świadkami, jeśli nawet Niemka nie wiedziała dokąd przyjechała, nie do końca zdaje sobie sprawę z realiów nowego miejsca zamieszkania, to bardzo szybko je pojmuje. Nie rozumie, jak czuły, kochający ojciec, z którym się wspólnie bawi, może w innych wzbudzać tak ogromny strach. Dlaczego dla niej jest delikatny i łagodny, a dla innych szorstki i przerażający. Anna szybko dorosła, doświadczyła życia z każdym nowym dniem wypełnionym lękiem i niepewności jutra, obawą czy nie straci również matki, tak jak została oddzielona od innych bliskich jej ludzi. Obie zaś widziały to, czego nigdy nie powinny doświadczyć. Chociaż ich losy były tragiczne, to nie brakowało radosnych chwil. Dla jednej były to rozmowy i wspólnie spędzony czas z chłopcem rzucającym dowcipnymi tekstami, dla drugiej zabawy z ojcem. 


Można zastanawiać się nad tym, jak mistrz makabrycznych i perwersyjnych dreszczowców, poradzi sobie z nowym dla siebie gatunkiem. Okazuje się, że wyszło całkiem nieźle. Pojawiają się przebłyski starego Czornyja, jednak i tak w delikatniejszej formie niż ta znana dotychczas. Nowy Czornyj zaś pokazuje twarz wypełnioną czułością, szacunkiem dla ofiar i potomków nazistów, naznaczonych na zawsze piętnem zbrodni. Nieustannie gra na emocjach przez, co trudniej czyta się powieść, a jednocześnie snuje opowieść, od której nie sposób się oderwać. Już kiedyś wspominałem, że potrafi być refleksyjny, stawiać trudne pytania na nie łatwe tematy i udowodnił to po raz kolejny. Przeplata przeszłość z teraźniejszością przez, co jeszcze bardziej uwydatnia się cierpienie starszej kobiety. Niestety potrafi zacząć ciekawy wątek, aby przerwać go niedokończonym i przejść do następnego. Zdecydowanie o ile sama całość pokazuje, że Czornyj nie tylko straszy ale i potrafi wzruszać do łez, to zakończenie jest niedopracowane. Kompletnie niewiarygodne i mocno naciągane. Ma się wrażenie, że nie za bardzo wiedział, jak zamknąć historię. Udało mu się jednak mimo to udzielić odpowiedzi na pytanie o gen zła. 


Córka nazisty to powieść subtelna, która jednak przeraża okrucieństwem, do jakiego jest w stanie posunąć się człowiek. O posiadaniu dwóch zupełnie innych twarzy. O miłości i nadziei, o walce o przetrwanie i honorze, o życiu w poczuciu winy za zło wyrządzone przez innych. To opowieść ku przestrodze. 


Polecam. 

Moja ocena 7 /10 



                 Wydawanictwo Filia





wtorek, 21 września 2021

WARSZAWIANKA. OD ZMIERZCHU DO ŚWITU, IDA ŻMIJEWSKA

 Ida Żmijewska powraca snując historię zakazanego uczucia i zemsty prowadzącej do zbrodni w trzecim ostatnim tomie Warszawianki. Od zmierzchu do świtu.


Uwaga, jeżeli nie znacie wcześniejszych dwóch części, to zapraszam do recenzji Warszawianki oraz Warszawianki. Gdy zgasną światła. Tę serię powinno się czytać pokolei.


Karnawał 1894 r. Leontyna po siedmiu latach pobytu w Odessie wraz z córką wraca do Warszawy. Teraz już jako wdowa po Januszu Burzyńskim, czuje się pewniej niż w czasach panieńskich i jest w stanie stawić czoła matce i teściowej. Swój powrót do stolicy zaznacza udaniem się na bal w Resursie Obywatelskiej organizowany przez Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności. Nie brakuje złych spojrzeń kierowanych pod jej adresem. Radosny i beztroski nastrój przerywa dokonane na nim zabójstwo dziennikarki i znawczyni mody, Jozefiny Majerowej. Ciało zmarłej znalazła Leontyna, co daje powód niektórym matronom, oskarżać ją o morderstwo. Śledztwo przejmuje Aleksander Woronin i nowy sędzia Jerzy Szuster, dawny adorator Heleny Rapackiej. Niedługo potem ginie kolejna osoba z ręki tego samego sprawcy. Policji ponownie potrzebna jest pomoc pani Burzyńskiej, co może doprowadzić do kolejnego skandalu.


