niedziela, 5 sierpnia 2018

#3 SKANDYNAWSKI WEEKEND: MITOLOGIA NORDYCKA - NEIL GAIMAN


         Kiedy popularny pisarz zabiera się za opowiedzenie dawnych mitów i wierzeń, wywodzących się z kultury silnie wpływającej na współczesną sztukę; istnieje niebezpieczeństwo poddania się historii bez reszty, przeniknięcia nią  tak mocno, że jakakolwiek selekcja i pokazanie tego, co jest jej wyznacznikiem, stanowi o jej duszy i sercu, okaże się całkowicie niemożliwe i karkołomnym zadaniem. Z drugiej strony autor może skupić się tylko na swoich ulubionych opowiadaniach, pomijając znów inne nie mniej istotne. Każda starożytna opowieść o nieśmiertelnych bogach chętnie ingerujących w ludzką egzystencję, ma własny kontekst, własną mądrość i uniwersalne przesłanie, powstała w konkretnych okolicznościach, a przede wszystkim stanowi sama w sobie zamkniętą całość.  Znalezienie zatem wspólnego mianownika dla wszystkich mitów stanowi nie lada sztukę. Zwłaszcza, że cywilizacja nordycka, podobnie jak grecko-rzymska, do dziś silnie oddziaływuje na współczesną kulturę i popkulturę. Z jednej strony czerpią z niej twórcy filmu i autorzy poczytnych powieści, z drugiej natomiast codziennie i na każdym kroku widać jej wpływ, choćby w potocznej mowie. Wystarczy wymienić powiedzenia typu: odynowy dar czy łzy Frei na określenie złota, aby zobaczyć, że bohaterowie tych opowieści żyją po dziś dzień.  
         Biorąc pod uwagę powyższe aspekty, widać jak trudny a zarazem ambitny cel  postawił sobie Neil Gaiman w Mitologii nordyckiej. Przywołuje on liczne historie o skandynawskich bogach, z których sam niejednokrotnie czerpał inspirację do swoich książek, teraz postanowił podzielić się z czytelnikiem wszystkim tym, co dla niego samego było ważne i pobudzało jego wyobraźnię.


         Mitologia nordycka obejmowała swym zasięgiem tereny dzisiejszej Skandynawii, północnej Anglii, Szkocję i Irlandię. Stało się tak, dzięki podbojom Wikingów przenoszących swe wierzenia właśnie na podbite tereny. W języku angielskim ich ślady pozostały do dziś, między innymi w nazewnictwie dni tygodnia: Wednesday, Thursday, Friday odwołujących się do imion bogów Tyra, Thora, Odyna czy Frigg będącej władczynią bogów i żoną Odyna.
            Odyn  to ojciec bogów.  Jego dziećmi byli między innymi:  Thor – bóg gromów, Tyr- bóg wojny, Balder czy Widar- milczący bóg, na którym zawsze można polegać. Podobnie do  władcy Olimpu z mitologii greckiej, Wszechojciec posiada  dwór znajdujący się w Asgardzie, to tam miały miejsce liczne  intrygi, walka o władzę i wydarzenia, w których to Odyn  niejednokrotnie zmuszony został wziąć udział.  Innymi bohaterami tych wydarzeń niejednokrotnie były jego córki i synowie, często zmagający się z odynowym bratem krwi, podstępnym i zdradzieckim, Lokim. Nordyckie bóstwa są przebiegłe, okrutne, poddające się często  własnym pragnieniom i gardzące światem śmiertelników. Intrygują oraz bezustannie walczą ze sobą, przez co absolutnie niczym nie różnią się od swych „kolegów z basenu Morza Śródziemnego”.  Tym samym podczas lektury książki dowiadujemy się w jaki sposób powstał świat, zrodziła się rodzina asgardzkich bogów,  powstała ludzkość na Ziemi, jak narodziła się poezja chwytająca swym pięknem za serca, ale wraz z nią wyłoniły się także tzw. złe wiersze, czy wreszcie czym jest tęcza, oraz jak będzie wyglądała wojna między mieszkańcami Asgardu a potomkami Lokiego doprowadzająca do zniszczenia wszystkiego tego, co znamy i podczas niej zginą również sami bogowie. Ze zgliszczy wyłonią się nowi bogowie, jak również na nowo powstanie świat.


