czwartek, 30 grudnia 2021

NAJLEPSZE KSIĄŻKI 2021 ROKU

Za pasem koniec 2021 roku. Jak zawsze był mocno zaczytany i przyniósł wiele niesamowitych historii. Kompletnie nie wiem, jak to się stało ale wiele z nich idealnie wpasowywało się w mój nastrój. Jedne koiły, a inne wprawiały w nostalgiczny klimat. Oczywiście nie mogło zabraknąć trzymających w napięciu dreszczowców. Jednym słowem, jak to u nas bywa panowała różnorodność, tak więc i zestawienie najlepszych książek będzie różnorodne. Zgodnie z tradycją Literackiej Podróży obejmuje ono również te opowieści wydane wcześniej, no bo przecież przy wyborze lektur nie kierujemy się datą wydania.


Oczywiście jest to mój subiektywny wybór i wcale nie musicie się ze mną zgadzać. Chętnie poznam również Waszych ulubieńców mijającego roku.


Książką roku w kategorii literatura polska zostaje. 


Wilcza rzeka, Wioletta Grzegorzewska 




Ten wybór był akurat prosty. Wioletta Grzegorzewska ujmuje obrazem szarości PRL, jakby wręcz apokaliptycznym światem doby pandemii. Jak zawsze autorka umieściła cząstkę samej siebie, jest to swoista niezwykle szczerze opowiedziana historia Wioli znanej z Guguł i Stancjach. Wraz z bohaterką obserwujemy Wielką Brytanię przez pryzmat kolejnych miejsc jej zamieszkania. Całość oprawiona pięknym językiem i stylem, stanowiąc nostalgiczną opowieść o ludzkim życiu wypełnionym większymi lub mniejszymi radościami i smutkami. 


Książką roku w kategorii literatura zagraniczna zostaje 


Trylogia kopenhaska, Tove Ditlevsen 




Za obraz Kopenhagi wypełnionej mrokiem, brudem i smrodem. Na tle robotniczej dzielnicy dziewczyna czująca, że nie pasuje ani do własnej rodziny, ani do otaczających ją ludzi. Ucieczkę znajduje w literaturze i poezji, marząc o zostaniu znaną poetką. Ta proza wypełniona jest melancholią, bólem istnienienia. Jest surowa i ostra niczym brzytwą. 


2. Słowik, Kristin Hannah 




Od początku niemal było oczywiste, że nie może zabraknąć bestsellerowej powieści Kristin Hannah w topce najlepszych książek przeczytanych w 2021 roku. Zastanawiam się tylko, jak to się stało, że dopiero teraz zacząłem czytać tą niezwykłą amerykańską pisarkę. Ujmuje emocjami i obrazem wojny oglądanej oczami kobiet. Zachwyca codziennością czasu wojny, na którą składały się: strach, głód, walka z biedą, aresztowania, prześladowanie przez Niemców, gwałty, Holocaust i konieczność wyboru między tchórzostwem a odwagą, między rozsądkiem a brawurą. W tym wszystkim dzielne panie walczące na wszystkich frontach. 


3. Nigdy cię nie zapomnę, Gabriela Gargaś. 




Trzecia i ostatnia część wzruszającej Sagi Dobrzyńskich. Za ukazanie polskiej historii od lat 40. XX wieku do współczesności. W tym wszystkim rozdzielone siostry, miłosne rozterki, wybór między miłością a przyjaźnią. Zachwyca siłą rodzinnych więzi i jak to u Gabrieli Gargaś bywa przypomnieniem o tym, co w życiu jest najważniejsze. Piękna historia zapadająca w pamięć. 


4. Warszawianka. Od zmierzchu do świtu, Ida Żmijewska. 





Za obraz Warszawy przełomu XIX i XX wieku. Zagadka kryminalna, zakazane uczucie i życie stolicy z jego blaskiem i cieniem. 


5. Od pierwszych słów, Agata Przybyłek 




Za snucie opowieści o zbrodni stanowiącej jedynie tło do obyczajowej historii dwojga ludzi wywodzących się z różnych światów. Za realizm magiczny i ciepły, rozgrzewający klimat. 