Ach, jak Ida Żmijewska potrafi oczarować czytelnika. Warszawa pokryta śniegiem, terkot dorożek, uliczny gwar i miasto tętniące życiem. Socjeta wykorzystując, karnawał wydaje wystawne bale. Na nich wirowanie w tanecznych krokach, plotki, złośliwości kierowane do rywalek i to co najważniejsze, próby złapania dobrej partii. Autorka po raz kolejny w genialny sposób oddaje klimat XIX - wiecznej stolicy. A ten mimo pląsania, jest poważny. Na skutek rządów Hurki i wzmożonej rusyfikacji, zaostrzają się antagonizmy narodowe. Odżywa pamięć o powstaniu styczniowym, jego bohaterach i tych, co nie wywiązali się z patriotycznego obowiązku. Konflikt na linii sióstr Rapackich a Leontyną i Aleksandrem jest nieunikniony. Tu nie ważna jest w sumie zbrodnia, istotniejsze staje się, jakie wywołała skutki. Wzajemne oskarżenia, jakie matrony kierują w stronę adwersarzy i brak dowodów. Powiększa się grono osób podejrzanych, ale w żaden sposób nie można udowodnić im winy. A polska elita jest nie chętna do współpracy. Ośmiesza śledczych, odmawia zeznań i na każdym kroku pokazują swą wyższość. Damy zastanawiają się, kto mógłby mieć motyw zabić guru warszawskiej mody, która zawsze pisała szczerze i dawała cenne wskazówki.

O ile zagadka kryminalna a wątek miłosny albo były w równym stopniu, albo  przeważał ten pierwszy, to w finałowej części zdecydowanie wysuwa się romans i pytanie, czy Leontyna i Woronin mają jeszcze szansę być razem. Historia powtarza się. Potajemne spotkania, ukradkowe rozmowy, spojrzenia i gesty kierowane w stronę ukochanej osoby. Oboje dorośli, wiele doświadczyli i wiele poświęcili, teraz już nie zamierzają poddać się dyktaturze innych. Wdowa Burzyńska staje się kobietą samodzielną, nie boi się konfrontacji z rodziną, żąda szacunku i nie zamierza oddać innym steru nad majątkiem pozostawionym przez męża. Woronin również jest pewniejszy siebie i wie czego pragnie. Boi się tylko ponownego odrzucenia.


Ida Żmijewska ma niezwykły talent nie tylko opowiadania o historii przeplatając prawdę z fikcją, ale tworzenia silnych i wyrazistych postaci, takich jakie spotykaliśmy na kartach dzieł dziewiętnastowiecznych powieści. Trudno nie polubić charakternej Agaty Pietrownej, nie śmiać się z salonowych rozmów toczonych między Amelią, Oktawiąi i Leontyną. Warszawianka czaruje humorem, dowcipnymi dialogami i językiem ówczesnych mieszkańców. Każdy mówi we właściwy dla siebie sposób, dzięki czemu całość nabiera większej wiarygodności.


Trzeci tom, podobnie jak wcześniejsze czyta się jednym tchem. Odrywa od trosk i przenosi do świata i ludzi, z którymi pragnie się przebywać jak najdłużej. Otula i koi, rozgrzewa niczym ciepły koc i gorąca kawa. Udowadnia, że kryminał tak samo jak romans ma wiele twarzy, dzięki czemu każdy znajdzie coś dla siebie. Razem tworzą wybuchową mieszankę. I cóż, zostaje czekać na nową serię spod pióra Idy Żmijewskiej.


Polecam .

Moja ocena 8 /10



       Wydawanictwo Skarpa Warszawska 











niedziela, 19 września 2021

WARSZAWIANKA. GDY ZGASNĄ ŚWIATŁA, IDA ŻMIJEWSKA

Ida Żmijewska w Warszawiance. Gdy zgasną światła ponownie zabiera nas do stolicy Kongresówki, w której śledzimy kolejną zbrodnię.


