poniedziałek, 1 czerwca 2026

PREMIERY CZERWIEC 2026

Już pół roku za nami, a książek jak przebywało, tak przybywa i w czerwcu. Przed Wami gorące premiery tego miesiąca.


1. Święta patronka kłamców, Ann Patchett, Wydawanictwo Znak



To historia samotnych kobiet w ciąży, które mają urodzić i zostawić dziecko. Pewnego dnia w domu prowadzonym przez zakonnice pojawia się kobieta inna od pozostałych.


Premiera 3 czerwca


2. Ogród w chmurach, Romain Potocki, Wydawanictwo Znak



To ma być kolejny francuski hit tego roku. To opowieść o dorastaniu pośród świata bez złudzeń. Jest też księgarnia będąca azylem dla outsiderów.


Premiera 3 czerwca


3. Wspaniałe, cudowne życie. Emily Henry, Wydawanictwo Świat Książki



Nowa powieść od mistrzyni komedii romantycznych. Mamy wyspę i dwójkę osób mających spisać biografię ulubienicy tabloidów. Zapowiada się uroczo. 


Premiera 3 czerwca


4. Zazdrościsz mi? Agnieszka Peszek, Wydawanictwo 110 procent



Długo oczekiwany drugi tom o Zuzannie Kruk. Tym razem poznamy nielubianego przez nikogo Artura Wieczorka.


Premiera 3 czerwca


5. Gdybyś miała inne imię, Jodi Picoult, Wydawanictwo Poznańskie




Dwie kobiety żyjące w różnych epokach. Melanie napisała sztukę o swojej przodkini, ale w świecie teatru często kobiece głosy są uciszane. Emilia zaś jest z elżbietańskiej Anglii mimo, że ma sporo do opowiedzenia jej głos nie może się przebić. Chcąc wystawić swą sztukę płaci Szekspirowi, aby podpisał się pod nią.


Premiera 2 czerwca


6. Matylda, Mary Shelley, Filia



Po raz pierwszy wydana w Polsce nieznana powieść autorki Frankenstaina. Historia kobiety, której tożsamość rodzi się w świecie konwesnansów i rodzinnych oczekiwań. 


Premiera 3 czerwca


7. Twierdza, Agata Kunderman, Filia



Mamy mroczne korytarze Kłodzka i czwórkę osób, które schodzą do nich, ale wraca trójka z nich 


Premiera 3 czerwca


8. Niewidoczna góra, Caro de Robertis, Wydawanictwo Albatros



Saga rodzinna o trzech pokoleniach i mrocznej historii Urogwaju. Wszystko zaczyna się za sprawą powrotu zaginionej w dzieciństwie dziewczynki.


Premiera 17 czerwca


9. Zbrodnia w raju, Guillaume Musso, Wydawanictwo Albatros


Najnowszy thriller od francuskiego mistrza gatunku. Mroczna zagadka w stylu retro na tle Lazurowego Wybrzeża. To historia zaginionego dziecka zamożnej amerykańskiej rodziny


Premiera 29 lipca


10. W ciemnym, głodnym lesie. Przemysław Piotrowski, Wydawanictwo Czarna Owca



Najnowsza seria Przemysława Piotrowskiego. Jej bohaterką jest dziennikarka Nina, która zajmuje się sprawą młodej kobiety w Bieszczadach, a to wierzchołek góry tego, co skrywa pobliski las. Jestem na tak. 


Premiera 3 czerwca


11. Słoneczne miejsce dla mrocznych ludzi, Mariana Enriquez, Wydawanictwo Czarna Owca



Coś dla fanów Mrocznego Piątku. To zbiór opowiadań w którym mamy duchy i zło czające się wewnątrz ludzi.


Premiera 17 czerwca


12. Kolory zła. Fiolet, Małgorzata Oliwia Sobczak, Wydawanictwo W.A.B



Seria Kolorów zła poszerza się o nową barwę. Nie sprawdzam opisu, by nie psuć sobie zabawy w odkrywanie zagadki.


