środa, 10 czerwca 2020

SPOTKANIE Z KLASYKĄ: PRZEMINĘŁO Z WIATREM, MARGARET MITCHELL

W życiu każdego pisarza przychodzi moment na stworzenie własnego opus magnus - jego największego dzieła, które od razu będzie podpowiadało nazwisko swego twórcy. Jednym to się udaje, innym nie. Niektórym wręcz wyjdzie to przypadkowo, nawet o tym nie marzą, nie sądzą, że tworzą coś, co przeżyje ich samych. Tak między innymi było z Margaret Mitchell. Napisała swą najbardziej rozpoznawalną powieść Przeminęło z wiatrem z nudów, podczas przymusowej rekonwalescencji w domowych pieleszach. To, co było dziełem przypadku, nie tylko przyniosło rozgłos i sporą sumę pieniędzy autorce, ale weszło na zawsze do kananonu literatury.

Scarlett O'Hara to rozpuszczona córka plantatora bawełny. Trzpiotka, która pragnie, aby okoliczni kawalerowie zabijali się o jej względy. Nie obce jej kobiece intrygi, niespotykany u damy tupet, dzięki któremu każdego potrafi owinąć wokół palca. Stąd na wiadomość o małżeństwie swojej sympatii, Ashleya Wilkesa z Melanią Hamilton, jest przekonana, że uda się jej do niego nie dopuścić. Po burzliwej rozmowie z przyszłym panem młodym, poznaje tajemniczego Rhetta Butlera. Wyrzutka społeczeństwa, którego wyrzekła się własna rodzina. Tak oto zawiązuje się skomplikowany trójkąt miłosny, który nieustannie będzie poddawany trudnym próbom. Wojna, upadek Południa, walka o przetrwanie, tysiące rannych w bratobójczej wojnie i zmaganie się z społeczną krytyką, to tylko nieliczne przeszkody, jakie będzie musiała pokonać dziewczyna w drodze do odkrycia własnej tożsamości, kobiecości i nieustannego zmagania się ze swoimi uczuciami.

Scarlett to postać stojąca na pograniczu bohatera i antybohatera. Z jednej strony jej nieznosimy za złośliwość, cynizm, wynoszenie nad innych, a przede wszystkim za nieszanowanie tych, którzy ją kochają. Gotowa posunąć się do wszystkiego, byle tylko uzyskać swój cel. Z drugiej strony kibicujemy jej zmaganiom wyzwolenia się z powszechnych konwenansów, zrywanie wszystkich kajdan ograniczających wolność kobiety. Udowadnia na każdym kroku, że kobiecy intelekt wcale nie stoi niżej od męskiego, a czasem go przewyższa. To zimna famme fatale, która wie czego chce i do tego dąży. Nie boi się plotek, trzpiotowatość staje się jej bronią, ale gdy potrzeba potrafi prowadzić rozmowy biznesowe nie gorzej niż mężczyzna. Tym samym staje się kobietą wyprzedzającą swą epokę. Z salonowej lalki, dla której liczą się miłostki i tańce, staje się głową rodziny walczącą o utrzymanie rodzinnej posiadłości, a potem o zapewnienie finansowego bezpieczeństwa. Prawdę o sobie, o swoich pragnieniach, prawdziwych myślach odkrywa w słowach Rhetta. Ten zimny cynik bezwzględnie zrywa jej maski, pokazuje jaką jest naprawdę. To człowiek kontrowersyjny, będący dla Scarlett siłą napędową do zrywania z kolejnymi ograniczeniami i odkrywaniu drzemiącej w niej siły. 
Przeciwieństwem jej staje się delikatna Melania o gołębim sercu. Szlachetna, ciepła osoba ale całkowicie poddana temu, czego oczekuje od niej społeczeństwo, a próby buntu są nieliczne. Między tymi dwiema więc kobietami obserwujemy walkę o własne szczęście, dobro najbliższych i historię przyjaźni.