Uwaga, jeżeli nie znacie pierwszej części, dobrze byłoby zajrzeć do wcześniejszej recenzji. Tę serię najlepiej czytać pokolei.


Rok 1887. Minęło półtora roku po tragicznych wydarzeniach związanych ze śmiercią adwokata Rapackiego. Helena doszła już do siebie i wraz z Leontyną i matką wraca do domu. Na miejscu starsza panna Rapacka dowiaduje się, że Aleksander Woronin został osadzony w więzieniu w Ratuszu w związku z oskarżeniem o zabójstwo kochanki, aktorki Teatru Rozmaitości. Mężczyzna odmawia widzenia się z adwokatem Paszkiewiczem, nie zgadza się na obronę i przyznaje się do winy. Tyle tylko, że nikt nie wierzy w jego winę. Przyjaciele uważają, że coś ukrywa i proszą Leontynę o pomoc w przekonaniu, aby w końcu zaczął zeznawać. W dziewczynie z każdym dniem coraz bardziej odżywa zakazane uczucie, które bezskutecznie próbowała stłamsić.


Ida Żmijewska ponownie serwuje zagmatwaną zagadkę kryminalną związaną ze światem teatru. Panuje w nim mocna rywalizacja, rodzą się przyjaźnie i nienawiść prowadząca do zemsty. Aktorki otacza krąg wielbicieli, dostają od nich kwiaty, a nieraz inna artystka potrafi odbić koleżance zakochanego kochanka. Tu każdy ma coś do ukrycia, nawet krawcowe mają swoje grzeszki. Szybko okazuje się, że wśród nich panuje ścisła hierarchia. Wokół diwy, przyciągającej tłumy widzów, wszystko się kręci. Garderobiany muszą spełniać jej kaprysy, a reszta występujących na scenie kobiet pogodzić się z byciem w cieniu. 


Jednak w drugim tomie na pierwszym planie jest zbrodnia, a wątek romansowy zaczyna schodzić na drugie tory. Stanowi przyczynek do poznawania losów bohaterów, które mogą mieć większy bądź mniejszy związek ze śledztwem. Do Warszawy przybywają między innymi Nikita Woronin, ojciec Aleksandra oraz była narzeczona policjanta, Tatiana. Dzięki nim intryga nabiera rumieńców. Zabójstwo warszawskiej aktorki od początku ma wiele niejasności, a im dłużej trwa dochodzenie, tym bardziej rodzą się liczne wątpliwości co do sprawcy. Przybywa podejrzanych, pojawiają się nowe dowody winy Rosjanina. W prawdzie od początku mamy wątpliwości, że on mógł zrobić krzywdę kobiecie ale kto próbuje go wrobić albo kogo kryje. Od razu mogę dodać, że w pewnym momencie od razu łatwo odkryć sprawcę. W sprawie główny prym wiodą kobiety. To one czynnie pomagają policji i wokół nich toczy się akcja. Ida Żmijewska uknuła zagadkę, której nie powstydziłby się Artur Conan Doyle, czy Agatha Christie. 


Wraz z bohaterami odbywamy spacer po XIX - wiecznej Warszawie, której klimat coraz bardziej przypomina ten znany z Lalki . Z jednej strony zaglądamy na salony socjety, obserwujemy okazałe kamienice i wędrujemy wzdłuż Aleji Ujazdowskiej, aby nagle przenieść się do całkowicie innej rzeczywistości, do warunków życia na Powiślu zamieszkanym przez biedotę i licznych rzezimieszków. Do szynków w których przebywali, do szpitala na Solcu, gdzie z powodu braku dobrej opieki medycznej umierały kobiety w połogu.  Przy tej okazji ponownie zostaje poruszona kwestia ograniczonego dostępu do wyższych uczelni dla kobiet, nie mówiąc już o szansie zaistnienia przez nie w zdominowanym przez mężczyzn świecie lekarskim. Panie mimo to, nie zamierzają poddać się konwenansom i męskim rządom, tylko czynnie walczą o swoją pozycję, co nie podoba się matronom bojącym się o towarzyski skandal. Dla nich nadal rola kobiet ogranicza się do za mąż pójścia i rodzenia dzieci. Tymczasem młode panny zaczynają się buntować i same chcą decydować o sobie. Wkraczają w zakazane dla nich rewiry aresztów, sądów, nie zamierzają ograniczyć się do pensji ale mają znaczenie ambitniejsze plany. 


