poniedziałek, 13 września 2021

PRZEZ, ZOŚKA PAPUŻANKA

Opowieść w formie dziennika. Wypełniona codziennością i wspomnieniami. Taka, że nie wiadomo, gdzie na końcu dotrzemy. Zośka Papużanka w Przez zaprasza do świata obrazów z dnia powszedniego.


Sama fabuła jest bardzo prosta. On rozstaje się z nią po pięciu latach związku. Zamiast iść swoją drogą, wprowadza się do sąsiedniego bloku i podgląda ją, a przy okazji sąsiadów i pana od szlabanu. Opracowuje swoją metodę działania. Po pierwsze nie wychodzić z domu. Po drugie nie odbierać telefonów, domofonu i drzwi, tym którzy zapukają. Po trzecie zrobić zapasy jedzenia w sklepie z dostawą do domu, a śmieci wynosić tylko nocą. I najważniejsze z nikim nie rozmawiać. Wszystko po to, aby Ona nie wiedziała, że jest blisko niej. Pytanie jak długo uda mu się żyć w pełnej konspiracji, podczas gdy życie każdego dnia weryfikuje jego zamiary.


Zośka Papużanka konfrontuje czytelnika ze zwyczajnością, w której obserwujemy niejednokrotnie samych siebie w krzywym zwierciadle. Pełno jest wydarzeń znanych nam z własnego doświadczenia. Zagłośni sąsiedzi, krzyczące za oknem dzieci, prośby o sąsiedzką przysługę czy wścipski stróż, który pyta szanowny pan do kogo? Pierwszy raz widzę. Małżeńskie sprzeczki o nic, fochy i próbowanie udowodnić, kto ma rację. Ktoś dzwoni domofonem, ktoś puka do drzwi i w tym wszystkim człowiek, który za wszelką cenę chce, aby nikt nie wiedział o jego obecności. Piotr Kofta napisał: "Papużanka swobodnie wydobywa z tła detale, których człowiek nieuważny nie dojrzałby pod mikroskopem." Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Obserwujemy ludzi ale też przedmioty otaczające bohaterów. Tu każda rzecz ma znaczenie, jest związana z konkretnym wydarzeniem. Ma się wręcz uczucie, jakbyśmy sami brali udział w akcji powieści, byli obecni w niej. Czytamy i zastanawiamy się o czym tak naprawdę jest ta opowieść. O miłości? O obsesji czy szaleństwie? A może po prostu o życiu zwykłych ludzi? Myślę, że o wszystkich tych rzeczach po trochu. Zastanawiamy się, co doprowadziło do rozstania i kiedy ona zorientuje się o jego obecności, jaki będzie finał. Czeka się na jakiś przełomowe wydarzenie w życiu tej pary, a tu cały czas jesteśmy atakowani codziennością. Kiedy dochodzi się do kluczowego momentu, kompletnie jest on niezrozumiały, ba wręcz paradoksalny.


Papużanka stworzyła ludzi z krwi i kości, takich jak my sami. On owiany jest tajemnicą, czasem śmieszy, a czasem irytuje. Im bardziej poznaje się jego przeszłość, większe zrozumienie i sympatię budzi Ona. Trudno przy tym nie przyznać, że po cichu mu kibicujemy. Poza Nim mamy całą galerię osobliwości. Jest Tomek Polak uprawniający nord walking i chętnie zawiązujący nowe znajomości. Sąsiadka pilnująca "porządku" na klatce w przerwie na drzemkę przed serialem. Studenci urządzający głośne imprezy. Wszyscy oni są przelotem. Pojawiają się znikąd i szybko znikają, ale trudno potem zapomnieć o ich obecności.


Całość oprawiona jest słowem i formą. Papużanka bawi się jednym i drugim. Tworzy liczne neologizmy. To proza minimalistyczna. Dialogi wplecione w narrację, bez żadnego oznaczenia. Przez wymaga od czytelnika skupienia, bawi ale żąda zatrzymania się. Przemieszczamy się w przestrzeni i czasie, przeskoki te są płynne. Obrazy osiedla migają, co chwila się zmieniają, o czym innym jest mowa. Wypełnione są różnymi kontekstami, porównaniami i metaforami.


Przez niby jest o niczym, nic się specjalnie w nim nie dzieje podczas, gdy dzieje się tak dużo. To historia, w której płynie się, chce się w niej zanurzyć i pokazuje, jak zwykły dzień może być fascynujący. Piękna literatura.


Polecam. 