Premiera 17 czerwca


13. Powtórka ze śmierci, Nora Roberts, Wydawanictwo Świat Książki



Kolejny tom monumentalnej serii Norki. Eve dostaje liste od mordercy, wciągając ją w niebezpieczną grę.


Premiera 17 czerwca


14. Sekret willi Carlotta, Silvia Montemurro, Wydawanictwo W.A.B



Oparta na prawdziwej historii księżnej Charlotty. Rozgrywa się pośród urokliwej rezydencji nad włoskim jeziorem Como.


Premiera 3 czerwca.


15. Zofiówka. Przebudzenie zła. Justyna Jedlińska, Wydawanictwo Harde



Grupa youtuberów wyrusza do opuszczonego zakładu dla psychicznie chorych. Miejsce owiane jest mroczną historią i obrzędami satanistów. Zło czai się wszędzie. 


Premiera 17 czerwca


16. Krzywda, Klaudia Muniak, Wydawanictwo Czwarta Strona



W zgliszcza domu znajdują się szczątki małego dziecka i laptop, gdzie nagrane są bezduszne eksperymenty. 


Premiera 17 czerwca.


17. Dziewczyna na klifie, Lucinda Riley, Wydawanictwo Albatros



Dwie rodziny, cztery pokolenia kobiet i łącząca je tragiczna przeszłość z czasów I wojny światowej. 


Premiera 17 czerwca


18. Prawie wieczór, wciąż jasno. Mają Linea Ernst, Wydawanictwo Poznańskie



Seria bestsellerowych Dzieł Pisarzy Skandynawskich rozrasta się o nową pozycję. Grupa przyjaciół ze studiów wyjeżdża na tydzień na duńską wieś. Pozorna sielanka znika, wraz z przybyciem nieoczekiwanych gości.


Premiera 17 czerwca


19. Wioska, Aleksandra Kalbarczyk, Wydawanictwo Skarpa Warszawska



Mamy Wioskę na odludziu, której mieszkańcy żyją w izolacji od świata. Idealna na pozór społeczność skrywa własne tajemnice i przypominają sektę. 


Premiera 3 czerwca



sobota, 30 maja 2026

UPIÓR, MACİEJ SIEMBIEDA

 Jakub Kania powraca w ósmym tomie serii w Upiorze Macieja Siembiedy. To najbardziej mroczny i przerażający tom. 


Już sama fabuła jest nieco pokręcona. Wszystko zaczyna się na basenie, gdzie Kuba dostaje nagle zawału. Potem cofamy się by poznać historię Anny i Marka Kopczyńskich i sprawy z ich domem pogrzebowym. Ni stąd ni zowąd ruszamy śladem Władysława Stanisława Reymonta. Nie chcę za dużo zdradzać i ciężko w skrócie opowiedzieć o czym jest Upiór, bo przypomina mi nieco szkatułkę, w którym otwierając kolejne warstwy czeka na nas następujące jedne po drugich niespodzianki. Na końcu zaś wszystkie trzy wątki zgrabnie się łączą. 


Jakbym miał wybrać topkę cyklu o Jakubie Kani to najpierw byłby właśnie Upiór, potem Sobowtór i Orient, a potem już kolejne. Wyraźnie widać, jak Maciej Siembieda podnosi poprzeczkę z tomu na tom. Kiedy już wydaje się, że absolutnie niczym nie zaskoczy, to proszę niespodzianka. 