Ida Żmijewska w Warszawiance. Gdy zgasną światła udowadnia, że jej poprzedni sukces nie był jednorazowym wybrykiem. Snuje przepiękną opowieść o miłości, przyjaźni, poświęceniu w imię wyższych celów, patriotyzmie i walki o samodecydowaniu o sobie. Bez zbędnego sentymentalizmu, rozgrzewa serca i sprawia, że nie ma się ochoty wychodzić z jej świata. Chce się pozostać w nim jak najdłużej. 


Polecam. 

Moja ocena 8/10 



         Wydawanictwo Skarpa Warszawska 






piątek, 17 września 2021

MROCZNY PIĄTEK: CIAŁO, STEPHEN KING

W tym roku przypada 35 rocznica powstania filmu Stań przy mnie, opartego na opowiadaniu Ciało Stephena Kinga z tomu Cztery pory roku. Warto zatem poznać literacki pierwowzór. 


To miały być kolejne typowe wakacje dla czwórki przyjaciół, którzy jak zawsze wałęsali by się po Castle Rock i szukali rozrywki. Chłopcy na wieść o znalezieniu w innej miejscowości trupa, podejmują decyzję, że wspólnie wyruszą w drogę, żeby go zobaczyć. W trakcie wędrówki zdążą zadrzeć z paroma osobami, przede wszystkim jednak poznają prawdziwą więź, jaka ich łączy.


Inny tytuł nadany przez Stephena Kinga, to Jesień niewinności i jest trzecim tekstem w zbiorze Cztery pory roku. Pierwsza myśl, że akcja toczy się w tytułowej porze roku i już na dzień dobry Mistrz Grozy gra czytelnikowi na nosie, bo szybko dowiadujemy się, że właśnie znaleźliśmy się w samym środku lata. Potem przypatrując się czwórce przyjaciół, można powiedzieć o nich wiele, ale nie to, że są wzorem niewinności. Skąd zatem tak chybiony pozornie tytuł? Odpowiedź może być wieloraka. Stanowi on metaforę i symbol zmiany, jaka miała nastąpić. Historię opowiada dorosły mężczyzna, Gordon i wspomina największą przygodę przeżytą z kolegami w okresie szkolnym. Po niej przyszła dorosłość i wejście w inny etap życia. Skończyła się beztroska i wspólne spędzane chwile. W konfrontacji z ludźmi napotkanymi w czasie samotnej wędrówki i niektórych rodziców dzieci, Gordon, Van, Teddy i Chris nikomu nie wyrządzili krzywdy, nie zrobili nic złego, jedynie bronili się, a więc byli niewinni słyszanych pod swoim adresem zarzutów albo ponosili karę za cudze grzechy. Akcja rozgrywa się, jakby w trzech etapach. W pierwszym z nich rozgrywa się na tle rodzinnego miasteczka Castle Rock. Poznajemy rodziny głównych bohaterów oraz słuchamy opinii mieszkańców o rodzicach jednego z nich. W formułowanych sądach pełno jest zawiści i wypowiedzi o tych, których dobrze się nie zna. Liczy się etykieta i koniec. Tylko w swoim gronie czują się dobrze. Akceptują siebie takimi, jakimi są i chociaż zdarzają się między nimi sprzeczki, zawsze w obliczu wroga solidaryzują się. Drugi etap to droga i narodziny ich "niewinności", trzeci - wydarzenia mające miejsce po powrocie do domu. 