Moja ocena 8/10


    
                 Wydawanictwo Marginesy




piątek, 10 września 2021

MROCZNY PIĄTEK: BEZSENNOŚĆ, STEPHEN KING

Ludzkie życie i śmierć mogą służyć dobremu bądź złemu celowi. Jedni bezinteresownie niosą pomoc, interesują się w pozytywnym sensie losem przyjaciół i sąsiadów - przy czym nie są w stosunku do nich bezkrytyczni. Inni natomiast może nawet przy słusznej sprawie, wybierają źle metody realizacji. Owocem tego jest cierpienie zadawane najbliższym, zniszczenie i samodestrukcja. Temat poruszany w Bezsenności przez Stephena Kinga jest nadal aktualny i wciąż budzi wiele kontrowersji, a ostrzeżenie płynące z powieści wciąż rozbrzmiewa.


Ralph Roberts to siedemdziesięcioletni mężczyzna, który po śmierci żony, Carolyn cierpi na chroniczną bezsenność. Samotnie tuła się po domu, parzy sobie herbatę i siada w fotelu przed oknem wpatrując się opustoszałą ulicę. Kolejne metody na sen proponowane przez znajomych nie przynoszą skutku. Coraz bardziej zmienia się obraz świata i spotykanych przez niego ludzi. Widzi otoczającą ich aurę. Brak snu okazuje się nie jedynym problemem, przypadkowo zostaje wciągnięty w miejską awanturę. Do Derry ma przyjechać i wygłosić mowę Susan Day, czołowa feministka i zwolenniczka aborcji. To zagrzewa obrońców życia do protestu i manifestacji przed kliniką, w której dokonuje się przerywania ciąż. Na czele manifestacji staje Ed Deepneau, dotychczasowy przyjaciel seniora i człowiek obecnie oskarżony o przemoc w rodzinie. Głosi, że w mieście działają tajemnicze siły, matkom zabiera się i morduje dzieci - jak było za czasów Heroda. Dokonują tego "centurioni", których należy powstrzymać za wszelką cenę. Ralph negując hasła i pomagając żonie szaleńca, ściąga uwagę nie tylko ze strony fanatycznych działaczy pro life, ale też jeszcze kogoś innego. Kogoś, kto przeznaczył dla niego misję zachowania równowagi w świecie.


Stephen King po raz kolejny występuje w roli obrońcy kobiet, tak jak miało to miejsce w Dolores Claiborne. Tyle tylko, że oddaje głos zarówno im, jak również mężczyznom. Znikają różnice płci, jeśli chodzi o ochronę przed sadystycznym mężem i ojcem, czy w posiadaniu konserwatywnej i liberalnej wizji rodziny i roli kobiety w niej. W ten sposób bardzo szybko krystalizuje podział na dobrych i złych. Mieszkańcy Derry są podzieleni, atmosfera jest gorąca, co sprzyja działaniom fanatyków. Król Horroru robi przy tej okazji krok do przodu i pokazuje jak dobry i łagodny człowiek może zmienić się w szaleńca. Być kimś innym niż się znało go do tej pory. Jak łatwo manipulować opinią społeczną i wpływać na jej reakcje, czy stworzyć z ludzi z manią spiskowej teorii bezwzględne maszyny do zabijania, głoszące paradoksalnie hasła obrony życia. Granica obrony własnych przekonań, a radykalizmem jest wbrew pozorom bardzo płynna, a po jej przekroczeniu nie ma już odwrotu. King jak zawsze potępia wszelkie formy przemocy i zaprasza do obiektywnej oceny feminizmu. Poza promowaniem aborcji, która zawsze będzie miała zwolenników i przeciwników, robi dla kobiet wiele dobrego. Organizuje domy dla kobiet i dzieci, pomaga maltretowanym żonom stanąć na nogi i uwierzyć we własne możliwości czy wspiera ofiary gwałtów. Do grona tych, co stawiają czoło fantykom stają ludzie starsi przeżywający jesień życia. Do tej pory wiedli normalne życie i niczym specjalnie się nie wyróżniali. To chwila i sytuacja wobec, której zostają postawieni czyni z nich bohaterów. Pokazują na czym polega istota człowieczeństwa. Tylko my jako ludzie możemy czuć empatię, czuć potrzebę bliskości i dotyku drugiej osoby, kochać, potrzebować przyjaciół, tęsknić i nieść pomoc potrzebującym. Jednak też człowiek może zabijać dla idei, stać się bezwolną marionetką siejącą śmierć. Stać się potworem, który przeraża bardziej niż najgorszy upiór z kanałów. 