Oczywiście nadal Kania, były prokurator IPN, a obecnie pracownik towarzystwa ubezpieczeniowego podąża szlakiem Sztuki i równocześnie musi zbadać tajemniczą śmierć jednego z klientów firmy z polisą na dwa miliony złotych. Podczas śledztwa natyka się na wielbicieli twórczości naszego noblisty Władysława Stanisława Reymonta, który to borykał się z lękiem przed pogrzebaniem żywcem, a obecnie jest człowiek uważający się za reinkarnację pisarza. Potwierdzić to ma, że autor Wampira zdradzał mu przyszłe wydarzenia, będące zarazem ostrzeżeniem przed niebezpieczeństwem. A po drugie ma dokładnie ten sam lęk, co jego wcześniejsze wcielenie. Wiem, wiem na Siembiedę temat wędrówki dusz wydaje dość ekstrawagancki ale czerpie on z historii człowieka, który rzeczywiście uważał się za Reymonta. A cała historia krąży właśnie wokół Wampira, którego fani uważają za najlepsze dzieło mistrza, krytycy zaś za grafomanię. Dodatkowo dowiadujemy się, że Reymont był dzieckiem krawca i poza literacką działalnością był całkiem uznanym medium. Jednocześnie Maciej Siembieda zdradza nam tajniki seansów spirystycznych, i jak łatwo można nabrać osobę pragnącą skontaktować się ze zmarłym. W ogóle Upiór porusza się właśnie między pogrzebaniem żywcem, a więc najbardziej pierwotnym lękiem człowieka - a historia zna takie przypadki, które nawet przy obecnej wiedzy medycznej mogą się zdarzyć, a fascynacją śmiercią i wywoływaniem duchów. Z drugiej strony ponadto wkraczamy w tajniki działalności funeralnej. 


Nie mogło zabraknąć również dobrze znanej już Teresy Barskiej, której pojawienie się zawsze dodaje rumieńców powieści. Podobno ma doczekać się własnej serii, ale nadal musi zadowolić się występem u Kani, z którym tworzy fantastyczny po prostu duet. Jednym słowem chociaż na początku Upiór może wybić nas z rytmu cyklu, to jednak przy grzecznym czytaniu i nie przeskakiwaniu na koniec, daje wyśmienitą, mroczną zabawę i moc ciekawostek. 


Polecam. 

Moja ocena 8/10 



                    Wydawanictwo Agora 




piątek, 22 maja 2026

MROCZNY PIĄTEK: PŁACHYTKA, ANNA MUSIAŁOWICZ

 Horror z elementem słowiańszczyzny w wykonaniu Anny Musiałowicz jestem na tak, zwłaszcza w przypadku Płachytki.


Ewa i Marek wraz z dwiema córkami przeprowadzają się do jej rodzinnego miasta. Od razu trafiają pod opiekuńcze skrzydła dawnej znajomej matki Ewy, Marii Skowronkowej, która z mężem staną się częścią ich życia. Spokój burzy się z momentem, kiedy Radosław Skowronek zaczyna widzieć słowiańskiego demona Płachytkę. To, co było już od dawna zapomnianym koszmarem wraca ponownie i tym, razem mężczyzna zrobi wszystko by uratować rodzinę przyjaciół żony.


Morowe panny znane w Wielkopolsce jako właśnie Płachytki to demon zarazy. Pojawiają się wraz z gęganiem gęsi i często na niebie ukrywają się pośród nich. Czasem objawiają się wraz z latającymi płachtami, albo w postaci dziewczyny z długim, białym welonem. Gdy na kimś usiadła to albo on albo wszyscy jego bliscy mieli umrzeć.


Anna Musiałowicz Płachtką nie straszy, lecz wprowadza nastrój tajemnicy, rozpaczy, bezsilności wobec tego, co przekracza współczesną wizję świata, a przede wszystkim osaczenia. Mamy dwa plany czasowe, które to wzajemnie się przeplatają i silnie łączą się ze sobą. Jeden to przeszłość Radosława, drugi teraźniejszy. Oba mają wspólny element - demona. W jego kreacje autorka bardzo mocno zaczerpneła z słowiańskiej demonologii. A wiadomo nie od dziś, że do słowiańszczyzny to ja mam słabość. Chociaż o Płachytce słyszę pierwszy raz. Musiałowicz wydobywa to, co zapomniane już przez współczesnego człowieka i tworzy z tego koszmar, który z każdą stroną osacza, opłata swoimi mackami i nie pozwala uwolnić się od siebie. Chcąc zrozumieć to, co ma miejsce trzeba przypomnieć sobie dawne podania przekazywane z pokolenia na pokolenie.