            Mitologia nordycka stanowi moje pierwsze spotkanie z twórczością Neila Gaimana i na pewno zaliczyć mogę je do bardziej udanych. Przede wszystkim ujął mnie niezwykłą umiejętnością, pozwalającą w ciekawy sposób opowiadać dzieje nieśmiertelnych panów tamtych terenów. Podania te można czytać przez wiele godzin, mając wrażenie, jakbyśmy słuchali ich z ust znakomitego gawędziarza.  Jego historie o nordyckich bóstwach idealnie nadają się do lektury podczas  gwiaździstej nocy, przy ognisku w którego blasku na nowo odżyją przekazy o silnym Thorze, przebiegłym Lokim czy pięknej bogini Frei. Każde  z tych opowiadań  jest krótkie, zwięzłe i nie ma w nim miejsca na zbędne gadulstwo. Ponadto sama akcja jest dynamiczna, sprawiając, że mamy wrażenie jakbyśmy czytali świetnie napisaną powieść, a nie starodawną legendę. Wszystkie mity zostały ułożone w kolejności, w której jedno opowiadanie jest poniekąd logiczną kontynuacją swojego poprzednika. Autor rozpoczyna swoją historię o mieszkańcach Asgardu od przytoczenia okoliczności w których zrodził się znany nam świat,  następnie przedstawia zdarzenia doprowadzające do zdobycia przez bogów własnych, nieodłącznych dla nich atrybutów, na przykład:  młota przez  Thora  włócznię i bransolety przez Odyna, czy dzika który stał się własnością Freira. Nie zapomina również wspomnieć nie tylko o tym, co stanowiło ich siłę, ale również przysłowiową „piętę achillesową”. Tak, tak każdy z herosów miał swoje słabe strony. Nie był od tego wolny nawet sam Odyn, który  miał tylko jedno oko; a jego syn Tyr - tylko jedną rękę. Z jego przekazu wyłaniają się postacie bogów, którzy są podobni do ludzi.  Kochają i nienawidzą, są ambitni, żądni władzy, podstępni, egoistyczni i zdeterminowani w dążeniu do zdobycia tego czego chcą i pragną. Zamknięciem tych wierzeń jest Ragnarӧk czyli kres bogów i ich ostateczna walka doprowadzająca do zniszczenia wszelkiego życia na Ziemi. 


Mitologia nordycka pokazuje niezwykły kunszt pisarski Gaimana, który z zachowanych do naszych czasów licznych podań mogących same w sobie stanowić zamkniętą całość, potrafił stworzyć przepiękną i trzymającą w napięciu opowieść. Sam natomiast  zachowuje neutralność, nie dając się wciągnąć w  świat nordyckiego bóstwa, a tym samym wyrazić własnych towarzyszących mu emocji. Nie ocenia bohaterów, lecz do odzwierciedlenia ich sylwetki używa określeń funkcjonujących w kulturze. Przez co ponownie zdobył moje uznanie, ponieważ wielokrotnie czerpiąc z tych mitycznych opowiadań inspirację pisarską, obcując z nimi niemal każdego dnia, łatwo jest przejść z roli komentatora – gawędziarza, w rolę sędziego.


            Mitologia nordycka to kolejna książka tego amerykańskiego pisarza, która po prostu skazana jest na sukces. Zwłaszcza, gdy uzmysłowimy sobie wpływy  Asgardu na współczesną popkulturę. Któż z nas nie słyszał o krasnoludach, olbrzymach czy elfach obecnych chociażby w twórczości Tolkiena czy Georga Martina. Ponadto doskonale tłumaczy zarówno surowy krajobraz i klimat Skandynawii, szczególnie  wszechobecne zimno,  miłość do życiodajnego słońca, oświetlającego ciemności nocy – księżyca, czy zapierających dech w piersiach gór i fiordów. Tłumaczą one występujące na tym terenie zjawiska geograficzne, takie jak trzęsienia ziemi. Wszystko to sprawia, że podróż po świecie podań nordyckich nie tylko mija w zawrotnym tempie, lecz również jest wspaniałą lekturą nadająca się do sięgnięcia po ciężkim dniu pracy,  doskonałą okazją do  poznania wierzeń, które z jednej  strony przeminęły, z drugiej zaś są wciąż obecne i żywe.


Polecam.
Moja ocena 8/10.
 
                                                   Źródło: Wydawnictwo Mag.

sobota, 4 sierpnia 2018

#2 SKANDYNAWSKI WEEKEND: HELIKOPTER - JONAS BONNIER, CZYLI OPOWIEŚĆ O NAJWIĘKSZEJ KRADZIEŻY W HISTORII SZWECJI.


Są wydarzenia, o których mówi cały świat i które potrafią na wiele dni  przykuć uwagę opinii publicznej, śledzącej wszelkiej maści następne doniesienia w ich sprawie. Do tego typu zdarzeń z całą pewnością zalicza się najbardziej zuchwały napad na firmę ochroniarską w Sztokholmie, zajmującą się konwojem gotówki. Zaraz po nim zawrzały media na całym świecie. Dziennikarze prześcigali się, aby zdobyć kolejne gorące newsy i bacznie obserwowali pracę policji, a kradzież ta bez dyskusyjnie stała się tematem numer jeden w szwedzkich serwisach informacyjnych.
         Jonas Bonnier dotarł do najbardziej poszukiwanych złodziei na świecie, do materiałów i licznych dokumentów rzucających światło, na to co wydarzyło się pamiętnego wrześniowego poranka i co na trwałe zapisało się historii kryminalistyki. Helikopter Jonasa Bonniera nie stanowi bowiem literackiej fikcji, lecz z niezwykłą dokładnością odsłania kulisy skoku stulecia.