6. Lato, gdy mama miała zielone oczy. Tatiana Tibuleac. 




Liryczna opowieść o relacji matki z synem wypełnionej gniewem, nienawiścią i pogardą odczuwaną w stosunku do rodzica. Nastoletnim buntem i budowaniem wszystkiego od początku. Ta proza boli, uwiera, sprawia, że chce się zwinąć w kłębek. Kipi wręcz od emocji. Urzeka historią o dojrzewaniu, przebaczeniu i śmierci. 


7. Płonące dziewczyny, C. J. Tudor 




Za trzymającą w napięciu historią, w której przeplatają się różne gatunki. Małe miasteczko kryje swoje mroczne i niebezpieczne tajemnice. Tu wszystko staje się dynamiczne i niepewne. Balansujemy między sennym koszmarem a jawą. Tudor przeraża obrazem prowincji, jej grzechami i okrucieństwem.  A takie powieści bardzo lubię. 


8. Kąkol, Zośka Papużanka. 




To proza minimalistyczna. Miały być urocze wakacje na wsi, zamiast tego zaczyna się rozdrapywanie ran, wzajemną antypatię wyczuwa się na każdym kroku. Nad wszystkimi stoi despotyczny dziadek. Z drugiej strony otuleni zostajemy wiejskim klimatem - zapachem łąki, kwiatów i ziół, szumem rzeki i przypiekającym słońcem. Zośka Papużanka w genialny sposób bawi się słowem, stylem i dźwiękami. Raz odwołuje się do mitologii, Biblii, aby za moment wypełnić wszystko dziecięcą mową. 


9. Kształt ruin, Juan Gabriel Vasquez 




Powieść balansuje między reporterską relacją a fikcją o spiskach naznaczających dzieje Kolumbii na dziesięciolecia. Przed czytelnikiem roztacza się cała masa legend o zamachach na Uribe Uribe i Gaitana. Zagadka rodzi zagadkę, a my musimy często zmierzyć się jedynie z półprawdą. 


10. Kobieta ze szkła, Caroline Lea



Za opowieść będącą na granicy baśni. Przed nami bezkresne lodowe przestrzenie Islandii, klaustrofobiczna atmosfera i potęgujące się uczucie osaczenia. Raz dzieje się to za sprawą małej społeczności rządzącej się własnymi prawami i nie wiadomo, na ile można jej zaufać. Z drugiej rodzinnymi sekretami i tęsknotą za rodzinnym domem oraz dawnym życiem. 


11. Dzień rozrachunku, John Grisham. 



Za obraz Ameryki doby Wielkiego Kryzysu. Podobnie jak w Czasie zabijania Grisham rozprawia się z rasistowskimi Stanami, wadliwością wymiaru sprawiedliwości. Zbrodnia stanowi jedynie pretekst do studium społeczeństwa i samego człowieka. Do tego mistrz thrillera prawniczego snuje opowieść o wojnie, która na zawsze naznacza ludzi. Zamiast wielkich korporacji mamy małą społeczność prowincjonalnego miasteczka. 


12. Malarz dusz, Ildefonso Falcones. 




Za architektoniczny spacer po Barcelonie, za którym kryją się rodzinne dramaty, nierówność społeczna, kontrasty i panująca społeczna hipokryzja. Przejmujący obraz miasta ogarniętego ruchami socjalistycznymi i terrorystycznymi. Falcones zachwyca językiem i stylem, a przede wszystkim świadomością, że najgorsze dopiero nadejdzie. 


Wyróżnienie dla


Wyspy, Victoria Hislop 





Wzruszająca opowieść o ostatniej wyspie trędowatych w Europie, rodzinne tragedie, miłość, zdrada i okrucieństwo. Pełna melancholii opowieść o chorobie i piętnie, które naznacza wszystkich. Pełna emocji, smaków i zapachów zapada w pamięć i serce. 



środa, 29 grudnia 2021

SŁOWIK, KRISTIN HANNAH

Wojna ma swoje stałe miejsce w literaturze nie tylko polskiej, ale i światowej. Temat niby sprawia, że szybko chce się odwrócić wzrok, zapomnieć o piekle, jakie człowiek człowiekowi zgotował. W całej niemal Europie Niemcy dokonywali eksterminacji ludności żydowskiej, wprowadzili okrutną okupację, która miała na celu pokazanie ich wyższości. Pogarda bliźnim ze względu na narodowość, czy pochodzenie rasowe nigdy nie osiągnęło tak niewyobrażalnych rozmiarów, jak miała miejsce w latach 1939-1945. Kristin Hannah w bestsellerowym Słowiku snuje przejmującą opowieść o rodzinnych więzach, odwadze i tchórzostwie, przypatrując się pod lupą człowieczeństwu doby wszechobecnego okrucieństwa. 


Dwie siostry Vianne i Isabelle różnią się nie tylko wiekiem, ale głównie temperamentem. Pierwsza jest wiejską nauczycielką, żona wyczekującą powrotu męża z frontu, głosem rozsądku i poważna w zachowaniu, na pierwszym miejscu stawia bezpieczeństwo rodziny. Druga jest spontaniczną buntowniczką, nieprzewidywalna w działaniu i pomysłach ściągających nań kłopoty przez, co wyrzucana z kolejnych szkół. Kiedy natomiast w 1940 roku do Francji wkracza armia niemiecka, a kraj dzieli się na dwie strefy: nie poddającą się okupantowi pod wodzą gen. De Gaulle i kolaburujacą na czele z marsz. Petainem, każda z sióstr obiera odmienną drogę walki. Obie wiele ryzykują. Isabelle przyłącza się do ruchu oporu i za nic ma konsekwencje, jakie może ściągnąć na rodzinę. Pragnie iść śladem odważnych kobiet z czasów Wielkiej Wojny. Vianne natomiast kwateruje niemieckich oficerów, a niebawem los zażąda od niej aktu odwagi.


Kristin Hannah inspirowała się postacią bojowniczki belgijskiego ruchu oporu, Andree de Jongh, która jako pierwsza organizowała drogi ucieczki aliantów po wkroczeniu hitlerowskich oddziałów do Francji. Pisarka ponadto, o czym często wspominała w wywiadach, wzorowała się na wojennych opowieściach kobiet. To one stały się pierwowzorem dla literackiej panny Rossignol i pani Mauriac. 


Historia rozpoczyna się spokojnie od przystąpienia Francji do wojny, a Francuzi wcale nie zdawali sobie sprawy z zagrożenia, jakie niesie ona ze sobą. Przecież toczyła się w odległej od nich Polsce, a życie mieszkańców kraju nad Sekwaną niczym nie różniło się od poprzedniego. Nie brakowało niepokornych nastolatek przynoszących zmartwienia opiekunom. Wraz z przekroczeniem granicy na Renie wszystko zaczyna być odmienne, a strach i odwaga stają się nie odłącznym towarzyszem i ciągłym wyborem. Młodzież musi przejść przyspieszony kurs dojrzewania i buńczuczna pannica swój bunt wyraża w inny sposób. Vianne natomiast zostaje skonfrontowana z zachowawczą postawą, która lada moment nie da się już pogodzić z jej system wartości. Obie kobiety będą musiały balansować między odwagą a brawurą, tchórzostwem a rozsądkiem. Historyczne fakty wykorzystane zostały jedynie, do zbudowania tła, ale pierwszy plan wypełnia rozważanie o człowieku w ekstremalnej sytuacji. To co stanowi istotę tego, że jesteśmy ludźmi. Od początku otuleni zostajemy skrajnymi emocjami, tęsknotą za rodzicielskim ciepłem, niezrozumieniem wzajemnym sióstr i trudem budowania rodzinnych więzi. Później pojawia się miłość do mężczyzny i przyjaciółki oraz dwie postawy patriotyzmu różniące się tylko pozornie. Jedna musi nauczyć się przewidywać skutki swoich czynów i wyborów, druga obudzić w sobie uśpioną odwagę. Kristin Hannah zaś konsekwentnie pokazuje, jak doświadczenia są w stanie zapisać się na stałe w ludzkiej pamięci, a przeżyty koszmar nie da o sobie zapomnieć, mimo upływu lat. Autorka niczego nie upiększa, ale pokazuje rozbite na skutek wojny rodziny, łzy, krew, brud, głód, zimno i mrok wypełniający wówczas świat.  Oddała codzienność tamtych dni, niepewność jutra, gwałty, aresztowania, poniżanie przez Niemców i walkę z biedą, zakazaną miłość, Holocaust czy ukrywanie żydowskich dzieci,jak również relacje francusko - niemieckie. 


