środa, 22 czerwca 2022

PRZEŁĘCZ, KRZYSZTOF DOMARADZKI

Od zawsze niczym mantrę powtarzam, że boję się zimy i gór, a razem wywołują u mnie panikę. Takie historie, jak choćby śmierć na Przełęczy Diatłowa dziewięciorga studentów w lodowatą noc z 1 na 2 lutego 1959 r. działają na moją wyobraźnię i potrafią wywołać dreszcze. Hipotez rozwiązania jednej z największych zagadek XX wieku było wiele, swoje wyobrażenie tego, co mogło się wówczas wydarzyć przedstawia również Krzysztof Domaradzki w Przełęczy.


Zima 1959 roku. Wiktor Gonczarow organizuje wyprawę w Ural. Razem z nim ma ruszyć jeszcze ośmioro studentów. Od początku mężczyzna jest pewny siebie, zarozumiały, metodyczny i widzi w sobie urodzonego przywódcę. Tyle, że między uczestnikami wyczuwa się silne napięcie i animozje. Pewnej nocy ślad po nich ginie. Ponad sześćdziesiąt lat później ekspolicjant i obecnie prywatny detektyw, Żenia Kowalczuk otrzymuje zlecenie od zastępcy Prokuratora Generalnego Federacji Rosyjskiej, by razem z przydzieloną mu do pomocy Anną "Uzi" Gamową rozwiązać zagadkę tego, co stało się z turystami z  1959 roku.


Głośne, niewyjaśnione tajemnice historii wywołują moc domysłów i spekulacji, wyobraźnia podsuwa najbardziej mroczne, niesamowite i sensacyjne odpowiedzi. Pokusie tej doskonale oparł się Krzysztof Domaradzki, który zamiast tego snuje z początku powolną opowieść, która jednak systematycznie przyspiesza. Pośród typowej sensacji obecnej w thrillerach, znalazł sposób na roztoczenie przed czytelnikiem szerokiego tła obyczajowo - politycznego Rosji za czasów Chruszczowa. Obserwujemy zarówno partyjnych oligarchów rosnących w siłę i zacierający niewygodne dla siebie sprawy, by nigdy nie ujrzały światła dziennego - a metody te stosowne są również współcześnie, jak również zapoznajemy się z drugiej strony z tajemniczym plemieniem Wortów. Z ich szamanami, zabobonnością obecną w życiu wielu Rosjan, a przede wszystkim z historią prawdziwych ludzi. Bohaterowie z przeszłości mają swoje tajemnice, wady, daleko im od wzoru wszelakich cnót, nienawidzą, rywalizują i patrzą na siebie zawistnym okiem. Są typowymi młodymi ludźmi, którzy przeżywają pierwsze porywy serca, a jednocześnie wyrywają się spod pruderyjnej obyczajowości. Sami natomiast śledczy również nie stanowią sztandarowej pary dochodzeniowców. Są wobec siebie nieufni i niechętnie odkrywają swoje karty, równocześnie towarzyszy im świadomość, że w tej sprawie są skazani na siebie. 


Przełęcz łączy w sobie elementy thrillera politycznego, sensacji i powieści szpiegowskiej. Łączy w sobie faktyczną tragedię zagadkowej śmierci grupy studentów z beletrystycznym opisem tamtych wydarzeń. Sam autor podkreśla, że nie próbuje on szukać rzeczywistego opisu, a bardziej puścił wodze wyobraźni. Mimo tego bez problemu odnajduje się realne echa zarówno Rosji Sowieckiej, jak i tej współczesnej. Dotykamy rosyjskiego ducha i rosyjskiej rzeczywistości. Pewne zasady zaś pozostały stałe tak wówczas, jak i obecnie. Wszystko razem zmieszane daje satysfakcję zarówno wielbicielom literatury górskiej, jak miłośnikom historycznych zagadek. 


Polecam. 

Moja ocena 7/10 



                Wydawanictwo Literackie 


poniedziałek, 13 czerwca 2022

ŻYCIE VIOLETTE, VALERIE PERIN

Nazywam się Violette Tousaint. Byłam drozniczką, a teraz jestem dozorczynią na cmentarzu. Delektuję się życiem, piję je małymi łyczkami niczym herbatę jaśminową z miodem.


Tak zaczyna się historia kobiety, dla której tam, gdzie dla wielu jest koniec, dla niej nastąpił początek. Poznajcie Życie Violette Valerie Perin.


Violette zaczęła swoje życie od śmierci, a potem towarzyszyła jej ona co pewien okres życia. Stała się jej towarzyszką, która wcale nie chce jej opuścić. Teraz jako dozorczyni cmentarza w towarzystwie grabarzy uczy się cieszyć drobnymi rzeczami. Pielęgnuje przy domowe kwiaty, konwersuje z miejscowym księdzem i grabarzami. To tu odzyskuje utracony spokój i zaczęła wszystko od nowa. Zna dokładnie spoczywających na jej nekropolii zmarłych. Wnika w historię ich życia, wyciągając z niej jakąś cząstkę dla siebie. Historia zaś pary kochanków skłoni ją do podróży w głąb własnej przeszłości. 


Powieść Valerie Perin to zlepek obrazów i wspomnień z przeszłości i teraźniejszości tytułowej bohaterki oraz duchów krążących po cmentarzu i relacji żałobników, całość uzupełnia dziennik kobiety spoczywającej w tutejszej ziemi. To opowieść wielowątkowa, rozbrzmiewa w niej wiele głosów, a wszystkie wątki przeplatają się ze sobą. Całość stanowi wielką pieśń życia i jego pochwałę, mimo znajdujących się w nim cierni. Równocześnie wraz z dozorczynią cmentarza oswajamy się ze śmiercią. Traci ona swój wrogi wygląd. Przestajemy przed nią uciekać i ukrywać się, ale wraz z nią przemierzamy bolesną drogę, która ostatecznie prowadzi do uzdrowienia i znieczulenie na kostuchę. Każda z poznawanych w powieści historii jest inna, tak jak różni są ludzie przewijający się wokół Violette Tousaint. Perin wydobywa wszelkie możliwe lęki ludzkie i zmusza do konfrontacji. U niej nie ma odkładania na później, ale zmierzenie się z nimi tu i teraz, w tym konkretnym czasie. Chociaż z potyczki tej wychodzi się poobijanym, to jest się zwycięzcą i dokłada się to na kolejny bagaż doświadczeń. Autorka chwyta czytelnika za rękę i prowadzi tam, gdzie sam nie miałby odwagi udać się.


Wydawałoby się, że melancholia i smutek będą dominować w powieści francuskiej pisarki, tymczasem tchnie radością życia, optymizmem i nadzieją. Valerie Perin z niezwykłą czułością snuje opowieść o bólu, miłości i sile życia. Pokazuje, że dzięki temu, że składa się ono ze złych nieraz wyborów, nie robienia tego, co należałoby uczynić, to staje się przez to radośniejsze. Jednocześnie znajdujemy tu zlepek powieści obyczajowej, romansu i wątek kryminalny. Podczas lektury delektujemy się słowem, każde niemal zdanie warte byłoby zapisania i zapamiętania. Czytamy niespiesznie, bo i nie ma się do czego spieszyć. Wręcz chcemy by opowieść ta trwała jak najdłużej, a tytułowa bohaterka z rozdziału na rozdział staje się coraz bliższa. Chce się krzyknąć chwilo trwaj.


Polecam.

Moja ocena 9/10



                    Wydawanictwo Albatros 

poniedziałek, 6 czerwca 2022

JEDNO ŻYCZENIE, NICHOLAS SPARKS

Nicholas Sparks powraca z najnowszą opowieścią o miłości, dojrzewaniu i sztuce wyborów. Poznajcie jego Jedno życzenie.


Maggie Dawes to czterdziestoletnia kobieta, która odniosła zawodowy sukces. Stała się właścicielką galerii sztuki, cenioną fotografką i kiedy wszystko mogłoby być pięknie, spada na nią wiadomość, że jest poważnie chora i nie zostało jej zbyt wiele czasu. Nie poddaje się jednak, tylko zakłada cieszącego się popularnością vloga. Zatrudnia też dwudziestotrzyletniego, Marka. Wrażliwość i sposób bycia chłopaka oczarowuje ją i pod ich wpływem opowiada mu o wydarzeniach roku 1996 z pierwszymi bolesnymi dla niej rozstaniami.