Mitchell skrupulatnie kreśli antywojenny manifest. Pokazuje koszmar wojny domowej niosącej zniszczenie zamiast budowy lepszego świata. Niesie ona ze sobą całe rzesze rannych, śmierć niewinnych ludzi, grabieże i lęk o jutro, głód będący stałym towarzyszem i obawy o życie najbliższych.  Autorka przeciwstawia dwie rzeczywistości. Pierwszą beztroskie życie plantatorów wypełnione zabawami, przyjęciami, pijaństwem i grą hazardową, aby szybko przyszła druga niosąca z sobą niepewność jutra, w której przetrwać mogą najsilniejsi. Niewolnicy mający odzyskać wolność i prawo do samostanowienia, nie potrafią odnaleźć się w nowej rzeczywistości, tęsknią za dawnymi panami, a wielu dalej pozostaje na ich służbie. Mitchell zrywa obraz okrutnego Południa. Jest ono opiekuńcze, wierne tradycyjnym wartością, Murzyni są członkami rodzin i nie tylko znają familijne sekrety, ale strzegą swych państwa, opiekują się nimi, a nie raz nie szczedzą gorzkich słów prawdy.  Prawdziwe zło i zepsucie moralne idzie z Północy, które kompletnie nie zna życia plantacji.

Przeminęło z wiatrem to nie tylko romans, samo takie określenie byłoby krzywdzące dla tej powieści, ale wielkie studium epoki, społecznego obrazu i samego człowieka. Krzepi i daje siły iść naprzód. Problemom natomiast zawsze można powiedzieć, że pomyślimy o nich jutro. Klasyk, który stanie u mnie na półce ulubione.

             WYDAWANICTWO ALBATROS 

wtorek, 9 czerwca 2020

KSIĄŻKI NA DZIEŃ PRZYJACIELA

Dzień Przyjaciela to jeden z tych dni w roku, w którym warto szczególnie docenić bliskie osoby. Życie bez przyjaciela, byłoby nie tylko o wiele trudniejsze, ale i smutniejsze. Mówiąc "przyjaciel" mam na myśli jedną z najbliższych osób, taką przed którą nie mam żadnych sekretów i zawsze mogę powiedzieć o wszystkim. Ja szczególnie dziękuję mojemu przyjacielowi za wsparcie w trudnych chwilach, za słowa otuchy i te wszystkie momenty, gdy wypłakałem się w rękaw. Wiele mówi się o miłości, a często zapomina się o przyjaźni. Takiej czystej i bezinteresownej. Takiej, która dodaj sił iść naprzód.

Na Literackiej Podróży ten jeden z bardziej wyjątkowych dni w roku świętuję po naszemu, czyli wspominając najpiękniejsze opowieści o przyjaźni. Oczywiście, jak zawsze jest to subiektywne zestawienie, moich ulunieńców.

TOP najpiękniejszych książek na Dzień Przyjaciela. 

1. Małe życie, Hanya Yanagihara 



Nie wyobrażam sobie zestawu powieści o przyjaźni bez Małego życia.  To pantagruel, powieść gargantuiczna wywołująca ból brzucha. Z drugiej strony historia Jude'a i jego trzech przyjaciół z Nowego Jorku wzrusza, przeraża ogromem cierpienia, jakie może stać się udziałem człowieka pragnącego tylko obecności bratniej duszy. Kogoś, kto zrozumie jego zabolałe serce. Zresztą, któż nie chciałby mieć takiego przyjaciela, jak Will? Człowieka, który zawsze zjawi się, gdy jest potrzebny. Moja wielka literacka podróż i książka, przy której płakałam jak bóbr. 

2. Genialna przyjaciółka, Ellena Ferrante. 



Wzruszająca saga rodzinna. Gorące słońce Italii, uliczki Neapolu - miasta duszącego swą atmosferę, z którego za wszelką cenę chce się wyjechać i dwie dziewczynki, które dzieli wiele, a łączy przyjaźń. To przyjaźni Lili i Elleny jest szorstka, kolczasta, pełna czułości i pretensji zarazem, ale to opowieść o dwóch kobietach pragnących tego samego i będących zawsze przy sobie. 

3. Ogniem i mieczem, Henryk Sienkiewicz 



Klasyka polskiej powieści historycznej. Wojna, miłość i przyjaciele będący na dobre i złe, to oni są nie tylko najwierniejszymi kompanami broni i kielicha z winem, ale też gotowi oddać życie za Ojczyznę, ukochaną kobietę i ratować przyjaciela w potrzebie. Szczęście przyjaciela jest dla nich tak samo ważne, jak ich własne. 


