Jakub Kania powraca w ósmym tomie serii w Upiorze Macieja Siembiedy. To najbardziej mroczny i przerażający tom.
Już sama fabuła jest nieco pokręcona. Wszystko zaczyna się na basenie, gdzie Kuba dostaje nagle zawału. Potem cofamy się by poznać historię Anny i Marka Kopczyńskich i sprawy z ich domem pogrzebowym. Ni stąd ni zowąd ruszamy śladem Władysława Stanisława Reymonta. Nie chcę za dużo zdradzać i ciężko w skrócie opowiedzieć o czym jest Upiór, bo przypomina mi nieco szkatułkę, w którym otwierając kolejne warstwy czeka na nas następujące jedne po drugich niespodzianki. Na końcu zaś wszystkie trzy wątki zgrabnie się łączą.
Jakbym miał wybrać topkę cyklu o Jakubie Kani to najpierw byłby właśnie Upiór, potem Sobowtór i Orient, a potem już kolejne. Wyraźnie widać, jak Maciej Siembieda podnosi poprzeczkę z tomu na tom. Kiedy już wydaje się, że absolutnie niczym nie zaskoczy, to proszę niespodzianka.
Oczywiście nadal Kania, były prokurator IPN, a obecnie pracownik towarzystwa ubezpieczeniowego podąża szlakiem Sztuki i równocześnie musi zbadać tajemniczą śmierć jednego z klientów firmy z polisą na dwa miliony złotych. Podczas śledztwa natyka się na wielbicieli twórczości naszego noblisty Władysława Stanisława Reymonta, który to borykał się z lękiem przed pogrzebaniem żywcem, a obecnie jest człowiek uważający się za reinkarnację pisarza. Potwierdzić to ma, że autor Wampira zdradzał mu przyszłe wydarzenia, będące zarazem ostrzeżeniem przed niebezpieczeństwem. A po drugie ma dokładnie ten sam lęk, co jego wcześniejsze wcielenie. Wiem, wiem na Siembiedę temat wędrówki dusz wydaje dość ekstrawagancki ale czerpie on z historii człowieka, który rzeczywiście uważał się za Reymonta. A cała historia krąży właśnie wokół Wampira, którego fani uważają za najlepsze dzieło mistrza, krytycy zaś za grafomanię. Dodatkowo dowiadujemy się, że Reymont był dzieckiem krawca i poza literacką działalnością był całkiem uznanym medium. Jednocześnie Maciej Siembieda zdradza nam tajniki seansów spirystycznych, i jak łatwo można nabrać osobę pragnącą skontaktować się ze zmarłym. W ogóle Upiór porusza się właśnie między pogrzebaniem żywcem, a więc najbardziej pierwotnym lękiem człowieka - a historia zna takie przypadki, które nawet przy obecnej wiedzy medycznej mogą się zdarzyć, a fascynacją śmiercią i wywoływaniem duchów. Z drugiej strony ponadto wkraczamy w tajniki działalności funeralnej.
Nie mogło zabraknąć również dobrze znanej już Teresy Barskiej, której pojawienie się zawsze dodaje rumieńców powieści. Podobno ma doczekać się własnej serii, ale nadal musi zadowolić się występem u Kani, z którym tworzy fantastyczny po prostu duet. Jednym słowem chociaż na początku Upiór może wybić nas z rytmu cyklu, to jednak przy grzecznym czytaniu i nie przeskakiwaniu na koniec, daje wyśmienitą, mroczną zabawę i moc ciekawostek.
Polecam.
Moja ocena 8/10
Wydawanictwo Agora

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz