piątek, 27 lipca 2018

MROCZNY PIĄTEK: NA SKRAJU ZAŁAMANIA - B.A. PARIS


MROCZNY
PIĄTEK


NA SKRAJU ZAŁAMANIA – B.A. PARIS


Wyrzuty sumienia potrafią na zawsze odmienić ludzkie życie. Zacumowują się silnie w umyśle i sercu, nie pozwalając na złapanie choćby chwili oddechu i zapomnienia o wstydliwym uczynku. O tym co się powiedziało, co się zaniechało, a teraz jest już za późno, by wszystko naprawić. Szczególnie poczucie winy jest mocne, gdy ma się świadomość nie udzielenia pomocy potrzebującemu, temu który patrzył z nadzieją w naszą stronę i od nas zależało jego życie. Są one tak silne, że codziennie najdrobniejsze rzeczy przypominają o tym, o czym nieustannie próbuje się zapomnieć. Gdy do tego dochodzi przekonanie, że jest się celem anonimowego mordercy, systematycznie prześladującego swą ofiarę, niedającego jej zapomnieć o sobie choćby na chwilę, wówczas niczym bańka mydlana znika poczucie bezpieczeństwa.
         B.A. Paris pewnym krokiem weszła rok temu na literackie salony, znajdując się na samym szczycie list bestsellerów, teraz zaś powróciła z nową powieścią Na skraju załamania  pokazującą, jak wygląda życie osoby dla której najgorszym wrogiem staje się własna głowa i umysł płatający nieustanne figle.


            Kiedy Cass Anderson  po spotkaniu ze znajomymi z pracy, postanowiła wracać do domu krótszą drogą prowadzącą przez las, nie przypuszczała, że najbliższe godziny na zawsze odmienią  jej życie. Tamtej nocy  będąc  blisko domu, mijała zaparkowany na odludziu samochód w którym siedziała samotna kobieta, w obawie o własne bezpieczeństwo nie sprawdziła, czy pasażerka nie potrzebuje pomocy. Nazajutrz  dowiaduje się, że napotkana osoba została zamordowana i nazywała się Jane Walters,  a jej morderca czaił się leśnych gęstwinach. Wiadomość ta burzy spokój Cass, nękanej od tej pory głuchymi telefonami i ciągłymi wyrzutami sumienia do prowadzącymi ją na skraj załamania. Ma przeczucie, że teraz to właśnie ona stała się celem psychopaty, jednak wiele rzeczy świadczy na jej niekorzyść i postrzeganie jej jako osoby niewiarygodnej i przechodzącej trudne chwile. Z każdym dniem traci kontrolę nad najprostszymi nawet sprawami.  Nie pamięta  kodu alarmu do domu, podpisywanej przez siebie umowy, spotkania z przyjaciółmi, tego co mówił do niej mąż i co sama komuś mówiła. Zżerana panicznym lękiem o własne życie i obawą przed wyznania mężowi prawdy o tamtym wieczorze, staje się z silnej i niezależnej kobiety, osobą uzależnioną od drugiego człowieka i potrzebującą stałej opieki. Wszystko wskazuje, że podobnie do swojej zmarłej matki zaczyna cierpieć na demencję. Kiedy już nie może ufać samej sobie, temu co widzi i słyszy; to czy w ogóle może komuś bezgranicznie zaufać?

 

Tym co najgorszego może się przydarzyć się człowiekowi jest powolne, lecz systematyczna utrata kontroli nad samym sobą i brak wpływu na dalszą egzystencję.  Często dzieje się to całkowicie niezauważalnie i przejawia się w drobnych codziennych rzeczach, jak: zapomnienie o miejscu zaparkowania samochodu, wzięciu przypisanych lęków, czy zamówionych ze sklepu zakupach. W prawdzie to jeszcze o niczym nie przesądza, każdy może czasem o czymś zapomnieć, a gdy żyje w dużym stresie, do którego dochodzi przemęczenie – nie dziwi fakt, że czasem po prostu coś wyleci z głowy; jednak gdy staje się to nagminne burzy zaufanie nie tylko do kogoś komu się przytrafiają podobne incydenty, ale nawet do samego siebie. Wówczas łatwo stać się całkowicie bezbronnym, zdanym na łaskę drugiej osoby i opiekę z jej strony. Przede wszystkim skutecznie niszczą poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji i niczym złodziej zabierają wszystko, to co jeszcze do niedawna miało priorytetową wartość, na przykład pracę, niezależność, samowystarczalność i poczucie odpowiedzialności.  Popychają w obłęd, a człowiek niepamiętający o tym, co zrobił bądź powiedział kilka godzin lub dni temu, widzi jak każdego dnia staje się całkowicie bezradny i najprostsze nawet czynności, typu włączenie pralki staje się dla niego niczym wejście na szczyt Everestu. Utrata pamięci zżera  ciało i umysł, staje czymś przed czym nie ma  ucieczki i nawet trudno jest ukrywać ją przed otoczeniem, a kolejne zawalone sprawy powodują falę pretensji i systematycznego kurczenia się grona znajomych. Natomiast jeżeli myślało się, że już nic gorszego nie może się przydarzyć; to mieszkając w środku lasu szybko można przekonać się, że to zaledwie początek koszmaru. Bez trudu znajdzie się ktoś, kto w bezwzględny sposób będzie chciał wykorzystać czyjeś załamanie psychiczne, pozbywając się dzięki temu niewygodnej dla siebie osoby. Najpierw wywoła  paniczny lęk, wykonując codziennie o tej samej porze głuche telefony,  niezauważalnie wejdzie do domu i zostawi  na kuchennym blacie nóż którym wcześniej pozbawiono życia inną osobę, ciągle będzie manifestował swoją obecność pokazując, że widzi i słyszy wszystko oraz że nie ma przed nim szansy obrony – tylko on decyduje jak długo będzie żyła jego ofiara.  Nękana przez psychopatę ma świadomość, że żyjąc w miejscu odosobnionym,  będzie całkowicie bezbronna w razie ataku szaleńca i nie znajdzie się nawet sąsiad, który zareaguje na jej krzyk i wołanie o pomoc. Nie wie jednak, że wróg znajduje się bliżej, niż się mogło wydawać.


B. A. Paris w genialny sposób pokazuje proste mechanizmy prowadzące do choroby psychicznej. Udowadnia, jak łatwo jest zrobić z osoby o silnym charakterze i zawsze pewnej siebie, wrak człowieka. Całkowicie zniszczyć jej świadomość, sprawić że nikt nie może już na niej polegać, a jej zapewnienia tracą jakiekolwiek znaczenie. Wystarczy systematycznie wmawiać jej, że zrobiła coś czego doskonale jest świadoma, że nie robiła. Postawiona  przed faktem dokonanym świadczącym o  winie, nie może już niczemu zaprzeczyć. Nie ma znaczenia, że może komuś zależy na wykreowaniu rzeczywistości, w której jego ofiara zaczyna być postrzegana jako nieodpowiedzialna, niewiarygodna i wymagająca specjalnego leczenia.  Wytykane  błędy  sprawiają, że już sama nie wie co jest prawdą, a co próbą „wrobienia jej w coś”. W ten sposób poprzez systematyczne powtarzanie tego samego scenariusza, zaczyna tracić  panowanie nad własnym życiem, zaufanie do samego siebie, a przede wszystkim pozytywną samoocenę. Jeżeli  stan ten utrzymuje się przez dłuższy czas, wywoływany przez sytuacje i zdarzenia trudne do wytłumaczenia, może doprowadzić kogoś nawet na skraj załamania nerwowego. Wówczas już jest tylko krok do obłędu. To co najbardziej przeraziło mnie w drugiej powieści brytyjskiej pisarki, to właśnie pokazanie przez nią owych mechanizmów manipulacji ludzką psychiką. Autorka wkracza w umysł bohatera, odsłaniając jego myśli, emocje i obawy, wprowadza w świat okrutnej gry w której samemu nie wie się już co jest prawdą, a co kłamstwem. Dodatkowo towarzysząca lekturze  świadomość, że bezwzględni manipulatorzy mogą znajdować się bardzo blisko nas, straszy i wyostrza nasze zmysły. Paris w bezwzględny sposób bawi się emocjami i wprowadza w świat, w którym znów nie mamy najmniejszej ochoty przebywać. Jednak tym razem skutecznie łamie przetarte schematy i nic u niej jest już oczywiste i pewne.  W fenomenalny sposób tworzy atmosferę osaczenia ze wszystkich stron, potęgującego się poczucia niebezpieczeństwa i bezradności. Finał zaś jest istną petardą, chociaż bez większych fajerwerków i zaskoczenia.


Na skraju załamania należy bez wątpienia do tych powieści, które zapadają w serce i umysł czytelnika. Zmuszają go do głębszej refleksji nad rzeczywistości, wyrywając go z dobrego samopoczucia. To co, najbardziej przeraża to opowiedzenie przez autorkę historii mogącej przydarzyć się każdemu. W mistrzowski sposób bawi się codziennością i codziennymi czynnościami wykonywanymi przez miliardy osób na całym świecie każdego dnia, aby stworzyć z nich atmosferę osaczenia, koszmaru i strachu przed którym nie ma ucieczki. Im bardziej próbuje się przed nim bronić, tym bardziej on atakuje i zniewala.


Polecam.
Moja ocena 8/10
 
                                                 Źródło: Wydawnictwo Albatros
                                  

środa, 18 lipca 2018

#1 REPORTERSKA WĘDRÓWKA: Z NIENAWIŚCI DO KOBIET - JUSTYNA KOPIŃSKA


Nie od dziś wiadomo, że najbardziej przerażające historie pisze samo życie. Żaden nawet najlepszy pisarz czy reżyser nie jest w stanie stworzyć, tak poruszającej serce opowieści, niż ta która powstaje podczas dnia codziennego. Tej dziejącej się dziś i teraz na naszych oczach. Ciągle bowiem stajemy się świadkami dramatów, cierpienia ludzi którzy nigdy nikomu nic nie zawinili, a padli ofiarą napaści ze strony silniejszych od nich, osób,  cieszących się dodatkowo społecznym szacunkiem. Albo po prostu wyróżniających się czymś, co w ich środowisku jest nie do zaakceptowania, przez co również stali się ofiarą przemocy.
         Nagradzana wielokrotnie dziennikarka, Justyna Kopińska w swoim najnowszym zbiorze reportaży Z nienawiści do kobiet opowiada właśnie o tych słabych, pokrzywdzonych przez los i ludzi, o tych którzy wiedzą jak boli odrzucenie, niemoc obrony przed brutalnymi atakami idącymi ze strony ludzi wykorzystujących swe stanowiska. Pokazuje losy osób nieustannie próbujących zapomnieć o przeżytej traumie.


Z nienawiści do kobiet odsłania historie o najważniejszych sprawach, poruszanych jeszcze nie dawno w mediach. Sprawy, którymi żyła całą Polska. Począwszy od otwierającego go reportażu o Violettcie Villas, słynnej diwie o której opowiada jej syn, Krzysztof i synowa, Małgorzata. Z ich wspomnień wyłania się obraz artystki nieprzystającej do szarej rzeczywistości Polski Ludowej, przez co często przez kilkadziesiąt lat padała ofiarą ludzkiej podłości i kpiny. Widzimy kobietę podziwianą przez miliony ludzi na całym świecie, a jednak ostatnie swe lata spędziła w zapomnieniu i w samotności. Natomiast tekst Ksiądz pedofil odprawia dalej to wstrząsająca opowieść o trzynastoletniej dziewczynce podstępem wywiezionej z rodzinnego domu przez księdza katechetę, a potem przez niego gwałconą, bitą i upokarzaną. Temat przemocy seksualnej powraca w reportażu Z nienawiści do kobiet ukazującym problem molestowania kobiet w polskiej armii przez wysokich rangą oficerów, samo zaś wojsko nieustannie próbuje problem temat zamieść pod dywan, a sprawca do dziś nie ponieśli konsekwencji swych czynów. Wreszcie Ostatni klezer i Gej twoim bratem w Kościele to teksty poruszające kwestie panującej w naszym społeczeństwie homofobii, czy to w przypadku ludności żydowskiej czy homoseksualnej. Wszystkie zaś historie tworzą spójną całość pokazującą nieskuteczność wymiaru sprawiedliwości i ludzi żyjących każdego dnia z niewyobrażalnym bólem i pozostawionych samym sobie z poczuciem wyrządzonej im krzywdy.


Z nienawiści do kobiet to moje pierwsze spotkanie z popularna dziennikarką, Justyną Kopińską. I to co muszę napisać na samym początku, było ono straszne i przerażające. Absolutnie nie z powodu samej autorki, bo zobaczyłem w niej nieustępliwą i odważną reporterkę walczącą w obronie swych pokrzywdzonych bohaterów i za wszelką cenę próbującą dotrzeć do sprawców ich cierpienia, osób które nadużyły swej pozycji w stosunku do słabszych. Książka jest wstrząsająca przede wszystkim z powodu poruszanej w niej tematyki. Kopińska rzuca czytelnikowi prawdę prosto w oczy, bez wahania uderza go nią i powoduje nokaut. Praktycznie po przeczytaniu każdego reportażu ma się poczucie bezsilności wobec przemocy stosowanej wobec drugiego człowieka, często mającej miejsce przy społecznym przyzwoleniu i milczeniu,  próbie niezauważania tego, co jest na wyciągnięcie ręki. Oczywiście nie zawsze trzeba się z nią zgadzać, i chyba samej autorce nawet na tym nie zależy. Mam wrażenie jakoby jednym z jej celów było wyostrzenia naszych zmysłów, na to co dzieje się wokół  nas. Na to co widzimy, słyszymy i czego niejednokrotnie jesteśmy świadkami. Z jej tekstów bije brutalna rzeczywistość, atakująca z impetem i nagle, taka na którą nigdy nie jest się gotowym stanąć oko w oko..
Sam tytuł jest nieco mylący, bo jeśli nie spotkaliście się wcześniej z żadną opinią o tej książce, możecie oczekiwać, że będzie ona opowiadać o kobietach i ich krzywdzie. Nic bardziej mylnego. Kopińska zachowuje pewnego rodzaju równowagę między kobiecymi bohaterami a męskimi, występując w obronie ludzi doznających przez lata niesprawiedliwości, przemocy: czy to fizycznej, czy psychicznej, a nie raz jednej i drugiej. Z jej opowieści wyłaniają się osoby żyjące od dawna z wielkim cierpieniem, wywołanym albo przez tych którzy mieli ich wspierać, być wzorem do naśladowania – dotyczy to zwłaszcza dziewczynki gwałconej przez księdza katechetę - przed którym się otworzyła i zwierzyła, a później jej niewinność i szczerość obrócono przeciwko niej i na zawsze zniszczono; albo  z powodu swej „odmienności”  pochodzenie etniczne bądź posiadana orientacja seksualna zadecydowały o ich odrzuceniu i pogardzie, z jaką spotykają się niejednokrotnie.
Autorka przedstawia  osiem różnych reportaży i osiem całkowicie różniących się od siebie ludzi. Począwszy od Violetty Villas - piosenkarki podziwianej na  świecie, przez trzynastolatkę z prowincji, kobiety żołnierzy, po ostatniego klezera krakowskiego - Leopolda Kozłowskiego, skończywszy na więźniach zakładu karnego, czy ludzi padających ofiarą przestępców pozostających długo na wolności, mimo popełnionego wcześniej morderstwa.  Z wszystkich tych opowieści uderza obraz Polski, której wolelibyśmy nie widzieć, szczelnie zamknąć oczy nie dostrzegając dziejącego się wokół zła. To sprawy często niewygodne dla wielu osób, uderzające w ich wyidealizowany sposób postrzegania wielu instytucji i zmuszających do zmierzenia z tym, co ma miejsce każdego dnia.  Kopińska walczy o sprawiedliwość w obronie tych, którym dotąd nieprzerwanie odmawiano prawa głosu, a dzięki jej wcześniejszym reporterskim interwencjom - wielu sprawców przez wiele lat pozostających bezkarnych, poniosło zasłużoną karę.  Autorka burzy dobre samopoczucie czytelnika, zmuszając go do baczniejszej uwagi na to, czego sam staje się świadkiem. Po lekturze Z nienawiści do kobiet trudno jest dalej udawać, że tego nie ma. Nie pozostawia ona wiele miejsca na oddech, a ogrom ludzkiego bólu oddany w cieniutkiej książce liczącej zaledwie ponad 220 stron jest przytłaczający. Pełen podziwu jestem dla umiejętności reporterki, że w krótkich tekstach potrafiła oddać zarówno szerokie tło omawianej sprawy, postawy ludzi zajmujących się nią i ich emocje. Kopińska nikogo nie ocenia i nie moralizuje, nie narzuca nam własnej wizji i oceny, lecz przedstawia suche fakty do których każdy z czytelników musi odnieść się samodzielnie i zająć własnej stanowisko.
To czym zachwyciła mnie Justyna Kopińska to pokaz dziennikarstwa na najwyższym poziomie. Za wszelką cenę próbuje dotrzeć do prawdy i o niej opowiedzieć. Daje nam historie ludzi z krwi i kości. Z mistrzowską umiejętnością wprowadza nas do świata swych bohaterów. Na początku rzuca kilka mocnych cytatów z reportażu, dając jakby przedsmak tego co przed nami. Potem tworzy krótki i zwięzły zarys, rozbudowywany w opowieści a na końcu stajemy się świadkiem dziennikarskiego śledztwa i walki o sprawiedliwość. Autorka zadaje pytania pozostające często bez odpowiedzi, nie daje się łatwo „spławić”. Na koniec owa odpowiedź na pytanie dlaczego? pozostaje okrutna i często nie ma jednoznacznego stwierdzenia. Reporterka bezlitośnie gra na emocjach czytelników, wywołując u nich nie tylko wzruszenie i współczucie dla ludzi doznających od dawna niesprawiedliwości, lecz również zmusza do zweryfikowania często własnych postaw i zastanowienia się nad tym, co ja sam zrobiłbym w takiej sytuacji.


Z nienawiści do kobiet pokazuje, że największym grzechem jest obojętność i brak elementarnej empatii. W tym przypadku dostajemy nie tylko pokaz braku solidarności z ofiarami przemocy ze strony tych, co winni stać na straży sprawiedliwości, lecz co gorsze pokaz ignorancji i braku umiejętności spojrzenia prawdzie w oczy. Nie ma co się okłamywać to jest nasze własne podwórko i mimo, że od dzieciństwa wpaja się nam zasady Dekalogu, a szczególnie przykazania: nie zabijaj, nie cudzołóż i nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu; to jakoś nadal łatwo jest o nich zapomnieć. Oczywiście owe przewinienia tykają innych ale nie nas samych i ludzi z naszego środowiska zawodowego. Prawda jednak okazuje się często nieco odmienna. Wystarczy jednak pamiętać, żeby nie odwracać oczu od tych problemów dziejących się często za ścianą naszych domów, a może świat stanie się chociaż odrobine lepszy.


Polecam,

Moja ocena 10/10


                                                        Źródło: Wydawnictwo Świat Książki

piątek, 13 lipca 2018

MROCZNY PIĄTEK: CMĘTARZ ZWIEŻĄT - STEPHEN KING






MROCZNY
PIĄTEK

 

CMĘTARZ ZWIEŻĄT – STEPHEN KING.

Istnieją miejsca przeklęte, od których dla własnego dobra lepiej trzymać się z daleka. Są to samotne cmentarze, położone na peryferiach miast i miasteczek. Związane z nimi są różne podania i mity opowiadające o spoczywającej na nich klątwie i przekazywane przez lokalną społeczność z pokolenia na pokolenie. Mimo swej złowrogiej  aury, przyciągają  ludzi niczym magnes, karmiąc się ich cierpieniem i rozpaczą. Jednak zamiast ukojenia, niosą ze sobą śmierć i zniszczenie wszystkiego tego, co jeszcze pozostało człowiekowi cennego. Nie zważając na ostrzeżenia miejscowych, zawsze znajdzie się śmiałek, pragnący odzyskać to co stracił, zwłaszcza jeśli dotyczy to najbliższego członka rodziny.
         Stephen King ponownie zabiera czytelnika do stanu Maine, odsłaniając przed nim prowincjonalne miasteczko Ludlow, którego centralnym punktem jest „Cmętarz zwieżąt” posiadający olbrzymią siłę oddziaływania na tych, co zawitają w jego progi.


Rodzina Creedów w chwili podjęcia decyzji o przeprowadzce z Chicago do prowincjonalnej miejscowości, nie zdawała sobie sprawy jak w ciągu kilku dni, nowy dom na zawsze odmieni ich egzystencję. Wydawało się, że odtąd wszystko będzie usłane różami, w przytulnym i cichym miasteczku odpoczną od wielkomiejskiego harmidru, a do tego cudownie położona okolica wzdłuż lasu i łąk stanie się idealnym wręcz miejscem dla familii z dwójką dzieci i kotem. Wspaniała praca, mili sąsiedzi z którymi od początku nawiązało się przyjacielskie stosunki, da im upragnione szczęście. Jedyny mankament to droga prowadząca w stronę lasu. Droga po której nieustannie przemierzają ciężarówki firmy Orinco i z tego powodu należy mieć baczenie na kota wędrującego własnymi ścieżkami, polującego na ptaki i owady oraz na dwuletniego synka lubiącego biegać po łące. Szlak ten prowadzi do tajemniczego cmętarza zwieżąt – wisi tam tabliczka z takim właśnie napisem. Jest to miejsce zrobione dziecięcymi rękoma, na którym grzebano zwłoki domowych pupilów. Same zaś znajdujące się nagrobki tworzą złowrogi krąg, ci zaś którzy nie mają zamiaru słuchać ostrzeżeń miejscowych, ponownie podzielą ich makabryczną historię.


Król grozy porusza niezwykle trudny temat jakim jest śmierć najbliższych członków rodziny, tych którzy do tej pory stanowili dla nas sens życia. Teraz zaś na skutek jednego nieszczęśliwego wydarzenia  zabrakło ich. Odeszli na zawsze pozostawiając po sobie olbrzymią pustkę. Wprawdzie jest ona czymś niezwykle naturalnym i wpisana  nieodłącznie do ludzkiego losu. Jednak nie zmienia faktu, że za każdym razem pozostawia po sobie ból, z którym nie łatwo  się pogodzić. Stąd od początku swego istnienia człowiek dążył do pokonania śmierci i skradzenia bogom sekretu  nieśmiertelności. Chciał posiąść umiejętność pokonania jej i przywrócenia z powrotem do żywych, tych co odeszli. W zetknięciu z nią do dziś próbuje się od niej uciec. Spore grono osób nie chce  nawet o niej rozmawiać, a poprzez towarzyszącą jej mroczność i ciężkość, staje się tematem tabu. Nie brakuje głosów sprzeciwu wobec mówienia o śmierci w obecności kilkuletniego dziecka.  Starania te na nie wiele się zdają, a ona niczym nieproszony gość zawsze przychodzi niespodziewanie. Zbiera swe żniwo, wtedy kiedy ona zechce, nie pytając nikogo o zdanie. Sięga bez wyjątku po osoby starsze, jak i kilkuletnie dzieci, mające całe życie jeszcze przed sobą. Tyle tylko, może to zabrzmieć okrutnie, ale taki pogląd można zauważyć u otaczających nas ludzi, że o ile  umiera starsza osoba, łatwiej może pogodzić się ze stratą – w końcu nikt nie może żyć wiecznie; to w chwili zetknięcia się ze śmiercią dziecka stajemy się całkowicie bezbronni, a pytanie dlaczego?, na które nigdy nie znajdzie się odpowiedzi,  nieustannie znajduje się na ustach.

Autor pokazuje, że ów paniczny lęk przed śmiercią stał się wytworem współczesnej cywilizacji. Jeszcze sto lat temu ludzie od maleńkości mieli z nią styczność, razem z nią siadali do stołu i kładli się spać. Stanowiła coś zupełnie naturalnego, zwykłego i ciągle obecnego w ich świadomości. Kobiety umierały w połogu, noworodki zaraz po urodzeniu, a liczba zgonów nieletnich była bardzo wysoka. Mężczyźni szli na wojnę na której ginęli, a epidemie dziesiątkowały ludność miast i wsi. Ludzi więc, którym udało się osiągnąć sędziwy wiek, można było policzyć na palcach jednej ręki. Stanowiła tym samym element rzeczywistości dla naszych przodków, z którym nawet nie próbowano polemizować. Dopiero na skutek wynalezienia wielu leków leczących nieuleczalne wcześniej choroby, zakończeniem wojen i zniknięciem z naszej codzienności zarazy; na chwilę jakby się nieco oddaliła z naszego pola widzenia, jednak nadal lubi pozostawać blisko człowieka – tyle tylko, że dziś próbujemy jej nie zauważać i wyeliminować.  Jest to niestety pozór, a na skutek odrzucenia śmierci z naszego dnia codziennego, stała się czymś czego się boimy i z czym nie umiemy się pogodzić.

To właśnie strach popycha bohaterów powieści Kinga do działań mających zapobiec spotkaniu z nią. W konsekwencji niestety ściąga na nich coraz większe tragedie. Im bardziej chcą pokonać śmierć, tym bardziej zapraszają ją do swojego domu.. Zwłaszcza, ci, którzy w  dzieciństwie byli świadkiem powolnego odchodzenia członka rodziny, dziś nie potrafią o niej zapomnieć. Wolą wyrzucić ją za drzwi i nawet jej nie wspominać niż zmierzyć się z własnymi demonami, oraz spróbować chociaż trochę pogodzić się z nią.

Wizyta na osobliwym cmentarzu, przesadna reakcja najbliższych Louisa Creeda, wywołuje  u niego ten sam lęk – który rządzi zachowaniem i sposobem myślenia jego żony Rachel- popycha mężczyznę w kierunku miejsca mrocznego i budzącego  niepokój. Ono zaś karmi się ludzkim strachem, czerpiąc z niego siłę do kierowania dalszymi wydarzeniami mającymi miejsce w życiu Creedów. Początkowo stanowiło  miejsce osiedlenia się Indian plemienia Micmaców, którzy w chwili kolonizacji przez białych zostali siłą stamtąd usunięci. Wiąże się  silnie z  wiarą  i tradycją grzebania zmarłych panującą wśród tubylców, którzy przechodząc na drugą stronę zabierali ze sobą w charakterze towarzyszy również swoje zwierzęta. Teraz zaś, stało się królestwem amerykańskiego bóstwa Wendigo, który dla mnie osobiście utożsamia pierwotną nienawiść żywioną do tych, co zakłócili rytm życia pierwszych osadników i szukając zemsty, niszczy życie potomkom kolonizatorów. Wendigo zatem jest demonem nawiedzającym ludzkie osady, mającym moc wskrzeszania umarłych tylko po to, aby dostarczyli mu nowego pożywienia. . Nigdy nie poprzestaje na jednej ofierze, szuka ich wielu i śmierć stanowi dla niego podstawowy pokarm. To istota wiecznie spragniona krwi, chociaż jego czas panowania przeminął wraz z odejściem Indian, to jednak jest  niepodzielnym władcą „Cmętarza zwieżąt”.

Z tego też wynika znacznie głębsze znaczenie owej leśnej drogi, a raczej DROGI. Można ją widzieć jako pierwotny instynkt wiodący zwierzęta na spotkanie z panem lasu. Spotkanie to jest nieuniknione i przyzywa ofiary pierwotną siłą nakazującą iść w kierunku tajemniczego cmentarzyska. Sama zaś DROGA na której giną już nie tylko zwierzęta ale i ludzie stanowi swoistego rodzaju ołtarz, na którym złożona zostaje ofiara dla Wendigo. Pogrzebane rękoma dzieci zwierzęta są odzwierciedleniem cyklu życia, który kończy się w chwili śmierci stanowiącej jego naturalne zamknięcie. Za każdym razem, gdy człowiek nie potrafi pogodzić się z tym naturalnym rytmem i próbuje oszukać śmierć, zakłóca w ten sposób pierwotny rytm, pozwalając demonowi sięgać swym oddziaływaniem znacznie dalej.


Cmętarz zwieżąt stanowi próbę odpowiedzi przez Kinga na problem przemijania i konieczności pogodzenia się ze śmiercią. Wręcz pewnego rodzaju oswojeniem się z nią, jako naturalnym domknięciem kręgu życia ludzi i zwierząt. Zawsze przychodzi moment w którym, człowiek zmuszony jest do skonfrontowania się z nią i staje w jej obliczu całkowicie bezbronny. King w charakterystyczny dla siebie mroczny, przerażający sposób pokazuje niszczycielską siłę strachu przed śmiercią, który stopniowo lecz nieprzerwanie niszczy życie człowieka, ściągając na niego coraz większe nieszczęście i osobiste dramaty. Zwłaszcza jeśli trafi on do miejsca nawiedzonego i przesiąkniętego złem znacznie pierwotniejszym od znanego nam współcześnie. Złem związanym z pierwotnym bóstwem krwawym i okrutnym, nieustannie łaknącym krwi. Przeznaczenia nie da się oszukać i przechytrzyć, jest ono determinantem ludzkiej  egzystencji i zawsze związane jest nierozłącznie ze śmiercią, towarzyszącą człowiekowi od samego jego początku. Przed nią zaś nie ma ucieczki, ani nie da się ukryć.


Dzisiejszego wieczoru rozbrzmiewa mi w uszach piosenka Pet Sematary.
 
Polecam,
Moja ocena 10/10
 


                                                         Źródło: Wydawnictwo Prószyński i S-ka

niedziela, 24 czerwca 2018

WODA, KTÓRA NIESIE CISZĘ - BRITTAINY C. CHERRY


Nasze życie składa się jedynie z chwil. Chwil krótkich, ulotnych, mijających w  błyskawicznym tempie, lecz zmieniających wszystko o sto osiemdziesiąt stopni. Chwil radosnych i bolesnych. Chwil odciskających niezatarte piętno, po których nic już nie jest takie samo, jak było przedtem. Składać się na nie może jedno zdarzenie którego byliśmy uczestnikiem, tylko dzięki temu, że znaleźliśmy w nieodpowiednim miejscu, o nieodpowiedniej porze. Jedno usłyszane zdanie, czy szept idący za nami przez resztę życia niczym cień. Rzeczy te są w stanie na zawsze  zniszczyć wszystko co kochaliśmy do tej pory, ale przede wszystkim zniszczyć nas samych.  W ułamku sekundy traci się poczucie własnej wartości i zapada w przejmującą ciszę trwającą latami. Zapominając, jak pięknie może zabrzmieć tłumiony od dawna głos ukochanej osoby, który gdy już wydostanie się, zabrzmi niczym cudowny śpiew słowika.
         O jednorazowych momentach, ułamkach sekund po których jedynym towarzyszem staje się wszechobecny lęk oraz woda dająca wolność i poczucie bezpieczeństwa; opowiada w trzeciej odsłonie Żywiołów Brittainy C. Cherry w Wodzie, która niesie ciszę.