Anna Musiałowicz nie musi nikogo przekonywać do swego talentu. Horror spod jej pióra to prawdziwa gratka dla miłośników gatunku. Krok po kroku buduje napięcie. My wiemy, co jest przyczyną koszmaru ale niecierpliwie czekamy na finał. Płachtkę czyta się z rosnącą ciekawością i po prostu ją pożera się w szybkim tempie.


Polecam. 

Moja ocena 8/10



                Wydawanictwo Replika

piątek, 15 maja 2026

OSTATNIA ZAPAŁKA, MARIE VAREILLE

 Poruszająca opowieść o traumie i cierpieniu z dzieciństwa w Ostatniej zapałce Marie Vareille.


Abigaelle od ponad dwudziestu lat mieszka w burgundzkim klasztorze z dala od światowego szumu. Jej codzienność jest uporządkowana, stała i przebiega w absolutnej ciszy. Nie wiele pamięta ze swej przeszłości, a wspomnienia to jedynie wyrwane z kontekstu obrazy. Jakiś pogrzeb, ale nie wiadomo czyj; wciśnięte w rękę pudełko zapałek. Jedynie, co sobotę spotyka się z bratem i z dala śledzi jego życie. Mężczyzna jest popularnym pisarzem, natomiast kiedy zwiąże się z prostolinijną Zoe, tylko Abigaelle zna przeszłość i wie kim na prawdę jest jej brat.


Statystyki, które przedstawia Marie Vareille są wstrząsające. Troje na czworo dzieci z rodzin przemocowych będzie albo przemocowcem w związku, albo ofiarą przemocy. Dokładnie pokazuje ona mechanizmy manipulacji, uzależnienienia od siebie i cichego bólu znoszonego każdego dnia za zamkniętymi drzwiami. Strach żony przed przyznaniem, że potrzebuje pomocy i dzieci biernych i bezradnych obserwatorów cierpienia matki. Francuska pisarka nie obwija w bawełnę, lecz pokazuje rzeczywistość taką, jaką jest. Krok po kroku odsłania codzienność rodzin przemocowych. Wystarczy drobiazg, albo tak zwany zły dzień by posypały się razy i obelgi. My zaś przypatrujemy się temu z bliska, poznajemy z bezpośredniej relacji ofiar i czujemy potęgujący się z każdą stroną ból brzucha. Nie ma tu sensacji, ale sucha relacja dziecka oraz dorosłej kobiety doświadczającej tego każdego dnia. Równocześnie pokazuje skutki przebywania w przemocowym domu i jak odbija się to na dalszym życiu tych, co byli tego uczestnikami. Dramaturgia powieści jest niezwykle cicha, wynika z suchej i wyzutej z emocji relacji. Tli się ogniem zapałki, jednak stopniowo spała nie tylko bohaterów ale i nas czytelników. Vareille pisze o traumie w sposób niezwykle delikatny. Pokazuje, że są rany, które nosimy przez całe życie i nie da się ich wymazać - można jedynie nauczyć się z nimi żyć. Nie znikają one mimo upływu lat. Pozostają w pamięci przez całe życie i naznaczają piętnem na własnej rodzinie. 


Wiem jedno, Marie Vareille to moja nowa francuska miłość. Ostatnia zapałka  zostawia po sobie zapach dymu, po zgaśniętej zapałce. Zostawia po sobie oczyszczenie i jednocześnie nadzieję, że mimo wszystko ona jest dla każdego. 


Polecam. 