Mistrz wykorzystując kontrowersyjny temat społeczny, dokonuje refleksji nad życiem i śmiercią. Ta ostatnia niesie z sobą początek zmian. Jedną z nich jest bezsenność. Każdy kto cierpi na nią doskonale rozumie problem. Sen staje się największym pragnieniem, czymś najlepszym, co może spotkać człowieka. To między innymi sny odpowiadają za nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. Jednak i sen służy Celowi. To on decyduje o naszym losie, miejscach w których się znajdujemy w danej chwili i czynach. Przy czym ostateczny wybór zawsze należy do człowieka. Poza Celem na nasze życie może oddziaływać Przypadek. Te same prawidła dotyczą umierania.  Śmierć jest tym, co od zawsze budzi przerażenie, sprzeciw i bunt. Chce się zrobić wszystko co tylko możliwe, by jej przeszkodzić w zbieraniu ofiar. Wyprzedzić ją, aby nie postawiła na swoim. King próbuje ją nieco oswoić, złagodzić jej złowrogą twarz. Czasem niesie ona ulgę w cierpieniu tak fizycznym, jak i emocjonalnym. Ona też daje początek czemuś nowemu, o co wcześniej byśmy siebie nie podejrzewali. 


Bezsenność straszy obłędem i tym, do czego może on popychać. Boimy się nie tego, co nadprzyrodzone i wygląda akurat tym razem wręcz karykaturalnie i groteskowo, ale ludzi obłąkanych. Zdolnych poświęcić wszystkich i wszystko dla światopoglądu. Król otula niepewnością tego, co jeszcze może się wydarzyć. Sprawy od początku wyglądają niebezpiecznie, ale prawdziwe zagrożenie dopiero nadchodzi i czujemy, że nie można od niego uciec. Kto raz opowie się zdecydowanie, po któreś ze stron, ten już nie będzie zdolny zrobić krok do tyłu. Strach ten jest bardzo realny i namacalny, ponieważ wydarzenia z Derry mogą powtórzyć się w każdym miejscu na Ziemi, mało tego obserwujemy je z ekranów telewizyjnych. To zło dzielące ludzi, obce na poglądy innych. Przekonane o swej słuszności i zamknięte na dialog, na racjonalne argumenty, przez co jest tak groźne i nieobliczalne. 


Bezsenność odwołuje się do odwiecznych lęków i walki dobra ze złem. To King bardzo dojrzały, filozoficzny, refleksyjny. Początkowo bardziej obyczajowy, by dopiero powoli nabierać cech horroru. Dużym plusem jest, że nie gromadzi dużej ilości bohaterów, przez których fabuła rozłazi się i nie umie nad nimi zapanować. Tym razem Król wszystko trzyma spójnie, w prawdzie miejscami jest nieco przegadany, ale kontroluje swe zapędy zbaczania na boczne tory. Wszystkie elementy są po coś i stopniowo wskakują na swoje miejsce. Zakończenie natomiast wydaje się naciągane, ale dopiero na końcu rozumie się zamysł Króla. Powieść ta jest idealna na rozpoczęcie przygody z tym autorem, fani zaś zobaczą nieco inne oblicze Mistrza i czasy, w których był w najlepszej formie. 


Polecam. 

Moja ocena 7/10 



                Wydawanictwo Albatros 







środa, 8 września 2021

WICHRY CAMINO, JOHN GRISHAM

W Wichrach Camino John Grisham wraca na malowniczą wyspę, by snuć opowieść o życiu po katastrofie i zbrodni.


Minęły trzy lata od kradzieży rękopisów Fitzgeralda i po powrocie ich do właściciela. Mercer ułożyła sobie życie z nowym partnerem oraz odniosła wydawniczy sukces. Teraz na zaproszenie księgarza Bruce'a Cable wraca na Camino. Radość z ponownego spotkania i promocja nowej powieści zostaje przerwana na skutek huraganu Leo, który pustoszy Amerykę i teraz dociera do nich. Mieszkańcy zostają ewakuowani, kto zdąży próbuje ratować dobytek, a wyspa zostaje kompletnie zniszczona. Jest też jedna ofiara śmiertelna, to Nelson Kerr przyjaciel Bruce'a i pisarz thrillerów, który dotarł do materiałów mogących zaszkodzić wielu wpływowym ludziom i wywołać w kraju potężną aferę. Informacje te zamieścił w powieści mającej niedługo ukazać się na rynku. Obrażenia jakie odniósł sugerują, że zginął nie na skutek nawałnicy ale został zabity tępym narzędziem. Policja bagatelizuje doniesienia i sugestie Bruce'a. Księgarz postanawia zatem samemu znaleźć mordercę. Pomogają mu były więzień i obecnie pisarz Bob, oraz student i fan kryminałów, Nick. Z każdym dniem ich śledztwa cała sprawa przybiera coraz poważniejsze rozmiary.