Po śmierci matki, Maggie ze swoim ojcem przenoszą się do domu nowopoznanej przez niego  kobiety samotnie wychowującej trójkę dzieci. W  nowym miejscu dziewczynka poznaje przyjaciela swych przybranych braci, Brooksa. Zakochuje się w nim od pierwszego wejrzenia i od początku wie, że kiedyś zostanie jego żoną. Chłopak jednak robi wszystko, aby tylko pozbyć się natrętnej adoratorki. Gdy  w końcu zgadza się na spotkanie z nią w lesie, spóźnia się. Samotnie oczekując na „narzeczonego” staje się świadkiem wydarzenia, które na zawsze odmieni ją samą i jej życie. Nastolatka o mało nie padła ofiarą gwałtu i nie została zabita przez napastnika, tylko rozchodzący się po lesie głos chłopaka spłoszył oprawcę. Na skutek przeżytej traumy, Maggie zamyka się w domu i na wiele lat przestaje mówić.  Jedynie w ścianach własnego pokoju czuje się bezpiecznie, a nie odłącznymi towarzyszami stały się dla niej książki oraz  Brooks, będący kotwicą zdolną wyrwać  ją z mroków ciemności i lęku. Z czasem pod wpływem wspólnych rozmów zapisanych na tabliczce, wspólnych lektur i słuchanej muzyki; młodzi powoli  zaczynają zakochiwać się w sobie i zbliżać do siebie. Po wielu latach, ponownie zdarzy się chwila, która zmieni wszystko. Teraz Brooks przeżyje dramatyczną sytuację, po której będzie żył w poczuciu beznadziei i bezsensu. Jedynie pod wodą będzie czuł się bezpiecznie, tak jak kiedyś Maggie. W nowej sytuacji chcąc nieść pomoc przyjacielowi, dziewczyna musi zmierzyć się z własnymi demonami, by móc stać się dla niego kotwicą.

 

Brittainy C. Cherry opowiadająca niezwykłe historie miłosne ludzi, którzy pod wpływem różnych doświadczeń zatracili samych siebie, swoje marzenia i pragnienia; a jedyną przystań widzieli w ukochanej osobie zdolną wyrwać ich z przeżywanego piekła wspomnień; odwołała się do czterech żywiołów będących mottem i symbolem przewodnim jej opowieści. Po powietrzu i spalającym ogniu, przyszła pora na wodę niosącą ciszę . Ciszę, w której milkną złe głosy, natrętne wspomnienia i usłyszane słowa; ciszę dającą odpoczynek i wytchnienie od prześladujących demonów. To historia dwójki młodych ludzi wiodących szczęśliwe życie, otoczonych rodziną i przyjaciółmi, którzy w skutek jednej chwili zmienili się na zawsze. Wcześniej radośni i pełni optymizmu, uparcie dążący do realizacji własnych marzeń, stali się cisi i milczący. Zamknięci we własnych traumatycznych przeżyciach i przeżywających je każdego dnia, lecz nie zdolnych opowiedzieć o nich nikomu. Dla otoczenia stali się dziwadłami od których lepiej trzymać się z daleka. Odmówiono im prawa do szczęścia i akceptacji, a pod płaszczykiem obłudnego współczucia raniono ich jeszcze bardziej, pokazując, że dla „odmieńców” nie ma miejsca w „zdrowej” społeczności. Nikt przecież nie będzie chciał wiązać się z nimi, stąd lepiej trzymać ich w zamknięciu. Skrzywdzona w dzieciństwie dziewczyna pragnęła miłości i ciepła, a od najbliższych doznała bólu osądu, gorzkich słów i odrzucenia. Rodzina mająca nieść wsparcie; w pewnym momentach ją zawiodła i odwróciła się o niej. Nie wielu potrafiło rozumieć noszone przez nią latami cierpienie, uniemożliwiające prowadzenie normalnego życia i paraliżujący strach przed tym, co znajduje się za drzwiami pokoju. Paradoksalnie pragnąc nią chronić przed niebezpieczeństwem, zadawali nowe rany i sprawiali, że dawny dramat każdego dnia wracał na nowo.

Maggie i Brooks skrzywdzeni przez los pragnąc wzajemnej bliskości, spędzania wspólnie czasu, dzielenia się własnymi pasjami i przede wszystkim człowieka przy którym dopiero będą mogli poczuć się szczęśliwi; paradoksalnie odtrącali siebie nawzajem w trudnym doświadczeniu. Potrzebowali kotwicy wyrywającej z głębiny rozpaczy, jednak nie chcąc unieszczęśliwić przyjaciela uparcie ją odrzucali. Kochali się, budując dla tej drugiej osoby potrzebną jej przestrzeń do odnalezienia siebie na nowo, jednak nigdy nie potrafili pokochać samego siebie. Nie chcieli stać się dla ukochanej istoty ciężarem i przeszkodą w prowadzeniu udanego i spełnionego życia.  To ludzie zdolni porozumiewać się bez słów, opowiadający o noszonym lęku za pomocą zaznaczonych w książce karteczek z refleksją nad ważną dla nich literacką sceną czy przeczytanym zdaniem. Autorka pokazała w ten sposób niezwykłą wręcz terapeutyczną moc sztuki, mogącej dawać człowiekowi prawdziwą pociechę, stać się najbliższym i zawsze obecnym przyjacielem. To właśnie dzięki niej może zrodzić się prawdziwa oraz silna więź łącząca dwa samotne serca na zawsze ze sobą. Mimo dużej odległości zawsze mogą być blisko siebie, dzięki jednej wspólnie przeczytanej książce, czy usłyszanej piosence.


Po niezbyt udanym Ogniu, który ich spala Cherry stworzyła przejmującą i ponownie chwytającą za serce opowieść, o tych którzy na skutek jednej chwili stali się lokalnymi odmieńcami, doznającymi powszechnego ostracyzmu, nawet od tych, którzy winni stać po ich stronie. To historia o dręczących wyrzutach sumienia, nie pozwalających nieraz pokazać miłości drugiej osobie oraz opowiedzieć jej, jak ciężko jest z nimi żyć. Autorka w Wodzie, która niesie ciszę w oparciu o własne wspomnienie z dzieciństwa, pokazała, że życie składa się z chwil będących ich sumą. Jedno niefortunne zdarzenie, na wiele lat potrafi zamknąć człowieka w jego lęku i strachu przed ponownym zranieniem i czającym się za rogiem niebezpieczeństwem kontaktu z innymi. Tymi, którzy stają się prześladującym diabłem niszczącym nas od środka i niepozwalającym się uwolnić się od siebie. Tylko miłość i wiara we własną wartość, wiarę w wewnętrzną siłę zdolną pokonać wszystko, może uwolnić człowieka od uciszającego go głosu demona.


Dziś z pewnością towarzyszy mi cichy szept wody i złowrogiego ciii….


Polecam,

Moja ocena 7/10.
 
                                                       Źródło: Wydawnictwo Filia
 
 

piątek, 22 czerwca 2018

MROCZNY PIĄTEK: W DOMU - HARLAN COBEN


MROCZNY
PIĄTEK


W DOMU – HARLAN COBEN


Istnieją domy przeklęte, miejsca naznaczone tragedią żywą w umysłach mieszkańców, nawet po upływie wielu lat. To niemi świadkowie wydobywającego się z nich krzyku dziecka – ofiary przemocy i ludzi nie zważających na jego wiek, lecz zdolnych do najohydniejszych czynów. W ich ścianach do dziś słychać płacz i lament rodziców, nie mogących pogodzić się z utratą potomka, tym bardziej, że nie wiedzą nawet co z nim się stało, oraz czy w ogóle jeszcze żyje. Domy te na zawsze przestały przypominać bezpieczny bastion, a zmieniły się w miejsce nieprzerwanej udręki lokatorów, przeżywających w nich prawdziwy koszmar.

Harlan Coben w najnowszej powieści „W domu” stanowiącej kolejne spotkanie ze śledczym Myronem Bolitarem opowiada losy dwóch rodzin, których życie w przeciągu jednej chwili zmieniło się w piekło i  naznaczone zostało wzajemnymi oskarżeniami, pretensjami oraz wiecznym poczuciem winy.


Dziesięć lat temu z domu Nancy i Huntera Moore`ów zostają porwani dwaj, sześcioletni chłopcy, Patrick i Rhys. Pierwszy z nich był synem właścicieli. Obecnie na jednej z ulic Londynu Win, kuzyn matki Rhysa widzi chłopaka przypominającego Patricka. Gdy tylko próbuje zatrzymać go i dowiedzieć się o tym, co wydarzyło się przed laty, zostaje zaatakowany przez trzech mężczyzn. W obronie własnej zabija napastników, ale ślad spotkanego przypadkowo nastolatka znika bezpowrotnie. Nie będąc w stanie samodzielnie dotrzeć do rozwiązania bolesnej sprawy z przeszłości, prosi o pomoc przyjaciela Myrona Bolitara. Ma on przede wszystkim odnaleźć  drugiego zaginionego chłopca i ponownie namierzyć pierwszego z nich. Wraz poszukiwaniem kolejnych śladów mogących naprowadzić na trop Rhysa, mnoży się coraz więcej pytań.  A sam pokrzywdzony i jego rodzice nie mają najmniejszej ochoty wracać do tamtego zdarzenia i mówić o traumatycznym dla nich doświadczeniu. Rozpoczyna się gra w której nikomu już nie można ufać,  zarówno Patrick, jego matka i ojciec wydaje się, że umyślnie robią wszystko, aby prawda o tym co stało się z Rhysem nigdy nie ujrzała światła dziennego.