Moja ocena 10/10 



                   Wydawanictwo Znak 


poniedziałek, 11 maja 2026

SERIA O KOMISARZU LICHYM, GRZEGORZ BRUDNIK

 Alfa Grzegorza Brudnika to czwarta część serii o komisarzu Rafale Lichym, w którym przenosi nas na Mazury. Tam przeprowadza się Lichym, szukając spokoju, znowu zachodzą w jego życiu istotne zmiany i ponownie przyjdzie mu się zmierzyć z seryjnym mordercą. Pośród lasów i jezior dochodzi do zamordowania mężczyzn, którzy tu przyjechali. Komisarz będzie musiał wrócić do miejsca, które na nowo naznaczyło jego życie. 


To seria, którą koniecznie musiałem nadrobić i muszę przyznać, że była to sama przyjemność. Przede mną z tego uniwersum jeszcze przede mną dwa tomy z Łezką, jedną z kobiet spotkanych przez Lichego na zawodowych ścieżkach. Jej bohaterem jest właśnie komisarz Rafał Lichym, człowiek cierpiący na depresję i po kilku próbach samobójczych. Ten bohater sprawia, że mocno o nim myślimy i wchodzi do naszego umysłu, jak po maśle. Próbuje uciec z policji i wieść spokojne życie, jednak jego intuicja i pomoc okazują się niezbędne, gdy na horyzoncie pojawiają się kolejni zwyrodnialcy. 


Na ten cykl składają się Szafarz, Chrzciciel, Ceremoniarz i właśnie najnowszy tom Alfa. Jest on z każdą częścią coraz lepszy pod względem budowania napięcia i antybohaterów, na których natyka się komisarz Lichy. Już Szafarz był miodzio, mamy w nim mordercę który eksponuje zwłoki kobiet z odcietą głową należącą do poprzedniej ofiary. W drugim zamordowanego nastolatka, którego zwłoki zostały spalone. Ostatnia jego odsłona to stwierdzając jednym słowem masakra w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wszystkie tomy jednak należy czytać pokolei. Nie można w tę serię wejść od środka czy zacząć od Alfy. Po prostu byłoby się wówczas nieco zagubionym i dużo straciłoby się z poznawanej historii. 


Przede wszystkim warto ją poznawać dla samego Lichego. Człowieka poranionego, zmęczonego życiem i doprowadzanego wielokrotnie do granicy ludzkiej wytrzymałości. Dla mnie cała seria była jedną wielką jazdą bez trzymanki i bardzo dobrze się przy niej bawiłem. 


Polecam. 

Moja ocena 8/10 






                      Wydawanictwo Filia 


sobota, 9 maja 2026

PRZEZ TRUDY DO GWIAZD, ANNA RYBAKIEWICZ

Czarodziejka. Tak nazywam Annę Rybakiewicz, moje wielkie odkrycie zeszłego roku. Nikt jak ona za pomocą słów i emocji nie umie wyczarować poruszającą historię. Jej najnowsza powieść Przez trudy do gwiazd jest zdecydowanie jej najlepszą książką.


Rok 1990. Anastazja Zielińska wychodzi po udarze do domu, w którym spotyka kolegę z dziecinnych lat Leona Białowąsa. Zagubionej kobiecie, cierpiącej na amnezję cierpliwie przywraca wspomnienia czytając jej zapiski z dziennika. Razem wracają do lat wojny i zesłania do Kazachstanu.


To powieść zapisana historią przez duże H, która stanowi doświadczenie rzeszy Polaków, którzy zostali aresztowani przez NKWD i wywiezieni na Syberię. Na nieludzkim stepie musieli znaleźć siły, by przetrwać. Odarci z godności, zmuszeni do wycieńczającej pracy. Anna Rybakiewicz sprawia, że czujemy mróz, spiekotę lata i desparacką walkę o rodzinę, ból śmierci i rozłąki, tęsknotę za Ojczyzną i dawnym życiem. Towarzyszymy bohaterom w znoju pracy i w lepiankach. Zanurzamy się w przeszłości i ją oplatamy się, a wszystko po to by zrozumieć życie na ziemi zapomnianej przez Boga. Natomiast jedno zdanie dawało siłę iść na przód, per aspera ad astra - przez trudy do gwiazd. Nawet jeśli gwiazdy były dla nich bardzo odległe. Obserwujemy bohaterów w najintymniejszych momentach, gdy tracą bliskich, w chwilach zwątpienia i tragicznych doświadczeń. Anna Rybakiewicz oddaje dramaturgię wojny i zsyłki, pokazuje jak jedna decyzja może zadecydować o losach całej rodziny. Jak jeden czyn może być na wagę życia lub śmierci.