Grisham poraża i hipnotyzuje czytelnika tajemnicą i niepewnością dokąd dotrzemy, jaką cenę przyjdzie zapłacić za rozwiązanie zagadki. Znika ten lekki klimat z Wyspy Camino, a otrzymujemy mocny thriller. Zamiast wystawnych przyjęć, flirtów żartobliwych rozmów i opowieści o książkach, obserwujemy wyspę po przejściu niszczycielskiej siły i poznajemy kulisy przekrętu na olbrzymią skalę. Pojawia się to, co charakterystyczne dla mistrza thrillera prawniczego, czyli ludzie gotowi posunąć się do wszystkiego, by uciszyć na zawsze niewygodne i wiedzące za dużo osoby oraz bezwzględne firmy mające wiele na sumieniu. Coraz bardziej z rozwojem akcji powiększa się grono podejrzanych i przybywa motywów zbrodni. O ile poprzednio akcja powieści toczyła się leniwie, teraz przybiera tempa. Co jakiś czas pojawiają się nowe tropy, fikcja literacka zaczyna przybierać realne zagrożenie. Docieramy do domów opieki i to, co o nich się dowiadujemy nie spodoba się wcale. 


Ponownie zachwycają bohaterowie, a szczególnie Bruce i Nick. Księgarz i handlarz unikatowych pierwszy wydań nie próbuje kreować się na kogoś kim nie jest. Otwarcie przyznaje się do udziału w sprawie kradzieży rękopisów, opowiada o intrydze wymierzonej przeciw niemu. O ile na początku widzimy go takiego, jakiego poznaliśmy w pierwszej części - hedonista i promotor autorów, których uważa za interesujących, to wizerunek ten szybko się zmienia. Staje się poważny, znika jego uwodzicielski zapęd w stosunku do kobiet i zdeterminowany w odkryciu prawdy o śmierci przyjaciela. W tym celu wykorzystuje swoją przebiegłość, tak często pomagającą w szarej strefie. Przede wszystkim chce działać zgodnie z prawem, nie wyznaje zasady cel uświęca środki i kieruje się moralnymi zasadami, których nie zgadza się na przekroczenie. Pozostając przy tym godnym przeciwnikiem. Nick natomiast wprowadza nieco humoru i rozładowania ciężkiej atmosfery. Młody wiek niczym nie przeszkadza mu dorównać inteligencją i dedukcją swemu pracodawcy, a może nawet go przewyższa. W tle przewija się postać Mercer i szkoda, że tym razem nie odgrywa ona pierwszych skrzypiec. 


Wichry Camino odchodzą od powieści obyczajowej, jaka dominowała w pierwszym tomie, na rzecz kryminału. Zamiast zabawy i wakacyjnej przygody, czuć powagę, żałobę i dążenie do sprawiedliwości. To już nie ta piękna, tętniąca i otwarta na turystów wyspa, lecz ziemia zniszczona, pogrążona w ruinie, nawet żółwie i ryby zniknęły z jej wybrzeży. Jest ona odzwierciedleniem tego, co dzieje się w życiu bohaterów. Oni też się zmieniają, zaczynają czegoś innego pragnąć, są bardziej dojrzalsi. Grisham jednak nie wdaje się w sentymentalizm, lecz cały czas na pierwszym planie jest zagadka kryminalna. Do lektury może niekoniecznie trzeba znać poprzednią część, ale na pewno warto, by lepiej wiedzieć o czym jest mowa, ponieważ Grisham robi wiele nawiązań do wcześniejszej historii, jak również zobaczyć metamorfozę głównego bohatera. Mam nadzieję, że jeszcze będzie dane nam ponownie zagościć na Camino. 


Polecam. 

Moja ocena 7 /10 



                 Wydawanictwo Albatros 











wtorek, 7 września 2021

WYSPA CAMINO, JOHN GRISHAM

Książka o książkach w wykonaniu mistrza thrillera prawniczego, Johna Grishama. W Wyspie Camino zabiera nas do malowniczej wyspy będącej rajem dla paserów, handlarzy białych kruków i pisarzy.


Kradzież rękopisów F. Scotta Fitzgeralda z Biblioteki Firestone'a należącej do Uniwersytetu Princeton staje się początkiem intrygi, do której zostaje wciągnięta pisarka i wykładowczyni, Mercer. W prawdzie FBI szybko złapało dwóch złodziei ale pozostali i ich łup przepadli bez śladu, a ubezpieczyciel będzie musiał wypłacić horendalne odszkodowanie, aby tego uniknąć zwraca się do firmy detektywistycznego. Biuro ma swojego podejrzanego, księgarza Bruce'a Cable'a. Niestety nie ma przeciw niemu żadnych dowodów, stąd prosi Mercer o inwigilację. Miałaby udać się na Camino, gdzie mieszka mężczyzna i wejść do grona najbliższych znajomych, zdobywając jego zaufanie. Dla kobiety to nie tylko okazja do zbicia małej fortuny ale też powrót do domu zmarłej babci, z którą łączy się wiele wspomnień. Kwestia w tym, jak daleko posunie się w zleconym zadaniu, do którego ma wiele wewnątrznych oporów.