Zachwyca zachowaniem proporcji w przedstawieniu losów Vianne i Isabelle, które wzajemnie się przeplatają. Słowik wzrusza, sprawia, że mamy ochotę delektować się nim - mimo ciężkiego tematu powieści. Nie pozwala oderwać się od lektury i gra na najczulszych strunach czytelnika, wywołując jego silne, emocjonalne zaangażowanie w fabułę. Wspaniała.


Polecam.

Moja ocena 10/10



              Wydawanictwo Świat Książki 

wtorek, 28 grudnia 2021

TRYLOGIA KOPENHASKA, TOVE DITLEVSEN

Zawsze i przy każdej okazji powtarzam, że literatura odzwierciedla niejednokrotnie ludzkie życie. W życiorysach pisarzy można ujrzeć cząstkę nas samych, zwłaszcza, kiedy napisane są z tak dużą szczerością, z jaką zrobiła to Tove Ditlevsen w autobiograficznej Trylogii kopenhaskiej.


Powieść podzielona została na trzy wydane w Danii oddzielnie części: Dzieciństwo, Młodość, Uzależnienie. Każda z nich opisuje konkretny rozdział z życia duńskiej prozaiczki i poetki. Jej miłość do poezji i literatury, marzenia, relacje rodzinne i upadki. Wszystko na tle przejmującego obrazu społeczno - politycznego Danii od lat dwudziestych po lata powojenne. Poznajemy Tove jako dziecko wyróżniające się na tle rówieśników miłością do książek i pisaniem własnych wierszy,jako formą ucieczki przed samotnością. Robotniczy bliscy nie rozumieli jej, a przyszłość widzieli w małżeństwie z tak zwaną dobrą partią. Matka i brat uważali, że jedynie kłamie, pisząc o tym, czego nie widziała i nie doświadczyła. Ona nawet w dorosłym życiu, zmieniając kolejne miejsca pracy, angażując się w ruch komunistyczny, nigdy nie porzuciła marzeń o zostaniu poetką. Kiedy spełnia się to pragnienie, wchodzi w świat, na który nie była gotowa. Sen zamienia się w koszmar. My zaś obserwujemy ją przed i po uzasadnieniu petydyną. 


Siłą snutej przez Tove Ditlevsen opowieści jest realizm i olbrzymia szczerość. Nie próbuje niczego ubarwić, wygładzić, nadać przyjemniejszy ton czy pokazać się w lepszym świetle. Za to konsekwentnie ukazuje kolejne okresy, które kształtowały ją jako człowieka i literatkę. Jej proza odzwierciedla surowość domu, w którym dorastała. Brak miłości, albo miłości wyrażanej w odmienny sposób od tej, którą byśmy chcieli doświadczyć. Dysfunkcyjna rodzina, wszechobecny cynizm i praktycyzm matki. Narracja wyzuta zostaje z emocji, a zamiast nich przewijają się kolejne fakty z pełnej bólu historii Tove Ditlevsen. 


Trylogia kopenhaska nie bez przyczyny porównywana jest do prozy Eleny Ferrante. O ile u Włoszki główną rolę gra Neapol z jego mieszkańcami, tak u Dunki - Kopenhaga. Szokuje między innymi miłością rodaków do niemieckich nazistów, wzdychaniem niektórych kobiet do Hitlera, istnieniem prężnie rozwijającej się partii faszystowskiej czy żalem za opuszczającymi miasto hitlerowcami. Sama wojna ukazana zostaje bezbarwnie, nie ma żadnego okrucieństwa, ot jeden z okresów miasta i nic więcej. Za to rozłożone zostaje na czynniki pierwsze samo społeczeństwo i panujące w nim stosunki i poglądy polityczne. 