4. Tangerynka, Christine Mangan



Maroko lat 50 XX wieku. Piaszczyste uliczki, gorące słońce, duchota miasta i dwie kobiety spotykające się w nim przypadkowo. Historia pełna tajemnic, kobieca i drapieżna, pełna niedomówień. Przypomina Utalentowanego Pana Ripleya, tylko wersji kobiecej i jest jeszcze bardziej dwuznaczna. 

5. Nazywam się Stephen Florida, Gabe Habash.



To powieść, która boli. Historia młodego chłopaka, który odrzuca wsparcie przyjaciół, aby zamknąć się we własnej samotności, cierpieniu i obsesji. Pot, krew i mordercze treningi. Moja wielka literacka podróż. 


6. Zemsta i przebaczenie, Joanna Jax



To powieść monumentalna, majestatyczna i wielka. Dwie kobiety marzące o lepszym życiu, miłości i których marzenia zostały podeptane przez wojnę. Koszmar okupacji i ciemne lata władzy ludowej na tle losów zwykłych ludzi. Mimo dramatycznych przeżyć, Hanka i Alicja zawsze mają siebie, aby ratować przyjaciela gotowe są poświęcić samych siebie i własne życie. Ta historia zostaje z nami na zawsze. Nawet się nie obejrzycie, kiedy sześć tomów zleci w błyskawicznym tempie. 


7. To, Stephen King 



Mroczna powieść o grupie dzieci zamieszkujących małe prowincjonalne miasteczko w stanie Maine, nawiedzane co 27 lat przez zło w najczystszej postaci, którego ofiarami są dzieci. To karmi się ich strachem i tylko razem z przyjaciółmi można stawić mu czoło. Piękna historia o ludziach nie mających nikogo, poza małą grupką przyjaciół, którzy zawsze wspierają się. 


8. Wpuść mnie, John Ajvide Lindqvist 



Powieść wampiryczna. O dziecku - wampirze, które prześladowanemu przez szkolnych huliganów niesie pocieszenie i ciepło. Lindqvist przeraża ludźmi będącymi gorszym demonem od tego wiecznego krwiopijcy, tematem pedofilii i sekretami sztokholmskiego przedmieścia. 


9. Rdza, Jakub Małecki 



Nie mogłoby być żadnego zestawienia Literackiej Podróży, bez Kuby Małeckigo. Rdza to nie zwykła opowieść o losach Szymona i jego babci, Tosi. Przyjaźń tu, to początkowo wspólne spędzanie czasu przy torach, zabawy, aby z biegiem lat stać się szorstka, wroga ale tak naprawdę, nigdy nie minęła. Tak, jak u Kuby bywa to powieść męska, brutalna ale jednocześnie napisana z niezwykłą delikatnością i szacunkiem do drugiego człowieka. 


10. Najmilszy prezent, Agnieszka Krawczyk 



Pełna ciepła opowieść o mieszkańcach ulicy Wierzbowej. Kłócą się, dają tzw. dobre rady ale, gdy potrzeba zawsze gotowi są przyjść sobie z pomocą dając to, co nieuchwytne. Miłe słowo, drobne gesty i wsparcie. Wspaniale rozgrzewa serducho, a ja niedługo opowiem Wam o drugim tomie tej serii. 


czwartek, 4 czerwca 2020

WSZYSTKIE PIENIĄDZE ŚWIATA, JOHN PEARSON

Uwielbiamy historie rozpoczynające się od słów oparte na faktach. Świadomość, że wszystko to, o czym czytamy wydarzyło się naprawdę sprawia, że łatwiej wejść w opowieść. Nabiera większej wiarygodności za sprawą tych trzech wyrazów. Do jednych z tych książek zalicza się powieść Johna Pearson Wszystkie pieniądze świata.

Miało być tak pięknie. Amerykańscy krezusi, wielopokoleniowa historia najzamożniejszej rodziny Ameryki, którą swą niemoralnie olbrzymią fortunę zbiła na wydobyciu ropy naftowej i historia porwania wnuka seniora rodu. No właśnie miało, na koniec zostały mocno mieszane uczucia i potężne rozczarowanie.