John Grisham zmienia akta sądowe i sale rozpraw na książki i dzieła sztuki. Zamiast prawników pojawiają się pisarze i księgarz zbierający pierwsze wydania największych dzieł literatury amerykańskiej. Wyspa Camino wydaje się być istnym rajem na ziemi. Morze, plaża, malownicze krajobrazy, wydmy, domy epoki wiktoriańskiej i wszelkie warunki do tego, by zapomnieć o problemach, tylko oddać się pracy twórczej. Stanowi oazę dla pisarzy, którzy uwielbiają poznawać nowych autorów przybywających na Camino. Tworzą własną enklawę, uwielbiają drobne złośliwości, wystawne kolacje, spotkania autorskie gości przybywających do tutejszej księgarni, ale mają też swoje grzeszki, których specjalnie nie ukrywają. Grisham nie ogranicza się tylko do tego grona, ale snuje opowieść o życiu i romansach "wielkich" autorów, jak Fitzgerald, Hemingway czy Virginia Woolf. Coraz bardziej wnikamy nie tylko do świata literackiego, odkrywając przy tym jego tajemnice i prawa, ale też poznajemy tajniki i metody działania handlarzy białych kruków, złodziei dzieł sztuki i paserów. Ci ostatni doskonale zdają sobie sprawę, że właściciel będzie wolał odzyskać skradzione oryginały niż dostać odszkodowanie i tym właśnie kierują się w działaniu. Na to liczą i chcą wykorzystać w stawianiu warunków. 


Jednocześnie przyglądając się mieszkańcom w tym głównie Bruce'owi i przybyłej na wyspę Mercer, cały czas budzą się liczne wątpliwości do winy mężczyzny. Od początku zdobywa sympatię czytelnika swoją przedsiębiorczością i manierami. Tak jak jego goście wyznaje hedonizm, ale nie plecie trzy po trzy, ma szeroką wiedzę, jest wpływowy, krytyczny do gości i owiany pewną nutką tajemnicy, co jakiś czas sprytnie przez Grishama podsycaną. Mercer zaś to kobieta borykająca się z problemami, po wspaniałym debiucie przeżywa kryzys twórczy, ma swoje zasady i skrupuły, z którymi musi walczyć chcąc wykonać zadanie. Im bardziej zbliża się do księgarza, tym bardziej rośnie ciekawość jak potoczy się ta "znajomość" i jaki będzie miała finał. 


Wyspa Camino świetnie łączy z sobą powieść szpiegowską z powieścią obyczajówą. Dużo w niej uszczypliwości kierowanej w stronę popowych powieści i gorzkiej refleksji nad sposobem działania rynku wydawniczego. Odsłania obraz dnia codziennego pisarza i punktuje błędy popełniane przez autorów. Grisham snuje powolną opowieść, w której czas upływa leniwie ale sprawia, że chce się z nią przebywać jak najdłużej. Doskonała pozycja dla osób szukających lekkiej opowieści. 

Polecam. 

Moja ocena 8/10 



                  Wydawanictwo Albatros 








sobota, 4 września 2021

POWOLNE SPALANIE, PAULA HAWKINS

Długo było trzeba czekać na ukazanie się nowej powieści Pauli Hawkins, autorki Dziewczyny z pociągu i Zapisane w wodzie. Powolne spalanie stawia pytanie o formę literacką pisarki.


Zabójstwo na barce dwudziestotrzyletniego, Daniela Sutherlanda stawia pytanie o rolę trzech kobiet. Laury zbuntowanej, pełnej gniewu dziewczyny, która wychodziła z jego łódzi i była ostatnią osobą, która widziała go żywym. Carli, ciotki mężczyzny opłakującą inną śmierć i od dawna pogrążonej w żałobie. Miriam sąsiadki, która znalazła zwłoki mężczyzny i zawiadomiła policję. Wszystkie one praktycznie się nie znają ale miały większy bądź mniejszy związek z ofiarą. Świadomie bądź nie domagają się zadośćuczynienia za zło, jakie je spotkało. Sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, gdy policja trafia na ciało zmarłej matki chłopaka. Prawdopodobnie umarła w tym samym czasie co syn i obie śmierci mogą mieć ze sobą związek. Stają się one katalizatorem pod wpływem, którego budzą się uśpione demony pałające złością i chęcią zemsty.