Czytelnik niejednokrotnie odczuwa zawstydzenie przyglądając się tak blisko osobie Tove Ditlevsen. Oprowadza po domu, po uliczkach miasta, zakładach pracy i redakcjach, po wszystkim co naznaczyło ją piętnem. Ta proza boli, sprawia, że czujemy się niekomfortowe, często uwiera. Ma w sobie klaustrofobiczny klimat. Na każdym kroku natykamy się na Tove pragnącą miłości i tęsknotę tę przelewa na papier. Zdania są niczym kolejne uderzenia brzytwą, ostre i precyzyjne. Śmiało można stwierdzić, że jest to jedna z najlepszych książek 2021 roku, o której trudno zapomnieć i nie można przejść obok niej obojętnie. 


Polecam. 

Moja ocena 9/10 



                   Wydawanictwo Czarne


niedziela, 26 grudnia 2021

ZMORA, ROBERT MAŁECKI

 Robert Małecki przyzwyczaił czytelników do wysokiego poziomu swych powieści. Snuje historie o ludziach żyjących w mroku i zmagających się z traumą. W Zmorze wraca do Torunia, by rozwiązać rodzinne zagadki z przeszłości.


Kama Kosowska wyjechała niegdyś do Warszawy, by zrobić karierę w wielkim mieście i zatrudnić się w dużej redakcji. Zapomnieć o śmierci matki, na której pogrzebie była jako kilkuletnie dziecko. Teraz po stracie pracy wraca do rodzinnego Torunia, by po raz kolejny rozpocząć wszystko od nowa. Nie musi długo czekać na propozycję. Z dziennikarką kontaktuje się reżyser Paweł Hałas, przygotowuje serial dla Netflixa o zaginionych dzieciach z całej Europy, a jeden z odcinków ma dotyczyć Piotra Janochy, kolegi Kamy z dzieciństwa.  Nad tą sprawą wszczęto nowe dochodzenie, które ujawnia błędy podczas poprzedniego śledztwa, prowadzonego przez jej ojca, Waldemara Kosowskiego. Przed bezrobotną kobietą staje możliwość zarobienia sporych pieniędzy i międzynarodowa sława tyle, że jeśli obudzi duchy przeszłości, przyjdzie jej zmierzyć z dwoma największymi traumami.


 Robert Małecki zastosował wszystko to, co jest jego znakiem rozpoznawczym. Zagadka kryminalna, rodzinna tragedia i ludzie ogarnięci przez mrok, z którego mimo upływu lat nie potrafią się uwolnić. Muszą zmagać się z własnymi demonami i zdają sobie sprawę z tego, że jeśli je obudzą, to otworzy się tym samym puszka Pandory. Opowieść, jak to u niego bywa, rozpoczyna się niespiesznym krokiem i stopniowo coraz bardziej przyspiesza, by ostatecznie zaatakować czytelnika z całą mocą. Razem z bohaterami poznajemy prawdę, nie wiemy nic więcej od nich i razem z nimi szukamy tropów dających odpowiedź dotyczącej tego, co wydarzyło się przed laty i o czym najchętniej wszyscy chcieliby zapomnieć. Tylko przeszłość nie pozwala na to i coraz mocniej o sobie przypomina. Małecki daje każdemu to, co lubi najbardziej. Mamy dwugłos, śledzimy równolegle sprawę z punktu widzenia dziennikarki i komisarza policji. Dla Kosowskiej i Korcza prym wiedzie zupełnie inna kwestia. Jej chodzi o poznanie szczegółów związanych ze śmiercią matki, dla niego - zaginiony bez śladu Piotruś. Prawda zaś zaskoczy ich obojga. Zmora świetnie łączy wątek kryminlny z obyczajowym, będąc jednocześnie bardzo wiarygodna. Opowiada o zwykłych ludziach i ich tragediach. Dotyka tego, co najboleśniejsze: żałoby, bólu dziecka z powodu braku jednego z rodziców, przemoc domową i ochronę dziecka przed bolesną prawdą, czy prześladowanie z powodu inności. Dzieci u Roberta Małeckiego potrafią być okrutne. Sadzę, że nie jedna osoba znajdzie coś z własnych wspomnień, to właśnie sprawia, że proza ta jest tak bardzo pociągająca. Chwyta za gardło i nie zamierza puścić, my natomiast też wcale nie mamy na to najmniejszej ochoty. Tajemnica goni tajemnicę, sekret goni sekret i z strony na stronę przybiera coraz bardziej niepokojący charakter.