Druga myśl, która nachodzi w trakcie lektury to, że znowu King snuje opowieść, w której nic się nie dzieje. Przemierzamy drogę od miejscowości do miejscowości, aż do osiągnięcia zamierzanego celu podróży. Prawda jest taka, że dzieje się bardzo wiele. Król dotyka kwestii dorastania, w której zawsze bryluje. Chłopcy nie tylko muszą znosić trud drogi, zadbać o samego siebie i towarzyszy, ale zachodzi w nich istotna zmiana. Każdy z nich nosi własny balast i musi uporać się z dręczącymi go demonami. Dla jednego to duch starszego brata, dla innego szalony ojciec - weteran wojenny, czy rodzina kryminalistów. Poznają wartość przyjaźni i wzajemnego wsparcia, czy wreszcie mają odwagę stawić czoła silniejszym od siebie i chociaż nie odnoszą pozornie sukcesu, to z tej konfrontacji wychodzą zwycięsko. Ponadto pojawia się jeden z ulubionych kingowych tematów, przemoc w rodzinie. Mistrz rozlicza się z małomiasteczkową manierą nadawania piętna, które przylega i nie sposób się go pozbyć oraz postrzegania bohaterów wojennych i niszczącej siły wojny. 


Powiedzmy sobie szczerze, że King w Ciele nie straszy. Słysząc o Castle Rock fani jego prozy od razu dostają dreszczy, oczekujemy zagrożenia, które niespodziewanie wyskoczy, by dopaść i osaczyć. Sam zresztą podsyca strach wspominając o Cujo mającym rozgrywać się dwadzieścia lat później. W rzeczywistości nie ma się czego bać. Lęk rodzi się z zasłyszanych opowieści. Jest w umyśle i wynika z tego, czego sami się boimy. W rzeczywistości straszni są jedynie ludzie. Tchórze wykorzystujący własną przewagę nad słabszym albo chowający się za kimś. 


Ciało to King obyczajowy, który pokazuje, co jest najważniejsze w życiu. Przyjaźń i trzymanie się razem. To daje siły do pokonywania przeszkód, poczucie szczęścia płynącego z akceptacji i bliskości kogoś na kim można polegać. Opowiadanie daje nadzieję na lepsze jutro. Nie zawsze lato jest tą  najlepszą porą, czasem warto poczekać na jesień niosącą ukojenie.


Polecam. 

Moja ocena 7/10



                Wydawanictwo Albatros 







czwartek, 16 września 2021

WARSZAWIANKA, IDA ŻMIJEWSKA

Zbrodnia i zakazana miłość, na tle Warszawy końca XIX wieku. Poznajcie nagrodzoną Nagrodą Wielkiego Kalibru, Warszawiankę Idy Żmijewskiej. Potwierdza tylko, to co powtarzam od dawna - Polska kryminałem silna.


Rok 1885. W warszawskiej Cytadeli osadzony został socjalista, Ignacy Osiński. Wszystko wskazuje, że w najlepszym razie zostanie skazany na katorgę i zesłany na Syberię. Obrony podejmuję się najlepszy w mieście adwokat, Wiktor Rapacki, ojciec narzeczonej więźnia, Leontyny. Problem w tym, że pewnej listopadowej nocy prawnik zostaje znaleziony martwy w burdelu. Rodzinę czeka obrona przed skandalem, który na zawsze zniszczy jej reputację. Śledztwo ma prowadzić przybyły do stolicy Rosjanin, Aleksander Woronin, któremu od początku w oko wpadła Leontyna. Dziewczyna mimo początkowej niechęci, z każdym dniem coraz bardziej zbliża się do niego. Tylko czy miłość Rosjanina i Polki będzie miała szanse powodzenia?