J. Paul Getty I pochodził z średnio zamożnej rodziny. Rodzice surowi purytanie, ściśle przestrzegający zasad wiary, nie rozumieli zainteresowań syna literaturą i kulturą bardziej od spraw czysto praktycznych. Oni krystalicznie uczciwi, dochodzący do wszystkiego ciężką pracą, on ich zdaniem lekkoduch. Oni moraliści. On kochający towarzystwo i romanse z lolitkami. Wszystko to sprawiło, że między ojcem i synem nie było ciepłych więzi. Mimo obaw rodziców, wyrósł na potentata naftowego, posiadającego wszystkie pieniądze świata. Stał się sknerą, niestroniącym od romansów z coraz młodszymi kochankami.

Jeden z jego synów, Jean Paul Getty II odziedziczy po ojcu miłość do sztuki, kolejne nieszczęśliwe małżeństwa i umiejętność zniszczenia relacji z własnymi dziećmi. Hipis podążający za pragnieniem przyjemnego życia, alkoholik i narkoman.

Wreszcie Jean Paul Getty III w wieku szesnastu lat porwany, torurowany i okaleczony przez włoską mafię, co na zawsze odbije się na jego psychice. Aktor i człowiek o załamanym życiu.

Rodzina Gettych posiadająca zapierające dech w piersiach rezydencje w USA, Wielkiej Brytani i Włoszech, kontakty towarzyskie począwszy od Micka Jaggera kończąc na królowej Elzbiecie II, skoligaceni z Elizabeth Taylor i największy majątek na świecie, nie mieli miłości. Zaburzone relacje z ojcem Jean Paula Getty I rzutują na relacjach ojciec - potomstwo w kolejnych pokoleniach, niszcząc i zżerając ich samych. Stało się to swoistą klątwą wiszącą nad nimi przez kilkadziesiąt lat.

Pearson miał więc wszelkie szanse na stworzenie zapierającej opowieści o ludziach marzących posiadać własną dynastię, a skończyli jako życiowi rozbitkowie, którym trudno było pozbierać się po przeżytych traumach, dla których pieniądze stały się przekleństwem. Tymczasem ślizga się po ich życiu, zaczyna wątek i przerywa go, aby potem wrócić do niego. W konsekwencji historia ta zamiast niepokoić, zaczyna nurzyć. Kiedy rozbudzi zainteresowanie, szybko go gasi. Z drugiej strony zastanawiam się nad tym, czy bylibyśmy w stanie znieść więcej? To opowieść nasycona bólem, gorzkimi rozczarowaniami, tęsknotą za prawdziwą miłością i szczęściem, którego Getty nigdy nie zaznali. To prawdziwy pantagruel, który często wywołuje obrzydzenie i chęć skulenia się w kłębek. Mimo to cały czas czuje się niedosyt, zbyt pobieżną relację nie pozwalającą w pełni zanurzyć się w mrocznym świecie ludzi posiadających wszystkie pieniądze świata. Szkoda, bo mimo wszystko liczyłem na jeszcze więcej. To moja jedna z większych literackich kontrowersji tego roku.

Polecam. 
Moja ocena 6/10.

                Wydawanictwo Harper Collins

wtorek, 26 maja 2020

Książki na Dzień Matki 2020

Dzień matki to wyjątkowe święto w którym, to szczególnie można docenić nasze mamy. Na Literackiej Podróży obchodzimy ten dzień po książkowo, bo jakże by inaczej. Dziś opowiem o najpiękniejszych książkach z mami. Oczywiście, najpiękniejsze, bo moje ulubione. 


TOP 10 KSIĄŻEK NA DZIEŃ MATKI



1. PIASKOWA GÓRA, JOANNA BATOR.




Jadzia Chmura to kobieta, podobna do wielu mam spotykanych każdego dnia na ulicy. Narzeka, poucza córkę a kiedy ta wyjeżdża w daleki świat tęskni. Mieszka w śląskim blokowisku i z wypiekami śledzi Isaursę i Dynastię. Dominika jest jej największym skarbem, w obronie swego dziecka może nawet wydrapać oczy. Dosłownie.