Robert Małecki, jak to u niego bywa przywiązuje szczegółową uwagę, do każdego, nawet najmniejszego detalu. Snuje opowieść z dwóch linii czasowych, współczesnej i z lata 1986,w którym to doszło do zaginięcia Piotrka. Stosuje zabieg, który bardzo lubię, przeplatania powieściowych światów. Bardzo ucieszyło mnie pojawienie się Bernarda Grossa i nie ukrywam chęci powrotu do Chełmży. Zmora z pewnością zachwyci wysokim poziomem i stylem wszystkich wielbicieli kryminałów. Robert Małecki przekonuje, że w jego przypadku nie grozi czytelnicze rozczarowanie. 


Polecam. 

Moja ocena 8/10



             Wydawanictwo Czwarta Strona 

sobota, 25 grudnia 2021

BESTIA Z BUCHENWALDU, MAX CZORNYJ

Ilse Koch nazywano "Wiedźmą z Buchenwaldu", "Suką SS". Komendatowa obozu KL Buchenwald zasłynęła z niesłychanego okrucieństwa i bestialstwa. Max Czornyj słynący, jako mistrz makabry w Bestii z Buchenwaldu snuje przerażającą historię jednej z najgorszych hitlerowskich oprawców.


Ilse Koch była żona komendanta obozu, Karla Kocha. Zbrodnicza nadzorczyni, sadystyczna, perwersyjna i wyzuta z wszelkich ludzkich odruchów, wywodziła się z robotniczej rodziny i była wrażliwą młodą dziewczyną. Co stało się, że zmieniła się w najokrutniejszego potwora? Czy gen zła tkwi w każdym? Nadużywała władzy, wraz z mężem traktowali obóz jako prywatny folwark. Nie stronili od żadnej okazji do wzbogacenia się, więcej uwagi poświęcali zwierzętom niż ludziom. To, co odkryto w ich domu przeszło wszelkie wyobrażenie stopnia ich bestialstwa.



Max Czornyj poraża i obezwładnia czytelnika każdą niemal stroną. Nawet najobrzydliwsze sceny z jego powieści, nie są w stanie dorównać rzeczywistości zawartej w Bestii z Buchenwaldu. Prawda i życie potrafi przekroczyć wszelką pomysłowość mistrzów horrorów i krwawych dreszczowców. Trudno wyobrazić sobie, że ta historia wydarzyła się naprawdę. O ile do tej pory autor słynął z dreszczowców, życiorysów psychopatycznych, seryjnych morderców czy obyczajowych powieści historycznych poświęconych II wojnie światowej, to Bestia z Buchenwaldu łączy w sobie wszystkie te cechy. Bohaterka przewyższa stopniem perwersji i brutalności największych zwyrodnialców. Dumna z swoich czynów, ślepo zapatrzona w nazistowską ideologię potrafiła zadawać więźniom najbardziej wyrafinowane tortury, zafascynowana własnym dziełem zniszczeniem i dehumanizacji ludzi będących pod jej władzą. Wyposażenie jej domu stało się materiałem dowodowym w późniejszym procesie buchenwaldzkim. Max Czornyj z właściwościwą sobie umiejętnością penetruje zwyrodniały umysł, ukazuje jej myśli i uczucia, próbuje zrozumieć czynniki doprowadzające do tak radykalnej u niej zmiany oraz snuje makabryczną opowieść o ludzkim cierpieniu i upodleniu. Chociaż przewodniczką jest sama Ilse, a jej głos rozbrzmiewa do ostatnich akordów, to nie tylko ona stanowi serce powieści, w równym stopniu współtworzą ją więźniowie, niemi świadkowie podeptania ludzkiej godności i człowieczeństwa. Już na początku wkraczamy poza bramy obozu, doznając szoku. Później powiększa się coraz bardziej i nie inaczej jest aż do końca. Temu, co czytamy, aż trudno dać wiarę. Czujemy odruchy wymiotne, ból brzucha i wszechobecne przerażenie, najchętniej zwinęlibyśmy się w kłębek i ukryli. Chcemy odwrócić wzrok, uwolnić się od "Wiedźmy", ale po prostu nie jesteśmy w stanie. Max Czornyj rzuca czytelnika na to, na co absolutnie nie jest gotowy. Czujemy się zbrukani tym, czemu przyglądamy się i ufamy, aby ponowna zbrodnia przeciw ludzkości nigdy się nie powtórzyła.