Nicholas Sparks doskonale wie, jak doprowadzić czytelnika do łez. Już od początku serwuje potężny cios i daje do zrozumienia, że to ostatnie święta Bożego Narodzenia dla Maggie Dawes. Im bardziej zżywamy się z bohaterką, im bardziej staje się bliska, tym mocniej przypomina, że nie ma co oczekiwać na happy end. Bardziej dokonuje się na oczach Marka i naszych rozrachunek z przeszłością. Z nastoletnią miłością, popełnianymi życiowymi błędami i marzeniami pozwalającymi iść na przód. Dwójka młodych ludzi nie tylko połączyła wspólna pasja, młodzieńcze uczucie ale przede wszystkim podobne doświadczenia. Ona żyjąca w cieniu siostry, on młodszych braci. Musiał przedwcześnie dorosnąć i teraz nastolatka również przechodzi kurs przyspieszonego dojrzewania. Miejsce, które miało być dla niej rodzajem kary i okazją do ukrycia wstydu, stało się prawdziwym pełnym miłości i zrozumienia domem. To w nim odnalazła samą siebie. Jednocześnie bohaterom i czytelnikom towarzyszy świadomość, że jest to stan przejściowy, ma określony czas i na koniec zostanie trudne dla wszystkich pożegnanie. I to chyba jest najtrudniejsze w Jednym życzeniu, my zaś cały czas mamy nadzieję zmiany przeznaczenia, może uda się z nim wygrać i to najgorsze jednak nie nastąpi. Sparks co pewien czas podsysa tę nadzieję, aby ostatecznie zostawić ze załamanym sercem.


Autor umiejętnie cały czas rozładowuje napięcie związane z chorobą, która wydawałoby się wysunie się na plan pierwszy, aby bardziej wzruszać historią pierwszej, młodzieńczej miłości. Przychodzi powoli, zaczyna się niewinnie, jednak staje się nad wiek dojrzała, zdolną do poświęceń i rzucanie wszystkiego na szale. To nią czaruje i tworzy niepowtarzalny nastrój.


Nicholas Sparks słusznie nazywany jest mistrzem romantycznych historii. Są one niebanalne, dotykają trudnych życiowych problemów i takie właśnie jest również Jedno życzenie i chociaż koniec jest łatwy do przewidzenia to i tak gdzieś rozczarowuje. Płaczemy jak bóbr. Pisarz umie podkręcać emocje czytelnika i nimi manipulować. Rzuca nasze serca o ziemię i zostawia poobijane.


Polecam. 

Moja ocena 8/10



                  Wydawanictwo Albatros 

wtorek, 31 maja 2022

ŻYWE MORZE SNÓW NA JAWIE, RICHARD FLANAGAN

Richard Flanagan powraca z długo oczekiwaną powieścią. Żywe morze snów na jawie to opowieść o przemijaniu, rodzinie i człowieczeństwie.


Osiemdziesięciosześcioletnia France zapada na poważną chorobę, a jej dni są policzone. Trójka jej dzieci Anna, Terzo i Tommy muszą podjąć najtrudniejszą decyzję w życiu, czy podtrzymywać matkę przy życiu, a może lepiej oszczędzić jej bólu i pozwolić odejść. W tym samym czasie córce seniorki w niewyjaśnionych okolicznościach znika palec u ręki. Każde z trojga rodzeństwa próbuje znaleźć własne rozwiązanie, a obecna sytuacja ujawni niezagojone w rodzinie rany.


Richard Flanagan z niezwykłą czułością snuje wciągającą opowieść o rodzinie. Z bliska obserwujemy dzieci France, oraz jej wnuka, Gusa. Jednak saga stanowi jedynie pretekst do poruszenia tematu nie tyle eutanazji, co śmierci i przemijania. Wraz ze starszą panią ginie tasmańska przyroda. Lasy płoną, a żyjące w nich zwierzęta giną. Jednocześnie staje się ona wielką opowieścią o samotności. Niby jest rodzina, ale każde z jej członków dryfuje po własnych morzach. Każde z nich jest inne. Tommy to wrażliwy niespełniony artysta, który w dzieciństwie zaczął się jąkać i tak mu już zostało. To on wydaje się najszlachetniejszą cząstką klanu. Anna boryka się z wyrzutami sumienia w stosunku do matki i zastanawia się nad najlepszym rozwiązaniem, do tego dochodzą problemy z dorosłym synem i tajemniczą przypadłością. Terzo to zimny, pozbawiony skrupułów biznesmen. Był jesze Rommy, ale ten odszedł jeszcze w dzieciństwie i była to jedna z pierwszych strat, po nim umarł ich ojciec i każde z nich żyło do tej pory własnym życiem, nie interesując się rodzicielką. Za pomocą realizmu magicznego odmalowany zostaje rozpad rodziny i idący za nim rozpad człowieka. Każdego dnia coraz bliżej kresu jest chora kobieta, a jej choroba stała się swoistym katalizatorem do ujawnienia wzajemnych napięć i rozpaczliwego krzyku każdego z członków rodziny o miłość. To element, który zawsze był u nich w deficycie, i owa nieumiejętność kochania przekazywana była z pokolenia na pokolenie.