2. PRAWIEK I INNE CZASY.  OLGA TOKARCZUK.



Trudno wyobrazić sobie zestawienie bez Olgi Tokarczuk, która od lat jest moją ulubioną polską pisarką. Kobiety Prawieku  są doświadczane przez los, ale pojęcie matczynych skrzydeł jest u nich bardzo mocno rozwinięte. Martwią się i nigdy nie pozwolą na utratę kontaktu z córką. Nawet w umowie przedślubnej gwarantują sobie miesiące, w których ich dziecko będzie mieszkać z nimi. Wzruszają i pokazują, co znaczy macierzyństwo.

3. Genialna przyjaciółka, Ellena Ferrante.



Matka Elleny może nie jest sprawna fizycznie nie jest atrakcyjna ale w pełni oddaje włoskie mamma. Martwi się o córkę i cierpi z powodu jej błędów, oddana i gotowa w każdej chwili przyjechać i pomóc. Kobieta niedoceniana i znająca smak, kiedy dziecko wstydzi się swojej matki. Ta postać zapada w serce i pamięć.

4. POCZĄTKI, CARL FRODE TILLER



Kobieta alkoholiczka, samotna matka porzucona przez męża. W jej relacji z córką i synem pełno jest gniewu i pretensji. Jej rodzina staje się zimna i surowa niczym norweski klimat. Boli.

5. HARDA, ELŻBIETA CHEREZIŃSKA



Świętosława, to królowa Norwegii, Szwecji, Danii i po synu Anglii. Kobieta władcza, doskonale odnajdująca się w świecie męskiej polityki, intryg i gry o tron. Na pewno nie zamierza być w cieniu. Harda pani.

6. TO, STEPHEN KING



Matka Eddy'ego jest nadopiekuńcza, wpędzą syna w hipochondryzm. Ograniczała kontakty z przyjaciółmi i chciałaby wiecznie mieć go przy sobie. To miłość dusząca.

7. STULECIE WINNYCH, AŁBENA GRABOWSKA.




Jakie są matki w rodzinie Winnych. Mądre, opiekuńcze, chroniące swe dzieci i służące dobrymi radami. Są na dobre i na złe. Bronisława, Anna, Maria, Barbara to mamy które są zawsze przy dziecku, pełne ciepła i miłości. Działają niczym balsam.

8. POTĘPIONA, Bartłomiej Fitas.



Siostra Ezechiela to kobieta potwór, demon pod płaszczem miłosierdzia. Zamiast stać się matką dla sierot, staje się ich najgorszym oprawcą i koszmarem. Skrywa wielki grzech.

9. MOTYLEK, KATARZYNA PUZYŃSKA.



O Marii Podgórskiej trudno zapomnieć. Niczym wierny pies waruje przy komisariacie w Lipnicy z domowym sernikiem i chętnie angażuje się w pracę tutejszej policji.

10. DAMA Z WAHADEŁKIEM, PAULINA KUZAWIŃSKA.



Matka opłakująca śmierć syna i nie mogąca pogodzić się że stratą, aby chociaż chwilę porozmawiać z nim, chętnie bierze udział w seansie spirytystycznym. Pani Ackroyd potrafi urzec swym dobrem i gestem, jaki ma dla wybranki syna.

Tak prezentują się moje ulubione książkowe mateczki,a jakie są Wasze? 



poniedziałek, 27 kwietnia 2020

SZCZYPTA MAGII, MICHELLE HARRISON

Trzy siostry i trzy magiczne przedmioty, rodzinna tajemnica i klątwa przechodząca z pokolenia na pokolenie w Szczypcie magii Michelle Harrison.


Betty, Fliss i Charlie to trzy siostry, które niegdyś były nierozłączne, obecnie odkąd Fliss skończyła szesnaście lat, oddaliła się od dwunastoletniej Betty i sześcioletniej Charlie. Stąd młodsze siostry trzymają się razem i wspólnie chcą rozwiązać rodzinną tajemnicę. Kobiety z rodziny Wspacznych nie mogą opuszczać Wronoskału. Jeśli przed zmierzchem nie wrócą na wyspę, umrą. Dziewczynki tęskniące za ojcem przebywającym w więzieniu, podstępem wymykają się opiekuńczej babci i zamierzają za wszelką cenę wydostać rodzica na wolność. Ta jedna decyzja odmieni losy całej rodziny, a siostry Wspaczne znajdą się w nie lada opałach.