Harlan Coben stworzył pełen napięcia i niepokoju thriller, który raz elektryzuje nie pozwalając nawet na moment oderwać się od lektury, jednak po drugie wprowadzający niestety pewien chaos dotyczący miejsca rozgrywania się akcji, przez co momentami trudno jest połapać się w prowadzonej przez pisarza narracji. Zdecydowanie W domu, poruszaną tematyką wpisuje się w nurt problemu handlu żywym towarem, który co pewien czas obecny jest w mediach. Ostatnimi laty pojawia się mnóstwo tytułów opowiadających o molestowaniu i wykorzystywaniu nieletnich, jednak najnowsza powieść mistrza thrillera psychologicznego robi to w zupełnie inny sposób, zrywając poniekąd z występującymi schematami. Pojawia się nie tylko kwestia samej pedofilii, lecz zostaje ona rozszerzona o wątki znęcania się psychicznego i fizycznego nad małolatami, czy zastraszania ich. Obserwujemy hierarchię panującą w grupach przestępczych i rządzące w nich prawo silniejszego, jak również samej kwestii prostytuowania się nastolatków, w tym  prostytucji homoseksualnej. Coben odsłania przed nami całą machinę roztaczającą nad własnymi członkami potężny parasol kontroli, a każdy kto spróbuje zaszkodzić interesom bossów gangu, musi liczyć się z poważnymi konsekwencjami. Dzięki temu książka ta niepokoi, wyrywa czytelnika z jego dobrego samopoczucia i zmusza do większej uwagi i reagowania na to, co dzieje się w miejskich parkach, miejscach nieco odludnych. Wydobywa się z niej strach przed tym co obce, przed ludźmi zadającymi zbyt dużo kłopotliwych pytań i przed samymi „strażnikami” ich pracy, gotowymi ukarać zarówno niesubordynowanego „pracownika”, jak i niewygodnego klienta. W świecie tym słabszy z góry skazany zostaje na bicie i znoszenia upokorzenia ze strony alfonsów, zaś jedyną bronią mogącą ich uratować przed tym są sprawne pięści i imponująca muskulatura.

Poruszając te kwestie W domu przeraża swym okrucieństwem, ale to co najbardziej straszy jest przekonanie, że historia ta mogła wydarzyć się naprawdę i trudno jest wpisać ją tylko w ramy literackiej fikcji. W opublikowanym w 2017 roku raporcie National Crime Agency ujawniono, że handel żywym towarem i zmuszanie do niewolnictwa ma miejsce w każdym dużym mieście Wielkiej Brytanii. Najmłodsze dzieci zmuszone do prostytucji są w wieku 12 lat.

Jeżeli do tego dołożymy problemy rodzinne rodziców Rhysa i Patricka, skrywane przez nich skrzętnie przed światem sekrety: zdrady, przemoc domową; otrzymujemy świetnie skonstruowany thriller rozgrywający się wielopłaszczyznowo, a wydobywające się z niego zło przez posiadaną realność przeraża i paraliżuje czytelnika przez wiele godzin.

W domu zachwyca także swoją amerykańskością. Rysuje przed nami życie przeciętnych Amerykanów, ich rozrywki z wrestlingiem i miłością do koszykówki na czele. Widzimy zwykłych ludzi, spotykanych na ulicach miast i wiosek każdego dnia,  z ich rozterkami i dylematami. Z ich pragnieniami i lękami. Znajduje się tu zarówno młodzież i dorośli, a autor konsekwentnie odsłania przed nami ich świat.

 Mimo tych blasków, najnowsza powieść Harlana Cobena posiada niestety i poważne cienie. Jednym z nich jest bardzo częste zmienianie przez pisarza miejsca akcji, z londyńskiej ulicy szybko trafiamy na Manhattan, a nawet do Rzymu. Kończąc jeden rozdział, dosłownie za moment znajdujemy się w zupełnie innej szerokości geograficznej i śledzimy nowy wątek, aby za kilkanaście stron powrócić do urwanej kwestii. Mając w pamięci doskonałą konstrukcję  Już mnie nie oszukasz, W domu pod tym względem stanowiło dla mnie wielkie rozczarowanie.

Nie sposób nie wspomnieć o samym zakończeniu, które stanowi istną petardę. Jest ono kompletnie nieprzewidywalne i wbijające w fotel. Jednym słowem sprawia, że jeszcze po skończonej lekturze macie powieść w głowie, zmusza ono do pewnej refleksji i pokazuje, jak obserwowana przez lata przemoc na zawsze jest w stanie zniszczyć psychikę młodego człowieka, a wyrządzone raz zło zawsze wróci z powrotem. Odsłania wszystko to, co dzieje się w domowym zaciszu i sprawiające, że rodzinny dom przestaje być dla dziecka miejscem bezpiecznym, a staje się wrogim i takim od którego woli się uciec.


Harlan Coben  W domu stworzył powieść wielopłaszczyznową poruszającą bardzo wiele trudnych dla odbiorców tematów, od których stara się odwrócić swój wzrok. Wyostrza ona zmysły i zmusza do większej czujności wobec tego, czego jesteśmy świadkami. Cichego płaczu skrzywdzonego dziecka wydobywającego się za ściany, za krzaka, czy wzroku przerażonego nastolatka spotkanego na ulicy. Autor mimo, że porusza w nim kwestie krzywdy wyrządzonej najsłabszemu, to jednak nie przekracza granic dobrego smaku. Stworzył powieść, która niepokoi i przeraża, oraz długo jeszcze nie pozwoli o sobie zapomnieć. I mimo posiadania pewnego chaosu w samej fabule, to jednak potrafi zachwycić i trzymać w napięciu do samego końca. Mam wrażenie, że Myron Bolitar i jego bratanek Mickey jeszcze do nas wrócą.


Polecam

Moja ocena 8/10


                                                              Źródło: Wydawnictwo Albatros

 

niedziela, 17 czerwca 2018

OSTATNI LIST OD KOCHANKA - JOJO MOYES


Jeszcze nie tak dawno, zanim nastała era smsów i maili, listy były jedynym nośnikiem wszystkiego tego, co działo się w życiu nadawcy i z czym chciał się podzielić z adresatem, oraz opowiadano w nich o wszystkim, co w duszy grało. Przy ich pomocy wymieniano się myślami, poglądami na wszelakie tematy, mówiły o uczuciach i przeżywanych przez autora stanach emocjonalnych. Stanowiły ludzką egzystencję zaklętą w słowach. Zawierały wyznania i prośby, relację z ostatnich dni – stąd poza faktami biograficznymi, zawierają kopalnie wiedzy o czasach w których powstały, będąc doskonałym odzwierciedleniem życia ludzi tamtej epoki. Są świadkami dawno minionych lat, i nawet gdy od dawna znajdują się w domowych skrytkach, archiwach i zdążyły narosnąć kurzem, to w chwili, gdy pozwala im się dojść do głosu, roztaczają wokół siebie swoistą magię i nostalgię. Szczególnie moc taką ma  korespondencja miłosna. Potrafiąca do dziś wzruszać czytelnika i stanowić wspaniałą, zapierająca dech w piersiach lekturę. W wielu rodzinach są bezcenną pamiątką po tych co odeszli, starannie przechowywaną i przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Dla innych zaś stanowią kopalnię życiowej mądrości, pokazującą wyjście z każdego impasu. Mimo, że pisane były w czasach różniących się od naszych mentalnością, obyczajowością czy sposobem postrzegania świata; nieustannie przekazują uniwersalną prawdę i rady zawsze aktualne.
         Brytyjska powieściopisarka, Jojo Moyes w Ostatnim liście od kochanka sięgając po zapomnianą współcześnie sztukę epistolarną, wykorzystuje fragmenty autentycznych listów, opowiadając w ten sposób niezwykłą historię kochanków żyjących w różnych okresach dziejowych, lecz przeżywających podobne dylematy.