W tym wszystkim jednak na plan pierwszy wysuwa się wątek umierania, który jawi się jako temat przewodni powieści i wieloaspektowy. Ginie człowiek i przyroda, ginie wola życia, ginie znany dotychczas świat i bezpieczne dotąd twierdze. Cały czas rozbrzmiewa pytanie, czy człowiek ma prawo decydować o życiu i śmierci innych. Czy kontekst wieku, braku perspektyw wyleczenia albo woli życia mogą być wystarczające do tego, by kogoś skazywać na życie w bólu albo pozwolić mu odejść. Na ile sam zainteresowany ma prawo wyrazić własną wolę. W tym wszystkim przewija się demoniczna pycha i wewnętrzne rozdarcie, ból istnienia i nadzieję na szczęśliwy mimo wszystko finał. Wreszcie śmierć i zatracenie człowieka niosą media społecznościowe. Im bardziej stajemy się ich niewolnikiem, tym bardziej zaczynamy zatracać samych siebie.


W krótkiej objętościowo powieści i za pomocą wielu metafor Richard Flanagan dokonuje bolesnej analizy rozpadu świata, człowieka, wspólnot i społeczeństw. Z właściwą sobie umiejętnością wplata wątek historyczny, a mianowicie próby zbudowania w Tasmanii państwa żydowskiego, tak zwanej Jerozolimy Południa. To proza na najwyższym poziomie, która niepokoi, wyrywa z dobrego samopoczucia i zadaje kilka istotnych pytań. 


Polecam. 

Moja ocena 9/10



                Wydawanictwo Literackie 

piątek, 27 maja 2022

MROCZNY PIĄTEK: DOM KOŚCI, GRAHAM MASTERTON

W Mroczny Piątek kontynuujemy przygodę z Grahamem Mastertonem. Na tle tajemniczych budynków, znaleziska ludzkich szczątków próbujemy rozwiązać zagadkę w Domu kości.


John, młody muzyk rozpoczyna pracę w pewnej agencji nieruchomości. Już pierwszego dnia popełnia poważny błąd, gdy zainteresowanemu zakupem starej edwardiańskiej posiadłości klientowi daje klucze do niej. Znajduje się ona na specjalnej liście właściciela biura, niejakiego pana Vane'a. Tylko on ma prawo sprzedawać domy z tego spisu. Sprawa staje się jeszcze bardziej zagadkowa, gdy w jednym z budynków robotnicy znajdują ludzkie kości. Chłopak wraz z przyjaciółmi z pracy będzie próbował rozwiązać zagadkę tego, co kryje się w ścianach wyłączonych z ogólnej obsługi domów.


Graham Masterton od początku okrywa czytelnika aurą tajemniczości i umiejętnie stopniuje grozę. Już sam początek intryguje, a potem uczucie to wzrasta z każdą stroną. Czujemy się coraz mniej pewnie, rośnie lęk przed tym, co niewytłumaczalne i nie wiadomo, komu można ufać, a komu nie. Kto zna sekret specjalnej listy. Wreszcie Vane, człowiek okryty nimbem tajemnicy i sprawia, że w jego otoczeniu znika pewność siebie. Otacza go mrok i wyczuwa się niebezpieczeństwo płynące z jego strony. Z agencji nieruchomości przenosimy się do starych domów, które wydaje się, że żyją. W nich wszystko, nawet ściany mają ciemną moc. I niczym w Nawiedzonym Domu na Wzgórzu Shirley Jackson wszystko w nich ma zdolność poruszania się. Z każdą stroną rośnie zagrożenie, a to co mieszka w tych ruinach strzeże zaklętej w nich tajemnicy. Lokatorzy długo nie zgrzewają w nich miejsca. Tym co się uda, uciekają z krzykiem, a w każdym mieszkańcu rośnie poziom agresji. Jedno jest pewne, kto raz przekroczy ich próg ten, nie opuści go, jeśli dom i Vane nie pozwolą mu na to. 