Paula Hawkins na początku wyjaśnia sam tytuł. Powolne spalanie to proces w którym stopniowo pod wpływem ognia dochodzi do rozkładu papieru. Tak samo wewnętrzny ogień pcha bohaterów do destrukcji. Po takim wstępie zaostrza się apetyt czytelnika, który szybko zostaje zgaszony. Przyglądając się Laurze, która wzbudza największe zainteresowanie, ma się wrażenie, że dostajemy kalkę Dziewczyny z pociągu. Zagubiona, nie radząca sobie z życiem i emocjami zostaje wplątana w morderstwo, będąc przy tym główną podejrzaną. Podobieństwo to przekłada się także na sposób poprowadzenia tej postaci i emocji, jakie wzbudza. Raz ma się jej dojść, raz chciałoby się potrząsnąć, a innym razem współczujemy. Na tym skojarzenia z debiutancką powieścią autorki się kończą. Wchodzimy w świat pięciu kobiet, których dzieli pozycja społeczna ale łączy samotność, strata jaką poniosły w życiu, wyobcowanie i cierpienie jakie noszą w sercu. Problem jest w tym, że mimo bardzo dobrego pomysłu na nie, tylko dwie panie przez większą część historii wzbudzają prawdziwe emocje. Poza wspomnianą Laurą, jest to Irene. Starsza kobieta mieszkająca samotnie po śmierci męża, może nieco wścibska ale pełna chęci pomocy niesionej życiowym rozbitkom i mądrości.


Powolne spalanie w poruszanej treści, nijak się ma do formy. Dotyka trudnych tematów żałoby, gniewu, nieustannego myślenia nad doznanym złem nie pozwalającym iść na przód i zbudować wszystko od nowa. Obserwujemy ludzi mieszkających w Londynie, gdzie wydawałoby się łatwo zachować anonimowość, ale bardzo ograniczona przestrzeń, w której przebywają sprawia, że praktycznie każdy przynajmniej z widzenia się zna. Każda z opowieści jest bolesna, traumatyczna i zachęcająca do wzięcia odwetu. To rzeczywistość bogatych i wpływowych osób, którym z pozoru więcej wolno, mających poczucie wyższości oraz czujących się bezkarnych, zetknięta z tymi, co są wyklęci przez społeczność, nie mogą się skutecznie bronić i zdanych na samych siebie. Jedyne co im zostaje to trzymać się razem i wziąć sprawy w swoje ręce. Dla jednych z nich ucieczkę stanowi alkohol, narkotyki i przypadkowy seks, dotykają ostatecznie samego dna i nie wszystkim udaje się od niego odbić. Inni kryją się pod maską sukcesu i popularności, nie pokazując prawdziwej twarzy. Problem w tym, że tak genialny zamysł Pauli Hawkins słabo wypada w realizacji. Opowiadane przez nią historię, zaczynają w pewnym momencie być kompletnie niewiarygodne. Samo zaś zakończenie jest zaskakujące, ale mocno naciągane.


Powolne spalanie budzi wątpliwość co do formy Pauli Hawkins i tego, czy jest w stanie wymyśleć coś, czym znów zaskoczy. Co nie będzie powielaniem tego, co u niej było i do tego wykonane na znacznie lepszym poziomie. Nie zrażam się jednak i mimo rozczarowania, czekam na kolejną powieść.


Polecam. 

Moja ocena 6/10



            Wydawanictwo Świat Książki 






piątek, 3 września 2021

MROCZNY PIĄTEK: ZIELONA MILA, STEPHEN KING

Zanim przeczytałem powieść, Zieloną milę znałem ją tylko z ekranizacji, którą obejrzałem dwukrotnie. Za każdym razem byłem wstrząśnięty i emocjonalnie rozbity, stąd przez lata bałem się zabrać za książkę. W końcu się udało i John Coffey powraca w literackim pierwowzorze.


Paul Edgocombe jest starszym człowiekiem, którego dni powoli zbliżają się ku końcowi. Przed śmiercią chce spisać historię wielkiego Murzyna, Johna Cofffeya. Przybył on do więzienia w Cold Mountain w 1932 r. kiedy Paul pełnił tam rolę strażnika w pawilonie przeznaczonym dla więźniów skazanych na śmierć na krześle elektrycznym. Byli tam gwałciciele i mordercy. Ci co popełnili najbardziej brutalne zbrodnie. Wśród nich Coffey, skazany za zabicie i zgwałcenie dwóch małych dziewczynek. Od początku wyróżnia się nie tylko wzrostem, ale przede wszystkim grzecznością, spokojem, ciągle ma załzawione oczy i boi się ciemności, dlatego chce by w nocy paliło się światło. Od początku wzbudza niezrozumiałą sympatię. Im bliżej Edgocombe go poznaje, tym coraz bardziej wątpi w jego winę. Dzień egzekucji zbliża się nieuchronnie.