Przez trudy do gwiazd to po prostu czysta przyjemność czytania. Pożeramy ją zachłannie, a z każdą stroną rośnie napięcie jak potoczą się losy Zielińskich i braci Białowąsów. Ostrzegam lojalnie, że od tej powieści po prostu nie sposób się oderwać. Jednocześnie dziś słowo "czułość" trochę się nadużywa i ja sam zresztą często je używam. Jednak w tym przypadku Anna Rybakiewicz z ogromnym taktem i właśnie czułością opowiada losy bohaterów. Z ogromną delikatnością podchodzi również do tematu utraty pamięci na skutek udaru u osób starszych. Ja osobiście chcę więcej tego typu poruszających opowieści. 


Polecam. 

Moja ocena 10/10 



                      Wydawanictwo Filia 


niedziela, 3 maja 2026

CUDA ZA ROGIEM, KEIGO HIGASHINO

Japoński autor kryminałów chorych na głowę, tym razem w zupełnie innym gatunku przytulniej, kojącej powieści. A wszystko za sprawą Cudów za rogiem Keigo Higashino. 


Trzech drobnych złodziejaszków ukrywa się w opuszczonym sklepie. Przypadkowo odkrywają w nim skrzynkę na listy, w której znajduje się list sprzed trzydziestu lat. On też połączy przeszłość ze współczesnością, a mężczyźni wcielą się w rolę dawnego właściciela sklepu pana Namiyę i będą udzielać porad tym, którzy będą ich o to prosić. 


Keigo Higashino w zupełnie nowej odsłonie, choć po części ten, którego już dobrze znamy. Mamy bowiem trójkę przestępców, mamy trupa, mamy zagadkę z przeszłości potrzebną do zrozumienia tego, co ma miejsce obecnie. Nowością jest natomiast klimat z książek Michiko Aoyamy i płynąca z tego nauka, że pomagając innym, sami stajemy się lepsi. Sercem powieści są listy, które piszą ludzie na życiowym zakręcie i odpowiedzi, które dostają. Chociaż chłopaki nie grzeszą taktem w swej korespondencji, to nie można im odmówić dobrych chęci pomocy. Natomiast ich odbiorcy często wybierają inną drogę niż została im wskazaną, ale ostatecznie okazuje się, że rady tajemniczego Namiyi nie pozostały bez owocne. Wreszcie jest to powieść nostalgiczna z odrobiną niesamowitości. Przy czym ludzie, których spotykamy są poniekąd nam bliscy. Rozumiałem doskonale ich rozterki, a po części odnajdywałem w nich samego siebie. Pokazuje, że bez względu na wiek, zawód czy pasje każdy z nas zmaga się z różnymi wątpliwościami, a czasem potrzeba całkiem nie wiele, by pomóc innej osobie.


Osobiście muszę przyznać, że zdecydowanie wolę Keigo Higashino w kryminalnej odsłonie. Wprawdzie zostawia ona w tym kojącym odczuciu, co w ogóle jest domeną cosy books, ale ta melancholijna atmosfera i samo tępo opowieści nie do końca do mnie przemówiły. Przede wszystkim owa odrobina magii i często naiwność opowieści, nieco mi przeszkadzały i nie pozwoliły uwierzyć w prawdziwość opisanych historii. Natomiast zdecydowanie doceniam sam zamysł. 


Polecam. 

Moja ocena 6/10 



                Wydawanictwo Relacja