Dom kości przy użyciu angielskich legend i starożytnych wierzeń potrafi straszyć do szpiku kości. Jakoś lektura sprawia, że wolimy nie zbliżać się zbytnio do ścian, a każde skrzypnięcie wywołuje ciarki. 


Powieść Mastertona ma jeszcze drugie dno. Otóż John marzy o karierze muzycznej, którą mimo drwin kolegów porzuca na rzecz pewnego i stałego zarobku. I o dziwo w nowym miejscu i w nowej roli czuje się niczym ryba w wodzie. Co może znaczyć, by nie bać się nowych wyzwań. Jednocześnie autor składa hołd klasycznym opowieściom o nawiedzonych domach i ostrzega przed agentami nieruchomości pozbawionymi etyki zawodowej. Przed tymi, którzy bez mrugnięcia okiem wykorzystują i manipulują klientami na rzecz własnych korzyści. Wreszcie to, przed czym przestrzega Dom kości i horrory - pragnienie nieśmiertelności, dla którego jest się gotów zaprzedać złym mocom. Zawsze za taką zabawę z tym, co zakazane przychodzi zapłacić wysoką cenę. Dziś z pewnością nie zmrużę oka, bo będę bał się zagadkowych ścian. 


Polecam. 

Moja ocena 8/10 



                 Wydawanictwo Replika 

czwartek, 26 maja 2022

MOJE MIEJSCE NA ZIEMI, JULIA NAVARRO

Monumentalna opowieść o wojnie, rodzinie i traumie w Moim miejscu na ziemi Julii Navarro.


Fernando, Eulogio i Catalina w po wojnie domowej przechodzą przyspieszony kurs dojrzewania. Minęło dla nich beztroskie dzieciństwo w madryckiej dzielnicy. Rodziny chłopaków nie były po stronie faszystowskich zwycięzców i teraz muszą borykać się z piętnem tych gorszych. Ojciec Fernanda siedzi w więzieniu, a syn i matka nie tylko muszą zabezpieczyć byt, ale też starają się o ułaskawienie dla niego. U Eulogia i Cataliny sprawy materialne też nie układają się najlepiej i zależni są od lichwiarza Antonia, za którego syna dziewczyna ma wyjść za mąż. Mimo trudności nie boją się marzyć i łapać najdrobniejszych chwil szczęścia. Kilka nie rozważnych decyzji, kładzie kres ich dotychczasowej egzystencji. Cała trójka kierowana odmiennymi motywami postanawia uciec z Hiszpanii.


Julia Navarro stawia przede wszystkim na emocje i wielką historię XX wieku w wir, której zostają rzucone ludzkie losy. Z ogromną precyzją kreśli obraz Hiszpanii w czasach dyktatury Franco. Czas panujących wówczas represji wymierzonych w pokonanych socjalistów i komunistów, biedę mieszkańców, podwójna moralność i wpływy Kościoła. Dokonywane egzekucje, więzienną rzeczywistość i dramat rodzin rozdzielonych z mężem i ojcem. Piętno, jakie musiały nosić ich dzieci, szykany i życie w permanentnym lęku o bliskich. Z bardzo bliska przyglądamy się epoce, w której jednym wolno było bardzo wiele, a pozostali byli skazani na ich łaskę. Za skinieniem palca mogli skazywać innych na więzienie albo śmierć. Na tym autorka nie przestaje, lecz rzuca nas w ciemną noc II wojny światowej, której przyglądamy się z punktu Aleksandrii, Paryża czy Stanów Zjednoczonych. Odwiedzamy nazistowskie Niemcy i stajemy się świadkami bezkarności nazistów. Niestety opisując wojenne dzieje Europy, pisarka nie uniknęła pewnych nie ścisłości. Mianowicie przed atakiem Hitlera na ZSRR nikomu nie przyszłoby do głowy, że Sowieci mogliby wystąpić przeciw Berlinowi. Wreszcie opisy zdobycia tego miasta, które całkowicie pomijają panujący wyścig aliantów i Rosjan do stolicy III Rzeszy. Niby nie wpływa to w żaden sposób na fabułę, ale mnie osobiście takie niedociągnięcia mocno przeszkadzają. Lepiej albo trzymać się historii społecznej tamtej epoki, albo wkraczając w historię polityczną mocno trzymać się faktów. Chociaż jeszcze raz podkreślam, że na ogólny odbiór powieści nie ma to żadnego wpływu.