King od początku zasiewa ziarno niepewności. Już po przekroczeniu Cold Mountain i znalezieniu się na Zielonej Mili - korytarzu jaki prowadził skazańców na krzesło elektryczne, zaczyna się czuć niepewnie. Nie wiemy czego można się spodziewać. Z jednej strony czuć atmosferę Skazanych na Shawshank i czeka się na sadystycznego strażnika, którego też nie brakuje oraz poznajemy regulamin, z drugiej zastanawiamy się, co takiego wydarzyło się w tym więzieniu, że człowiek u schyłku życia tak dobrze zapamiętał te zdarzenia i do nich wraca pamięcią. Kompletnie nie wiadomo, co myśleć, kiedy pojawia się John Coffey. Umięśniony olbrzym mający budzić strach, to on w momencie aresztowania trzymał w rękach zakrwawione zwłoki dziewczynek, ale od początku budzi sympatię nie tylko u Edgocomba ale również w czytelniku. Czyn za który został skazany, z jego zachowaniem, wyglądem i wypowiadanymi słowami zaczyna budzić wiele wątpliwości. Zwłaszcza, gdy zostaje przywieziony William "Bill Kid" Wharton. Jest on nieobliczalny, niebezpieczny, budzący strach od chwili zjawienia. Wydaje się wcieleniem samego diabła. Co jeszcze bardziej stoi w sprzeczności z Coffeyem. Kiedy Duży - jak nazywa Johna Paul, zaczyna pomagać innym, wątpliwości potęgują się. Jak w jednym człowieku może być tyle zła i dobra jednocześnie? Potem kiedy poznajemy dowody na podstawie, których został skazany i obserwujemy zachowanie ludzi biorących udział w procesie, rodzinę dzieci, zaczynamy jeszcze bardziej niepokoić się, czy przypadkiem nie zostanie zabity niewinny człowiek. Historia zabójstwa dziewczynek staje się dla Kinga okazją do rozprawy z rasizmem i Ameryką czarnych i białych. 


Król Horroru straszy złem znajdującym się w człowieku. To on często jest największym potworem i tak jest też tym razem. Na przeciwko siebie stają dobrzy i źli, przy czym dobro nie zawsze może ochronić przed złem. Raz bywa już za późno by pomóc, innym razem jest po prostu bierne. Jedni pragną ulżyć więźniom, nie zapominając o przyczynie znalezienia się ich w tym miejscu, mimo to dostrzegają w nich ludzi i nie widzą sensu w perspektywie losu, jaki czeka osadzonych jeszcze bardziej ich dręczyć. Drudzy zaś czerpią dziką satysfakcję z wykorzystania zajmowanej pozycji, którą wykorzystują do maltretowania psychicznego i fizycznego. Zło w Zielonej mili jest przy tym tchórzliwe, boi się gorszych od siebie, boi się przyłapania na łamaniu zasad, czy po prostu ustępuje przed tym, kto zajmuje wyższą pozycję. Występuje ono w każdym czasie i miejscu, zarówno w więzieniu jak i domu opieki. Jest jeszcze drugi rodzaj zła, które swe źródło ma w uprzedzeniach rasowych i nienawiści. Ślepe i głupie, z zawziętością broni posiadanej opinii. To ono panowało w Stanach Zjednoczonych doby Wielkiego Kryzysu, w których czarnoskóra ludność zawsze była winna zarzucanych czynów i sądy nie widziały potrzeby zastanawiania się nad tym, czy weryfikowania werdyktu. 

Dobro zaś jest posłańcem niebios. Tak jak zło przemierza ziemię siejąc śmierć i cierpienie, tak i dobro wędruje samotnie i zamiast zadawać ból, leczy. Nigdzie nie może się zatrzymać, jest świadkiem katastrof i ludzkiej nędzy. Cierpi czując nienawiść, jaką inni odczuwają do niego, ludzką złość i okrucieństwo. Słyszy głosy wyjących z bólu. Ostatecznie zadaje zasłużoną karę. Jest odważne i bierze na siebie cierpienia innych. 


Zielona mila odwołuje się do czasów "starego" Stephena Kinga, za którym jego fani tak bardzo tęsknią i wyczekują. Nie jest to typowy horror, chociaż straszy złem namacalnym na codzień. Bardziej jest to powieść obyczajowa, która porusza problem kary śmierci i obiektywizmu sądów. Król pokazuje niezwykle plastycznie, jakie potworne cierpienie i wygląd przybierali skazańcy w chwili śmierci. King wzrusza, nieustannie gra na emocjach czytelnika, wywołując skrajne uczucia. Na koniec zostawia poranionego, skulonego z bólu czytelnika ze załamanym sercem. 


Polecam. 