Zgadzam się z głosami mówiącymi o nowej jakości polskiego kryminału stworzonej przez Idę Żmijewską. Łączy w sobie retro kryminał z powieścią obyczajową. Prowadzi warszawskimi uliczkami do tutejszego domu rozpusty pokazując, jak funkcjonowało to miejsce w XIX wieku. Poznajemy środowisko prostytutek i stosunek do nich społeczeństwa. Przyczyny, które skłoniły niektóre dziewczyny do zajmowania się tym fachem. Główną zasadą panującą wśród elity były pozory. Wielu wpływowych mężczyzn po cichu, by nikt się nie dowiedział korzystało z ich usług. Skandal obyczajowy był jedynie wówczas, gdy zostało się przyłapanym na gorącym uczynku. One same obracały się w różnym środowisku i miały wielorakie kontakty mogące ściągnąć na nie poważne problemy. Odwiedzamy domy inteligencji, wkraczamy na ich salony i słuchamy rozmów, w których nie brakuje wbijania szpili, pruderii i niekoniecznie szczerej troski. Wchodzimy do więzienia i tutejszych komisariatów podpatrując pracę i życie rosyjskich stróżów prawa. To Warszawa tętniąca życiem. Pełno w niej intryg, romansów i spisków mających na celu obalenie dotychczasowego systemu społeczno - politycznego. Jednak panuje ścisły podział na Polaków i Rosjan z mocnym antagonizmem narodowym. Polka wiążąca się z wrogiem stawała się wyklęta. Pozbawiona społecznego szacunku, rodziny wyrzekającej się zdrajczyni nie tylko Ojczyzny ale i wiary. Polacy na każdym kroku dają zaborcy odczuć, że nigdy nie pogodzą się z utratą niepodległości. Rosjanie zaś dają odczuć, że w razie zamieszek czeka Warszawiaków surowa kara. Nad miastem roztacza się cień Cytadeli i ponad 500 działami skierowanymi na nie. Traktują pobyt w Kraju Nadwiślańskim, jako zsyłkę za karę. Żmijewska nie tylko wprowadza w klimat Warszawy, ale wręcz tworzy go za pomocą drobiazgów. Gestów, spojrzeń, słów i sposobu bycia panującego w tamtej epoce. Pokazuje los kobiet, które zawsze musiały mieć męskiego opiekuna. Gdy zabrakło męża i ojca, rolę tą spełniał syn i brat. Nie mogły same decydować o sobie i rodzinnym majątkiem. Często pozbawione prawa do studiów wyższych, a ich jedynym celem jest znalezienie odpowiedniej partii. W ciszy znoszące zdrady, sprzedawane za korzyści materialne, jakie miała rodzina z mariażu. Leontyna jawi się jako symbol buntu. Walczy o swoje prawa i często postępuje wbrew społecznym konwenansom, nie licząc się z konsekwencjami, jakie odbijają się na opinii towarzyskiej. Chociaż i ją ogranicza gorset obowiązujących norm, to zdecydowanie różni się od wielu ówczesnych niewiast pogodzonych z losem.


Ida Żmijewska zachowuje równowagę między zagadką, rozwiązanie której śledzimy a obrazem Warszawy XIX wieku i narodzinami zakazanej miłości. Myli tropy, na jaw wychodzą sprawy pośrednio bądź bezpośrednio związane ze śmiercią adwokata. Równocześnie wprowadzając w sercowe rozterki i dylematy. Nieustannie przy tym zmuszając bohaterów do zajęcia konkretnego stanowiska, popycha do działania, by na końcu pokazać ich prawdziwą twarz. Zakończenia nie jest się w stanie przewidzieć. 


Warszawianka doskonale łączy w sobie cechy XIX - wiecznych powieści z kryminałem. Udowadnia, że nawet ci co albo unikali kryminalnych zagadek, albo nie lubią romansów i w szkole mieli problem przebrnąć przez pozytwistyczne lektury, mogą wpaść jak śliwka w kompot. Zachwyca stylem, otula swym ciepłem i mądrością życiową. Stanowi piękną opowieść o zbrodni i karze, o miłości do rodziny, kraju i do mężczyzny, którego nie wolno kochać. O poświęceniu dla krewnych i honorze. O przyjaźni. Podczas, gdy panuje moda na historie kryminalne rozgrywające się w dwudziestoleciu międzywojennym, to Ida Żmijewska włamała się spod tego trendu, snując opowieść w belle epoque, która miała wiele grzeszków i wiele do ukrycia. Doskonała na jesienną porę, albo poprawę humoru. 


Polecam. 