Moje miejsce na ziemi to opowieść z bardzo świetnie zarysowanymi bohaterami. Szybko zdobywają serce czytelnika i mocno kibicujemy im. To ludzie pogrążeni w paraliżującej ich traumie. W przeszłości nieustannie obecnej w ich pamięci, która ich osacza i uniemożliwia zaznania szczęścia, jakie podsuwa im życie. Pogrążeni w obsesji i poczuciu winy borykają się każdego dnia z prześladującymi ich demonami i wciąż od nowa płacą wysoką cenę za popełnione błędy. Kochają, nienawidzą i bronią najbliższych sobie ludzi na swój własny sposób. To oddani przyjaciele, którzy za siebie wskoczyli by w ogień.


Julia Navarro snuje emocjonalnie wyczerpującą opowieść. Losy trójki przyjaciół i ich rodzin nie pozwalają na niezaangażowanie. Wraz z nimi przeżywamy obsesję Cataliny, koszmary Fernanda czy szukanie drugiej połówki przez Eulogia. Pisarka precyzyjnie pisze o tym, co trudne było dla wielu Hiszpanów żyjących w latach czterdziestych, nie unika kontrowersji i stawiania wciąż na nowo pytania: a ty jak byś postąpił. Kawał pięknej literatury pięknej.


Polecam. 

Moja ocena 8/10



                   Wydawanictwo Albatros 

piątek, 20 maja 2022

MROCZNY PIĄTEK: DŻINN, GRAHAM MASTERTON

Dzbany i dzbanki pośród baśni i legend próbuje się rozwiązać tajemnicę starożytnego przedmiotu w Dżinnie Grahama Mastertona.


Max jest kolekcjonarem antycznych zabytków. W jego zbiorach znalazł się dzban sięgający czasów perskich, a nie długo po tym, jak trafił on do jego zbiorów, mężczyzna umarł. Zagadkowa śmierć będzie próbował rozwikłać jego wnuk, Harry Erskine. Pomagać będzie mu niejaka, Anna. 


Dżinny (z arabskiego: demon, duch): jeden z rodzajów dobroczynnych lub złych duchów islamu, zamieszkujących Ziemię. Dżinny potrafią przybierać różne postacie i są obdarzone niezwykłymi mocami


Graham Masterton stworzył niesamowity nastrój. Niby wszystko jest od początku znane, niby wiemy, kto i co za wszystkim stoi, a jednak tajemniczość towarzyszy na każdym kroku. Korzystając z podań o Ali Babie kreuje zupełnie inną opowieść od tej, której czytelnik początkowo by oczekiwał.  Groza zaś budowana jest stopniowo, małymi kroczkami i w sposób prawie, że niezauważalny osacza nastrojem klaustrofobii i tajemnicy. Zło jest zarówno duchowe, jak i cielesne. Jest przebiegłe, okrutne i drapieżne. Potrafi nawet jak na demona przybrać mocno cielesne, seksualne formę. Wiadomo, czego należy unikać, aby zapobiec katastrofie, a mimo wszystko ten zakazany owoc przyciąga najmocniej i cała reszta wydaje się być po prostu nieuchronna. Nieustannie balansujemy na cienkiej granicy baśni i horroru, lecz wraz z rozwojem akcji coraz bardziej wytraca się ta pierwsza, a przybiera i potęguje ta druga.


Dżinn to prawdziwa perełka ze Złotej Ery Horroru. Raz humorystyczne dialogi sprawiają, że pojawia się uśmiech na twarzy. Za moment jednak towarzyszy gęsia skórka i po lekturze, jakoś trudniej jest zasnąć. Zmysły wyostrzają się i nadsłuchujemy, czy gdzieś nie wydobywa się złowrogi śpiew.  W głowie siedzi lęk przed twarzami, a to co z początku było niezrozumiałe, nabiera mocno namacalny wymiar.


Polecam. 

Moja ocena 8/10



                  Dom Wydawniczy Rebis