Moja ocena 10/10 



                Wydawanictwo Albatros 







wtorek, 31 sierpnia 2021

LATO, GDY MAMA MIAŁA ZIELONE OCZY, TATIANA TIBULEAC

W ostatni dzień wakacji opowieść o lecie, które dla bohaterów powieści miało być ostatnim, jakie wspólnie spędzą, za nim nadejdzie to co nieuchronne. Lato, gdy mama miała zielone oczy Tatiany Tibuleac to przejmująca historia o relacji matki z synem i o przemijaniu.


Aleksy obecnie dorosły mężczyzna, za radą terapeuty wraca wspomnieniami do czasów, kiedy był zbuntowanym nastolatkiem. Snuje monolog o swojej chorobie psychicznej i wizytach u psychiatry, o przyjaciółach, pierwszej miłości i przede wszystkim o stosunku do matki, którą długi czas pogardzał. W tej relacji pojawiają się również pozostali jego bliscy: babcia, ojciec alkoholik porzucający ich dla innej kobiety oraz tragedia, która doprowadziła do rozbicia rodziny.


Bohater dokonuje niezwykle szczerej i bolesnej spowiedzi. Nie próbuje nikogo usprawiedliwiać, nawet samego siebie. Jest to na pozór sucha relacja, która wręcz kipi jednak od emocji. Pełno w niej gniewu, cierpienia, niezaspokojonej potrzeby miłości. Z początku odrzuca czytelnika, poraża ogromem buntu i nienawiści, jaką czuje nastoletni chłopak do rodziców, a zwłaszcza do tytułowej mamy. Ma się wrażenie, że robi on wszystko, aby zniszczyć samego siebie. Agresja jaką kieruje do innych ludzi, tak naprawdę uderza głównie w niego. Dopiero im głębiej wchodzi się w jego przeszłość, tym bardziej zaczyna mu się współczuć. Pod maską buntu, pogardy i cynizmu kryje się człowiek, który aż krzyczy, żeby go zauważyć i pokochać. Nawet nienawiść do matki, jest tylko pozorna. We wspomnieniu jej oczu kryje się pełno czułości i melancholii za tą, której już nie ma. Matka i Aleks to dwie przepełnione bólem wyspy, które pragną zbliżenia się do siebie, wzajemnego uleczenia ran. Zdają sobie sprawę, że mają tylko siebie nawzajem ale mimo wszystko nie potrafią się do siebie zbliżyć. Potrzeba kolejnego dramatu, aby mama i syn odbudowali zerwaną więź. 


Tatiana Tibuleac dotyka trudnego tematu patologicznych rodzin. Robi to przy tym z olbrzymim szacunkiem i delikatnością. Nikogo nie ocenia. Sucho i beznamiętnie ukazana zostaje postać ojca. Alkoholik, człowiek nie potrafiący poradzić sobie rodzinną tragedią, nie tylko porzuca dom ale wręcz pełno w nim nienawiści do żony i syna. Nic nie obchodzi go ich los. Nie ukrywa, że wolałby aby chłopak umarł. Ma się wrażenie, że obecny jego związek też będzie chwilowy i służy mu jako ucieczka od tego, z czym nie umie sobie poradzić. Jest osobą, która myśli o sobie samym. Zupełnym jego przeciwieństwem jest mama. Kobieta długi czas cierpiała na depresję, popełniła poważny błąd, z którego zdaje sobie sprawę i próbuje go naprawić. Murem stoi za synem, pragnie i robi wszystko, by się do niego zbliżyć. Temu też ma służyć wspólne spędzenie lata we Francji. Alkohol ma pomóc jej zagłuszyć ból. Wśród nich Aleks wchodzący w próg dorastania. Nie tylko  cieleśnie, ale także wkrótce będzie musiał porzucić dotychczasowy ból i dorosnąć emocjonalnie. Odkrywa, że poza marzeniami o seksie, alkoholu i narkotykach, jest coś o wiele cenniejszego, co za chwilę nieuchronnie utraci. 


Lato, gdy mama miała zielone oczy to melancholijna opowieść o śmierci, potrzebie przebaczenia, konieczności budowania rodzinnych więzów i skutkach, gdy się tego nie robi. O docenieniu małych iskierek szczęścia i radości z małych rzeczy, na przykład z polnych kwiatów. To powieść trudna, która boli i poraża ogromem cierpienia, mimo tego trudno oderwać się od niej. Daje nadzieję, że zawsze można zbudować wszystko od nowa, chociaż kosztuje to wiele wysiłku. Lato wkrótce minie, ale zostaje wspomnienie zielonych oczu będących symbolem nowego życia. 


Polecam. 

Moja ocena 10/10 



        Wydawanictwo Książkowe Klimaty