Michelle Harrison proponuje dość intrygującą mieszankę baśni z powieścią przygodową. Mamy magiczne lusterko pozwalające obserwować innych, matrioszki czyniące niewidzialnym swego właściciela i sakwojaż dający możliwość swobodnego przemieszczania się w przestrzeni. Tyle tylko, że owa magia staje się pretekstem, tłem do opowiedzenia historii o tęsknocie, trosce o najbliższych, poświęceniu i rodzinnej miłości z jednej strony, ale również o zdradzie i zawiści z drugiej. Stąd też nie do końca można ją zaliczyć w poczet literatury dziecięcej, a bliżej jej do powieści młodzieżowej. Biorąc pod uwagę elementy klątwy, egzekucji wiedźmy, Szczypta magii bardziej skierowana jest do dzieci starszych niż maluchów. Młodszych zaś może pociągać element typowej baśni, w której dobro musi stawić czoła złu.

Michelle Harrison proponuje historię, która może oczarować i wciągnąć na dzień, dwa nie tylko dzieci ale i dorosłych. W niej każdy znajdzie coś dla siebie i każdy odczyta ją podług siebie. Napewno wiek odgrywa wpływ na interpretację powieści. Nie zmienia to postaci rzeczy, że może stać się świetną okazją do miłego spędzenia wspólnie czasu. 

Polecam.
Moja ocena 6/10

                   Wydawanictwo Literackie 

środa, 22 kwietnia 2020

STRUPKI, PAULINA JÓŹWIK

O pamięci, niezagojonych ranach, trudnych relacjach w rodzinie i przemijaniu opowiada Paulina Jóźwik w Strupkach.


Śmierć jest tym, na co nigdy nie jesteśmy gotowi. Wzbudza pierwotny lęk, że wraz z ostatnim oddechem, zakopaniem w ziemi, zniknie wszelki ślad po nas. Jedni odchodzą nagle, niespodziewanie. Ot, tragiczne zarządzenie losu. Inni chorują i choroba ma przygotować samego zainteresowanego, jak i jego bliskich na to, co nieuchronne. Co i tak niebawem, będzie musiało mieć miejsce. Zwłaszcza, jeśli dotyka ostatniej broni, jaką posiada człowiek w walce z nią, pamięci. To pamięć i wspomnienia, wszelkie pamiątki po zmarłym, mogą sprawić, że on będzie żył dalej. Gdy to zniknie, znika już ostatni ślad, ostatni okruch po osobie, która odeszła na zawsze. Tym razem bez odwołania.


Cmetarze są odzwierciedleniem pamięci. Umiera ktoś z rodziny, a grób to gałąź, której możemy się jeszcze chwilę przytrzymać. W pewnym momencie gałąź usycha, bo lata lecą, a następne pokolenia nie pamiętają już tak jak my. Potem gałąź się łamie, bo znika ta ostatnia osoba, która jeszcze pamiętała, że w danym miejscu istniały ślady rodziny. Na to miejsce wprowadza się kolejny nieboszczyk, o którego dbają jego bliscy. Koło toczy się dalej. Może nie jest to sprawiedliwe, ale zgodne z naturą. Inaczej nie poradzilibyśmy sobie z ciężarem pamięci. Nie starczyłoby miejsca na życie.

Apolonia, to młoda dziewczyna, która po bolesnych doświadczeniach z dzieciństwa i okresu pierwszych miłości, ułożyła sobie życie z dala od rodzinnej wsi. Wrosła w klimat wielkiego miasta. Jedynym miłym wspomnieniem domu, który opuściła lata temu, wiążą się z babcią, Hanią. To ona zastępowała jej matkę, ona broniła i wspierała. Przede wszystkim uczyła życia cichego, spokojnego i w zgodzie z samym sobą. Teraz jednak jej dni dobiegły końca, a choroba Alzheimera sprawiła, że tuż przed śmiercią nie przypominała dawnej siebie. Przyjazd na pogrzeb sprawił, że to przed czym uciekała wraca, a dawne rany wcale jeszcze się nie zagoiły. Strupki zerwano i znów boli.