Mimo przeczytania mnóstwa książek poświęconych wojnie i tematyce obozowej, to Bestia z Buchenwaldu szokuje zawartym w niej naturalizmem. To Max Czornyj w mistrzowskiej formie i chyba nikt inny z taką precyzją nie oddałby sylwetki "Wilczycy". Daje jej głos, choć na to nie zasłużyła. Z pewnością jest to pozycja dla czytelników o mocnych nerwach i silnych żołądkach, ale ci wrażliwsi też warto, by poznali komendantową Koch.


Polecam. 

Moja ocena 8/10



                    Wydawanictwo Filia

piątek, 17 grudnia 2021

MROCZNY PIĄTEK: ROGI, JOE HILL

Chyba na żadną powieść nie czekałem tyle, co na historię iście diabelskiej zemsty od syna samego Stephena Kinga. Gdy w końcu mogłem poznać Rogi Joe Hilla, po pierwszym wow, fajerwerki gasły i już znikła pierwotna chemia między czytelnikiem a powieścią.


Ignatius Perrish, lekkoduch, syn znanego muzyka i brat gwiazdy telewizji, nigdy nie musiał martwić się o sprawy materialne. Wszystko zmienia się, gdy jego narzeczona, Merrin została brutalnie zgwałcona i zamordowana. On jest jedynym świadkiem zdarzenia i zostaje głównym podejrzanym. Od roku zapija ból i po jednej z pijackich nocy budzi się z potężnym kacem oraz na głowie wyrosły mu..... diabelskie rogi, dzięki którym może czytać myśli innych ludzi, poznawać ich sekrety i w ten sposób poznać prawdę o śmierci Merrin.


Joe Hill na początku olśniewa stylem, oryginalnym pomysłem i okrywa nas coraz bardziej nurtującą tajemnicą. Czujemy się z dezorientowani i próbujemy zrozumieć niezwykłe zjawisko. Tyle tylko, że ten urok trwa jedynie w pierwszej części, gdy zaczyna się druga część, retrospektywna połączona z teraźniejszością, czar pryska. Historia zaczyna coraz bardziej rozłazić się, gubimy się między przeszłością a współczesnością, w konsekwencji zaczyna rodzić się nuda. Trwa niestety do końca i już nie udaje odzyskać pierwotnej magnetycznej siły. Rogi nie straszą, chociaż pojawiają się horrorowe fajerwerki, są za słabe, by mogły odczarować powieść. Bardzo szybko odkrywamy, kto odpowiada za morderstwo Marrin, a później już tylko konfrontacja ze złem. Próżno szukać pozytywnych bohaterów, co krok napotyka się coraz gorszych typów, z którymi nie ma się ochoty zawierać bliższej znajomości. Nawet dzieci nie mają w sobie najmniejszej niewinności. W porównaniu z człowiekiem, diabeł przestaje być straszny. W niektórych miejscach bardziej śmieszy, niż przeraża. Za to czujemy obrzydzenie poznając ile obłudy, kłamstwa i ukrywanej przemocy kryje się w ludzkim świecie. W porównaniu z tym, szatańskie igraszki są niczym.


Część retrospektywna mocno nasuwa skojarzenia ze sławnym ojcem autora. Tyle, że choćby w To ma ona w sobie siłę skupić uwagę czytelnika, natomiast Rogi tracą spójność. King potrafi genialnie manewrować i zaznaczać wyraźne rysy między teraz a przeszłością, u Hilla w żadnym momencie ten element nie wypalił. Także zagadka kryminalna, która mogła być silnym atutem, nie wzbudza większego zainteresowania, z powodu, że zbyt szybko znamy jej finał. Dla mnie jest to tylko wypadek przy pracy. Niewykluczone, że mimo wszystko jeszcze wrócę kiedyś do nich, a może, jak w przypadku Terroru Dana Simmonsa, drugie spotkanie będzie o wiele lepsze?