Ellie i Jennifer mimo dzielącej je różnicy kilkudziesięciu lat posiadają ze sobą wiele wspólnego.  Obie rozpaczliwie pragną miłości i zakochały się w żonatych mężczyznach.  O ile pierwsza z nich jest osobą niezależną i pracuje w poczytnej londyńskiej gazecie, to druga – stłamszoną przez męża tyrana żoną.  Ellie szukając inspiracji do napisania artykułu, natyka się w zbiorach bibliotecznych redakcji, na stary list sprzed czterdziestu lat. Koniecznie chce dowiedzieć się, kto go napisał i do kogo był adresowany. To właśnie w tym momencie odsłania się przed nią dramatyczna historia Jennifer Stirling i dziennikarza Harrego O `Hare, zmuszająca ją do przewartościowania własnego życia. Ellie bowiem od dawna spotyka się z żonatym mężczyzną i bezskutecznie do tej pory czekała na wypowiedziane przez niego słowa: jestem wolny.  Poznając Jenny i jej odważną walkę o własne szczęście, sama zacznie zastanawiać się nad przyszłością własnego związku.


Dwie historie, dwie opowieści o dwóch pozornie tylko różnych kobietach,  splecione ze sobą w nierozerwalnym uścisku. Bohaterką pierwszej jest Ellie Haworth, która jeszcze nie tak dawno dzięki własnej ambicji potrafiła ulokować się w gronie najlepszych pracowników „Nation”, obecnie na skutek trapiących ją sercowych problemów jest jedynie cieniem samej siebie. Nie mająca zbyt wielu powodów do radości. Problemy w pracy z powodu wrednej szefowej, skończona dawno trzydziestka i  prowadzenie życia singielki beznadziejnie  zakochanej w żonatym mężczyźnie.
Druga zaś, Jennifer Stirling żyje w czasach, w których rozwód uchodzi za skandal, a romans z zamężną kobietą za obrazę dobrych obyczajów. W czasach jej młodości dominowała  pruderyjna moralność mająca wiele do powiedzenia, a osąd społeczny potrafił w przeciągu jednej sekundy zniszczyć na zawsze czyjeś życie. Od lat tkwi w małżeństwie bez miłości. Jej mąż jest bogatym i wpływowym biznesmenem, nie stroniącym od towarzystwa pięknych dam. W domu i pracy zaś z uwodzicielskiego dżentelmena, zmienia się w  tyrana żądającego bezwzględnego posłuszeństwa. Dopiero z poznaniem angielskiego dziennikarza, bawidamka i uwodziciela,  szare i wypełnione pustymi błyskotkami życie pani domu zmienia się radykalnie. Utrzymują  ze sobą bliskie relacje, a on wysyła do niej kolejne listy opisujące wszystko, to co do niej czuje. Są one pełne uczucia, ciepła, namiętności i tęsknoty za byciem razem oraz końcem ukrywania ich miłości.  Dzięki zachowanej korespondencji, historia nieszczęśliwych kochanków, na nowo wraca do życia  stając się  kanwą do napisania artykułu, mającego wywindować pannę Haworth na szczyt redakcyjnej hierarchii. Dopiero coraz bardziej zgłębiając się w stare listy, redaktorka dostrzeże, jak wiele wspólnego łączy ją ze Stirling.


Ostatni list od kochanka ma akcję rozgrywającą się dwutorowo. Rozpoczyna się współcześnie w XXI wieku, aby później na dłużej przenieść nas do roku 1960-1964 i w ostatniej części na powrót powrócić do dzisiejszych czasów. Na przestrzeni tych lat obserwujemy wszystko, to co dzieje się w życiu bohaterek. Poznajemy otaczających ich ludzi, towarzyszące im wspomnienia, emocje i pragnienia. Wchodzimy do najbardziej skrytych zakątków ich duszy, dzięki czemu czytelnik ma szansę zaprzyjaźnić się z nimi, i jak to u Moyes bywa – również poniekąd zobaczyć własne życie z perspektywy tych dwóch kobiet. Ludzie Jojo nie są landrynkowymi postaciami, lecz pełnokrwistymi bohaterami. Kochają i nienawidzą, podejmują kontrowersyjne decyzje, widzi się ich zachowanie z różnych stron i dokładnie zna  motywy ich postępowania; dzięki czemu bez trudu można w nich odnaleźć samego siebie. To ludzie mijani każdego dnia na ulicy, u fryzjera, w pracy i w sklepie.  Dzięki temu właśnie proza angielskiej pisarki, jest zawsze bardzo blisko realnego życia, a opowiadane przez nią historia potrafi wzruszyć do głębi. Oczywiście bohaterów tych, można lubić bądź nienawidzić i nawet czarne charaktery są u niej niezwykle wyraziste. Dzięki czemu dostarcza  inteligentnej rozrywki, podczas której musimy poniekąd spojrzeć na samych siebie. U Moyes bowiem żaden wybór nie jest jednoznaczny i prosty, lecz niesie ze sobą całe mnóstwo różnych wątpliwości i rozterek natury moralnej. Brytyjka nie moralizuje oraz nie poucza, pokazuje życie wielokolorowe. Raz z jasnymi barwami, a raz nieco okraszone szarością.


Jojo Moyes stworzyła powieść pokazującą miłość przeklętą, miłość zakazaną. Taką, która zamiast szczęścia niesie ze sobą łzy, cierpienie i pustkę towarzyszącą nieustannie bohaterom. Mimo tego, właśnie to uczucie staje się u nich siłą napędową pozwalającą stawić czoło największym przeciwnościom losu, podjąć decyzję o zerwaniu z dotychczasowym stylem życia i zawalczyć o własne prawo do szczęścia. Ostatni list od kochanka nie jest przesłodzonym i mało rzeczywistym romansem, lecz prozą bardzo dojrzałą. Poruszającą ważny dla wielu temat, co jest ważniejsze: tkwienie w nieszczęśliwym i upokarzającym związku, czy porzucenie rodziny i własnej bezpiecznej przystani, na rzecz prawdziwego uczucia. Przytaczane w książce fragmenty listów, stanowią wstęp do kolejnych rozdziałów, nadając powieści dodatkowego realizmu i pewnej nostalgii. To właśnie z nich utkana zostaje jedna niezwykle chwytająca za serce opowieść, nie pozwalająca o sobie zapomnieć jeszcze długo po przeczytaniu.


Polecam,

Moja ocena 8/10
 
                                                      Źródło: Wydawnictwo Znak

piątek, 15 czerwca 2018

MROCZNY PIĄTEK: WIĘKSZOŚĆ BEZWZGLĘDNA - REMIGIUSZ MRÓZ


MROCZNY
PIĄTEK


WIĘKSZOŚĆ BEZWZGLĘDNA – REMIGIUSZ MRÓZ

Z popularnymi pisarzami, jest poniekąd jak z jedzeniem. Ci co ich lubią, nawet bez specjalnej zachęty będą sięgać po nich, niczym po ulubioną potrawę; podczas gdy drudzy nie dadzą się przekonać za nic na świecie. Mam wrażenie, że zasada ta obowiązuje również złote dziecko polskiej kryminalistyki, Remigiusza Mroza. Przez lata ukształtowało się wierne grono wielbicieli wyczekujących jego najnowszych powieści, zaś hejterów nawet najbardziej pozytywna recenzja nie przekona.
Większość bezwzględna stanowiąca drugi tom W kręgach władzy nie zalicza się do wyjątku od reguły. Mimo, że jest to – jak wspomniałem przy Wotum nieufności, najambitniejszy projekt Mroza. Trochę podchodziłem do niego nieufnie z powodu wielkiej marketingowej machiny wprawionej w ruch przez wydawnictwo. Zawsze boję się wówczas, czy  nie spotka mnie nie miłe rozczarowanie. Zazwyczaj mija sporo czasu, zanim ostatecznie sam sięgnę po te pozycje. Nie ukrywam kierowany czystą ciekawością. A jak wygląda to w przypadku Większości bezwzględnej? Przekonajcie się sami.
 