O tej powieści było głośno jeszcze na długo przed premierą, a Joanna Bator wyraziła nie zwykle mocne słowa: Oto narodziła się pisarka. Nic dziwnego. Paulina Jóźwik stworzyła przepiękną opowieść w której wielu zobaczy samych siebie i stawia przy tym trudne pytania dotyczące często nas samych. Zastanawia się na ile powrót do bolesnych wspomnień, mówienie o tym, co trudne i konfrontacja z tym, może okazać się terapeutyczna. Odkrywa rodzinne sekrety, o których w rodzinie Maj nie wspominało się zbyt chętnie. Szczególnie dotyczące czarnych owiec, które im bardziej wchodzi się w ich dzieje, przestają być postaciami pejoratywnymi, a stają się bardziej ludzcy. Każdy z nich pragnął miłości, ciepła, każdy ucierpiał w wyniku rodzicielskich decyzji, ale tylko nieliczni mieli odwagę być wolnymi i samodecydować o sobie. Nawet wbrew powszechnym normom. Oni chcieli po prostu żyć pełnią życia. Za to też musieli zapłacić wysoką cenę.

Strupki są czymś zdecydowanie więcej niż tylko rodzinną sagą, to książka o człowieczeństwie i o tym, co stanowi nas ludźmi. Jednym z czynników tego jest pamięć. Ona z jednej strony staje się przekleństwem, z drugiej błogosławieństwem. Sprawia, że nie umie się zapomnieć o zranieniach, rozwianych nadziejach i zaprzepaszczonych planach, wywołuje wieczne wyrzuty sumienia, ale równocześnie koi, pociesza i pozwala dostrzec, że nie wszystko w życiu jest czarno białe. Są jeszcze inne odcienie. Przede wszystkim daje moc przezwyciężenia strachu przed śmiercią, gdyż w naszych wspomnieniach zmarli są żywi i wciąż przemawiają. Ci, których kochamy są blisko przy nas. Tu nie trudne relacje rodzinne, wzajemne żale - często, te niewypowiedziane ale też te wykrzyczane, są istotne, ważny staje się człowiek z jego złożonością i kruchością. Bohaterowie na wskroś przypominają ludzi z naszego otoczenia. Nie ma złych i dobrych, każdego można wytłumaczyć i zrozumieć, czemu jest taki, a nie inny. Czemu zachowuje się tak, a nie inaczej. Dopiero taka konfrontacja nas z tymi, którzy stanowią nasze otoczenie, może zaleczyć noszone w sercu rany i sprawić, że chętnie wróci się do tych miejsc, które dotąd omijało się szerokim łukiem.

Paulina Jóźwik zachwyca językiem, krótkimi zdaniami będącymi często, niczym cięcie nożem. To one sprawiają, że pełno tu melancholii i smutku za tym co odeszło i tymi co odeszli. Jednocześnie napawa nadzieją, że jeszcze będzie dobrze, jeszcze jest światełko w tunelu. To powieść pełna smutku, tęsknoty ale i małych radości dających siłę iść naprzód, takie przecież jest życie. Prawdziwy majstersztyk.

Polecam.
Moja ocena 8/10.

                       Wydawanictwo Znak 

wtorek, 14 kwietnia 2020

STACJA JEDENAŚCIE, EMILY ST. JOHN MANDEL

O świecie po zagładzie, roli sztuki w życiu człowieka, o tym co sprawia, że jesteśmy ludźmi i możliwości odrodzenia się po największych upadkach, opowiada w niezwykle wzruszający sposób Emily ST. John Mandel w Stacji jedenaście.


Pewnego zimowego wieczoru na deskach teatru ma zostać wystawiony Król Lear,  główna rola powierzona zostaje jednemu z najbardziej popularnych i rozpoznawalnych aktorów, Arthurowi Leanderowi. Jednak zamiast spodziewanego sukcesu, widownia przeżywa szok. W trakcie premiery mężczyzna umiera na zawał serca. W prawdzie były paparazzi, Jeevar Chaudhary próbował nieść pomoc, ale niestety gwiazdora nie udało się uratować. To dopiero początek najgorszego. Tego samego wieczoru po mieście rozprzestrzenia się wirus grypy gruzińskiej, który zdziesiątkuje ludzką populację.