Polecam. 

Moja ocena 5/10



                  Wydawanictwo Albatros 

środa, 15 grudnia 2021

ZASYPANI ZAKOCHANI, AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA

W przedświąteczny czas poza lepieniem pierogów, gotowaniem i robieniem szalików na drutach warto zanurzyć się w smakowitą, zimową opowieść. Agnieszka Lingas-Łoniewska doskonale wie, jak rozgrzać serce czytelników. Samotna wnuczka właścicielki pensjonatu w Szczawnie - Zdrój, samotny i jedyny gość, oboje zaś odcięci od cywilizacji - Zasypani zakochani.


Kiedyś Anastazja Klops pracowała jako policjantka w wydziale walki z narkotykami, dziś zaszyła się w górskiej głuszy, oddaje się malarstwu i pomaga babci prowadzić pensjonat. Co roku przybywa do niego Hubert Zapałka, gbur stroniący od kontaktów z ludźmi i jedynie pragnie w ciszy pracować. W te święta szykują się dla nich nie mało niespodzianek. Zostają sami w pensjonacie, zasypani śniegiem i odcięci od świata, zdani jedynie na samych siebie. On fan Stephena Kinga, ona popularnego autora kryminałów Maxa Fire'a. Oboje o różnym temperamencie, a mimo to czeka ich jeszcze nie lada zaskoczenie.


Agnieszka Lingas-Łoniewska sama nasuwa skojarzenia z Misery. Tylko warto spojrzeć. Kobieta i mężczyzna sami w domu, z którego nie ma jak dostać się do miasta, ona w dodatku największa fanka poczytnego pisarza. Mało tego autorka niejednokrotnie sama wprost wspomina tę powieść Króla Grozy. Tyle tylko, że zamiast przeszywającego dreszczowca, snuje romantyczną, pełną humoru i ciepła, świąteczną opowieść o dwójce samotnych, zagubionych serc. Klops i Zapałka są niczym ogień i woda. Totalnie różni, pochodzący z różnych światów, a do tego wiecznie toczą ze sobą kłótnie. Nie od dziś wiadomo, że przeciwieństwa się przyciągają, tak też jest tym razem. Silnie oddziałują na siebie. Jej spontaniczność zaczyna koić u niego rany przeszłości. Całość zaś toczy się leniwie i powoli, jak upływające domownikom dni, gdy pod koniec wszystko nabiera szybkiego tempa, a czytelnik jest całkowicie zaskoczony rozwojem akcji. Siła powieści tkwi w postaciach Anastazji i Huberta - dwójce barwnych bohaterów, w nieustającym humorze sytuacyjnym, dowcipnych dialogach i w tym co lubimy najbardziej, książce o książkach.


W lekkiej opowieści zawiera Agnieszka Lingas-Łoniewska poważne tematy straty bliskiej osoby, żałoby i próby odkupienia win. Pośród wzajemnych przepychanek, złośliwości i grania na nerwach, nagle robi się poważnie, by znów szybko mógł wrócić wesoły nastrój. Myliłby się ten, który doszukiwałby się jedynie miłego romansu na święta. Autorka snuje wzruszającą opowieść o życiowych zakrętach, jakie każdy może doświadczyć oraz o noszonym od lat bólu. To opowieść o zaufaniu, korzystaniu z drugiej szansy i zdradzie przychodzącej w najmniej oczekiwanym momencie i od osoby, po której byśmy się tego nie spodziewali.


Zasypani zakochani okrywają nas śnieżną pierzyną, rozgrzewają niczym ogień przy kominku, działają, jak ciepły koc i kubek gorącej czekolady. Chociaż to typowo świąteczna opowieść o cudzie Bożego Narodzenia, to można do niej wracać za każdym razem, gdy jest nam źle. Zawsze znajdzie się w niej ukojenie smutków i perspektywę, że jutro będzie lepiej.


Polecam. 

Moja ocena 7/10



                  Wydawanictwo Słowne