Moja ocena 8/10 



          Wydawanictwo Skarpa Warszawska 








środa, 15 września 2021

TERROR, MAX CZORNYJ

Niewiadomo czy dwudziesta rocznica ataku na WTC w Nowym Jorku, skłoniła polskiego mistrza makabry, Maxa Czornyja do stworzenia słuchowiska i wydania powieści o tym samym tytule - Terror. W każdym razie słowo terroryzm od 11 września 2001 r. odmieniane było na wszelki możliwy sposób. Teraz zaś na szczęście tylko w powieści dotknie stolicę Polski.


Wielki Piątek. Wszyscy myślą o zaczynających się za moment świętach i nikomu nie przychodzi do głowy, że dzień ten stanie się przełomowy, a oczy całego kraju zwrócą się na Warszawę. Około 5 rano policja otrzymuje nagranie od islamskich terrorystów z żądaniem uwolnienia trzech więźniów muzułmańskich w ciągu trzech godzin. Jeżeli do tego nie dojdzie, poleje się krew. Wszystkie służby zostają postawione na nogi. Ze strony policji działania nadzoruje inspektor Adam Knap. Warszawiaków oblewa blady strach, a politycy próbują wykorzystać całą sytuację do zbicia poparcia wyborców. Kiedy dochodzi do pierwszych zamachów, wszyscy wiedzą, że właśnie rozpoczął się wyścig z czasem.


Wszystko wskazywało, że będzie to kolejna mocna powieść Maxa Czornyja. Ciekawa fabuła, intrygujący śledczy i to czym uwiówdł w pierwszych trzech tomach serii o komisarzu Eryku Deryło - liczne odwołania do religii. Tyle, że właśnie wydawało się i na końcu spore rozczarowanie. O ile doskonale radzi sobie w dreszczowcu, to powieść sensacyjna wypadła w jego wykonaniu mizernie. Pędząca na łeb na szyję akcja i nieustanne zwroty akcji mające podnosić ciśnienie, sprawia, że trudno nadążyć za narracją i najzwyczajniej w świecie zaczyna się w tym galimatiasie gubić. Długie dialogi naszprycowane dość specjalistycznym językiem, osobę nie będącą w temacie czy średnio lubiącą sensację, nudzą. A częste nawiązania religijne kompletnie nic nie wnoszą do samej fabuły. Adam Knap będący gorliwym katolikiem, na początku intryguje. Samotny ojciec wychowujący dorastającego syna, wdowiec przeżywający śmierć żony, a do tego obarczony opieką nad trudnym w kontakcie ojcem. Adam jest prawy, rzeczywiście gra rolę lidera, który ma w zespole autorytet. Problem w tym, że tak świetnie pokazana postać z czasem staje się przerysowana i karykaturalna. Czornyj co pewien czas, zbacza w wątki poboczne, które de facto nic nie wnoszą, aby znowu wrócić do ataku terrorystycznego, po tym jak już gdzieś indziej jesteśmy myślami.


Tak, jestem zły, kiedy trafiam na książkę ulubionego i bardzo zdolnego pisarza, która mocno mnie rozczarowała. Temat terroryzmu doczekał się już świetnych opowieści, jak choćby Gdzie jest prezydent? Jamesa Pattersona i Billa Clintona czy Uprowadzony Lee Childa. Tam adrenalina wydzielała się z strony na stronę, nie można było oderwać się od lektury, a przede wszystkim były nie tylko rozrywką na wysokim poziomie, ale poruszały ważne problemy i wzbudzały niepokój. Czornyj w Terrorze nie niepokoi. Nie ma makabrycznych scen, ale poza średnią rozrywką, nie otrzymuje się nic więcej. Ci, co znają go z innych powieści, wiedzą jak genialnie wchodzi w psychikę bohaterów, gra na emocjach i dotyka trudnych kwestii, tym razem tego zabrakło. Są pewne próby ale to za mało, by rzeczywiście zaciekawić historią.


Terror mam nadzieję, że nie doczeka się kontynuacji, a jeżeli powstanie to Max Czornyj nauczy się czegoś na błędach i pokaże swoją prawdziwą klasę. Tymczasem lepiej już o tej powieści po prostu zapomnieć.


Moja ocena 5/10


                         Wydawanictwo Filia