Od tamtej feralnej premiery teatralnej minęło piętnaście lat. Umarło 99,9% ludności, a świat w niczym już nie przypomina tego sprzed pandemii. Zniknęła elektryczność, Internet, większość z tych, co przeżyli mieszka na lotniczym terminalu próbując tam właśnie budować namiastkę dawnej normalności. Inni grupą przemierzają opustoszałe drogi i tam grają dramaty Szekspira oraz dzieła muzyki klasycznej. Pokazując w ten sposób, że nawet w obliczu zagłady nie wystarczy przetrwać. Kiedy dotrą do St. Deborah przy Wodzie, owa garstka ocalałych będzie musiała zmierzyć się z resztą ludzi skupionych wokół fanatycznego proroka. To już nie tylko stanie się walką o przeżycie w Nowym Świecie, ale walką cywilizacyjną. Starciem między fanatyzmen religijnym a Sztuką niosącą nadzieję i pociechę.

Emily St. John Mandel snuje wielowątkową historię, w której przeszłość przeplata się teraźniejszością. To, co łączy bohaterów to bycie w pewnym sensie życiowymi rozbitkami i rozpaczliwe pragnienie miłości. Znany aktor mający sławę, pieniądze i luksus oraz młoda, początkująca rysownik komiksów próbująca leczyć rany po chorym związku. On, tulipan pragnący być wiecznie przedmiotem uwielbienia ze strony kobiet i marzący o szczęśliwym związku. Ona, wrażliwa i dumna zarazem, kobieta niezależna niezgadzająca się na bycie zdradzaną w blasku reflektorów. W galerii postaci przewijających się w powieści nie brakuje paparazzo, który nigdy nie miał nikogo bliskiego poza bratem. Gdy jego zabrakło, w życie fotografa wkradła się pustka i beznadzieja. Wszyscy ci ludzie stanowią krzywe zwierciadło, w którym możemy się przejrzeć. Konfrontują z tym, co dla nas bolesne i przed czym trudno się przyznać, nawet przed samym sobą. Każdy chce opowiedzieć, a może nawet wykrzyczeć własną historię. Dla Artura umierającego na początku powieści, śmierć staje się pretekstem do dokonania trudnej spowiedzi. Z jednej strony uniknął widoku umierania znanej mu rzeczywistości, ale ceną za to jest nie możność uporządkowania życia osobistego. Mimo, że mamy tak bardzo realistycznych bohaterów, to pod żadnym pozorem nie wolno im ufać. Nigdy nie wiadomo, co jest ich wewnętrznym obrazem wyłaniającym się z umarłego świata, a co rzeczywiście się z nimi dzieje.

W Stacji jedenaście nie wystarczy przetrwać, tu nie sama apokalipsa jest najważniejsza ale to, co robi ona z ludźmi. Nawet w obliczu zagłady, człowiek potrzebuje odskoczni od tego, co trudne i obce, co wywołuje bolesne wspomnienia, o których lepiej byłoby zapomnieć. Takie ukojenie daje Sztuka. Dzięki niej dokonuje się odrodzenie człowieka, jego metamorfoza. Ona doprowadza finalnie do rozrachunku życiowego i zrozumienia własnych błędów i tęsknot. Ona wreszcie staje się gwarantem przetrwania cywilizacji i obroną przed zatraceniem człowieczeństwa. Przez nią dochodzi się do wewnętrznej harmonii, bez której życie staje się piekłem.

To powieść pełna melancholii, jedna z najbardziej smutnych historii, z której smutek i łzy wydzierają się nieustannie. Jednak to właśnie w tym smutku, tkwi nadzieja, że przetrwanie to dopiero początek. Emily St. John Mandel bazuje na emocjach czytelnika. Wywołuje tęsknotę za tym, co utracone i czego już nie da się odzyskać. Jedna z tych historii, o których trudno jest zapomnieć. Wielka Literacka Podróż.

Polecam. 
Moja ocena 9/10