W Polsce niebawem ma odbyć się międzynarodowy szczyt z udziałem światowych przywódców. Niedługo przed tym wydarzeniem służby bezpieczeństwa informują o planowanym podczas jego trwania ataku terrorystycznym. Nowo wybrany prezydent nie bagatelizuje tych informacji, jednak sensacje te traktuje ostrożnie – zwłaszcza, że wiadomość pochodzi od rosyjskich służb wywiadowczych. Pamiętając nie dawne wydarzenie związane z Igorem Ziarnikiem oraz, że w związku z nim Rosja  jawi się  jako przeciwnik, a nie sojusznik;  przypuszcza, że może to być próba zdyskredytowania Warszawy na arenie międzynarodowej. W dodatku, osoba z jego najbliższego otoczenia wyraźnie robi wszystko, żeby sabotować całe wydarzenie.  W sytuacji, gdy Polska staje na krawędzi chaosu, a zwalczające się dotychczas ugrupowania UR i PDP ponownie staną do walki, na scenie pojawia się trzeci gracz wyznający zasadę Winstona Churchilla, jakoby żaden porządny kryzy nie mógł się zmarnować. I to on jako osoba niezwiązana dotąd z polityką i znana ze swoich kontrowersyjnych wystąpień może mieć największe szanse zdobycia poparcia Polaków. Cała sytuacja, zmusi niedawnych rywali, Seydę i Hauera do połączenia sił. Pytanie tylko, na ile ten egzotyczny sojusz jest prawdziwy, a na ile próbą okpienia przeciwnika.


Czytając Większość bezwzględną i zestawiając ją z Inwigilacją i Oskarżeniem, mam nieodparte wrażenie, jakoby pisząc nowy cykl W kręgach władzy Remigiusz Mróz przeniósł swój polityczny pazur do świata Joanny Chyłki i Kordiana Oryńskiego, przez co obie serie zaczynają w naturalny sposób się uzupełniać. W pierwszym mamy do czynienie z wielką polityką i technikami manipulowania wyborcami, jednym słowem wszystko to, co zalicza się do PR – u polityka; w drugim schodzimy do poziomu zwykłych obywateli i wpływu , jaki polityka może mieć  na życie przeciętnego Kowalskiego, który oby nigdy nie musiał korzystać usług pani adwokat z Żelaznego & McVay. Zabieg ten osobiście bardzo mi się podoba, chociaż nie emocjonuje się i nie śledzę zbytnio najnowszych medialnych doniesień.

Jednak  powieść ta, nieco różni się od poprzednika. O ile w Wotum nieufności wielokrotnie pojawiały się odniesienia do najnowszych wówczas wydarzeń, to tym razem ich przywoływania jest zdecydowanie mniej. I nawet, że zabrałem się za nią kilka miesięcy po premierze, nie wpływa na mój odbiór książki. Nie mam zamiaru roztrząsać tej kwestii w kategorii dobrze bądź źle, mnie osobiście nie przeszkadzało to w odbiorze - chociaż miałem nadzieję, że ponownie autor w naturalny sposób połączy aktualne doniesienia medialne z literacką fikcją. Tego co stanowiło niewątpliwy plus pierwszej części zabrakło w drugiej.

Takich niespodzianek jest zdecydowanie więcej. W zakończeniu Wotum nieufności Remigiusz Mróz rozstawił pionki na szachownicy i mogło się wydawać, że już wiemy kto po czyjej stronie stoi. Czy zalicza się do czarnych, czy do białych figur – przy czym o każdych z nich trudno mówić jako dobrych lub złych charakterach historii. Każda bowiem z nich ma swoje grzeszki na sumieniu. W drugim tomie dochodzi w pewnym momencie do istnego przetasowania kolorów. Zastosowanej w powieści kombinacji i prób budowania sojuszów z dawnym wrogiem, trudno byłoby się spodziewać. Tak, pisarz z Opola ponownie potrafi doskonale zaskoczyć czytelnika i za jednym machnięciem piórem zniszczyć wszelkie jego wyobrażenia. Zabieg ten dodał całości mocnych rumieńców.  Atmosfera napięcia i przeczucie, że za moment jedna sensacja z życia Patryka i Darii może zniszczyć z trudem budowane zaufanie wyborców, towarzyszy przez całą powieść. Poczucie zagrożenia jest wszechobecne i wszystkie małe zwycięstwa Seydy i Hauera mogą okazać się jedynie pyrrusowym zwycięstwem. Mają do pokonania prawdziwie groźnego wroga w osobie premiera Chronowskiego, który nawet na moment nie pozwoli zapomnieć pani prezydent, kto w tej grze pociąga za sznurki. Ponownie wyciągnie on sprawę nocy, jaką jeszcze jako marszałek Sejmu spędziła w hotelu i zobaczymy, jak bardzo może być ona niebezpieczna nie tylko dla kariery prezydenta, ale również nieodwołalnie zniszczyć życie jej córce. Podobnych zawirowań jest zdecydowanie więcej. Autor umiejętnie bowiem połączył wątek polityczny skupiony na grze wyborczej prowadzonej na Wiejskiej z mającym się odbyć szczytem i zagrożeniem terrorystycznym; z życiem prywatnym bohaterów, nie tylko pary głównych graczy Darii i Patryka – którzy nie wiem, czemu ale coraz bardziej przypominają mi duet Zordon – Chyłka,  ale również samego zamachowca. Obserwujemy jego wcześniejszą egzystencję, wchodzimy w chory i spaczony umysł. Szczególnie w tym ostatnim przypadku można czuć ciarki na skórze, jak skutecznie wpajana przez terrorystów ideologia jest w stanie zmienić człowieka, robiąc z niego machinę do zabijania niewinnych ludzi.


O ile w pierwszej części sama akcja rozwijała się stosunkowo powoli, najpierw było mocne bum, aby potem na paręset stron zahamować i dopiero potem znów zyskać rozpęd; to w Większości bezwzględnej jest utrzymana na podobnym poziomie. Od początku pojawia się mocny akcent, wokół którego wszystko toczy się w dalszej partii książki, kolejne zaś wydarzenia potęgują poczucie powiększającego się napięcia. Pełno jest politycznych gier i sejmowej arytmetyki prowadzonej w kuluarach, a co pewien czas autor dostarcza kolejnych dawek adrenaliny po których wszystko, to co do tej pory śledziliśmy, może w jednej chwili przestać istnieć i mieć jakiekolwiek znaczenie.


Większość bezwzględna na pewno nie zaliczy się do typowych powieści Remigiusza Mroza, które można pochłonąć przez jedną bądź dwie noce. Wymaga ona nieco więcej czasu, żeby spokojnie wejść i zgłębić wszystkie zachodzące w niej przetasowania i zmiany układów sił, która raz waha się na korzyść pary Hauer – Seyda, a raz na korzyść premiera. Z całą pewnością podwyższa ona poziom postawiony przez Wotum nieufności i obecnie po Chyłce, W kręgach władzy wpisuje się do moich ulubionych cykli Remigiusza Mroza. Chociaż zasłużenie autor zbiera z nią prztyczek w nos za wykorzystywanie znanych już schematów. Zamach terrorystyczny i postać psychopatycznego zamachowca pojawia się już po raz trzeci, a samo zakończenie do złudzenia przypomina finał Inwigilacji. Oczywiście wprawia czytelnika w osłupienie, jest bardzo trudny do zaakceptowania i z całą pewnością nic już po nim nie będzie takie, jak wcześniej. Jednak to wszystko już było. Autorze czekam na coś nowego i mam nadzieję, że zapowiedziana Władza absolutna zaskoczy mnie czymś kompletnie nowym. Na koniec tylko pragnę podziękować za przeplatanie mrozowego świata, w Większości bezwzględnej nie brakuje przywołania moich ulubionych prawników z warszawskiej kancelarii i postaci słynnego behawiorysty, Gerarda Edlinga.  


Polecam,

Moja ocena 7/10