22 września 2009 roku o godzinie 5:15 na dachu najbardziej strzeżonego budynku w Sztokholmie, posiadającego zabezpieczenia  nie do pokonania, wylądował helikopter. Z siedziby G4S, firmy zajmującej się konwojem gotówki skradziono w przeciągu dwudziestu minut 35 milionów koron szwedzkich, czyli około 17 milionów złotych.  Pieniędzy tych nigdy nie odnaleziono. Twierdza mająca być nie do sforsowania pokazała swój słaby punkt, okazał się nim szklany dach w kształcie piramidy i pomieszczenie znajdujące się tuż pod nim. Stamtąd właśnie trafiały miliony do skarbca znajdującego się pod ziemią. Czterech śmiałków wybijając się szybę, przedostało się do najważniejszego pokoju firmy, wyniosło z niego całą gotówkę i uciekło helikopterem, przy całkowitej bierności policji. Z dnia na dzień trafili oni na pierwsze strony gazet całego świata, wyrastając na nieuchwytnych herosów.


Przez wiele lat kradzież ta pozostawała nierozwiązaną zagadką, jednak jak to zawsze bywa znalazł się ktoś, kto postanowił ją rozwiązać. Jest nim Jonas Bonnier, do niedawna zarządzający koncernem medialnym Bonnier AB. Z relacji mężczyzn biorących udział w napadzie poznał wiele szczegółów dotyczących tej historii, misternie układane przez nich od wielu miesięcy plany dotyczące organizacji kradzieży. Tutaj nie było absolutnie miejsca na jakąkolwiek pomyłkę. Wszystko zostało przygotowane z największą starannością: obliczono potrzebny czas na wyniesienie gotówki, zanim na miejsce zdarzenia dotrze policja; zaplanowano sposób opóźnienia dotarcia do G4S policyjnych samochodów; poszukiwano doświadczonego pilota helikoptera; oraz przede wszystkim dołożono wszelkich starań, aby dzień napadu – który próbowała poznać policja był nieznany. Autor dzięki wielogodzinnym rozmowom napisał powieść, która nie tylko pokazuje samo zdarzenie, ale przede wszystkim skupił się na tym wszystkim, co działo się przez ostatnie miesiące poprzedzające napad oraz wydarzenia mające miejsce już po 22 września. Dzień 22 i 23 września oddany zostały  z kronikarska dokładnością  minuta po minucie. Z relacji pisarza nie tylko poznajemy co w tym czasie robili sami złodzieje, ale również podejmowane przez policję, czy pracowników firmy działania w chwili, gdy dowiedzieli się o włamaniu. Sama akcja Helikoptera stanowi idealny wręcz scenariusz filmowy, nic więc dziwnego, że Netflix w lipcu rozpoczął pracę nad ekranizacją powieści, a jedną z głównych ról zagra Jake Gyllenhal.  Napięcie rośnie tu dosłownie z każdą stroną, nie pozwalając ani na moment oderwać się od lektury. Czytelnik stopniowo poznaje zarówno samą czwórkę mężczyzn biorących udział w kradzieży: ich  historie i wcześniejsze doświadczenia z prawem,  rodzinę, problemy osobiste oraz rozterki moralne, z jakimi przyszło im żyć przed i po napadzie. Ze stron książki poznajemy ponadto historię szwedzkich stróżów prawa, a zwłaszcza Caroline Thurn – której postać nie jest mniej intersująca od sylwetek głównych bohaterów historii, jak również inną  kobietę, która odegrała istotna rolę w tym wydarzeniu, była nią Alexandra Svensson, pracownica G4S, która pomogła przestępcom zorganizować „napad życia”. Z powieści również dowiadujemy się o motywacji, jaka przyświecała czwórce mężczyzn, łączących ich wzajemnych powiązaniach, nieufności w stosunku do drugiego partnera, ale przede wszystkim zwykłych ludzi próbujących na swój sposób ułożyć sobie życie.


Helikopter to jedna z tych pozycji które potrafią bez reszty oczarować czytelnika. Wyłaniają się z niego nie tylko same kulisy skoku stulecia, ale nie mniej interesujący obraz szwedzkiego społeczeństwa, będącego w pewnym sensie tyglem kulturowo-narodowym. Spotykamy się z ludźmi o różnym pochodzeniu: z bałkańskim biznesmenem, serbskim muzułmaninem popadającym, co pewien czas w konflikt z prawem itp. Natomiast, to co uderzyło mnie najbardziej, to pokazanie przez Bonniera Szwecji kierującej się pozornie liberalnymi zasadami, ale pozostającą w wielu kręgach tradycyjną i o pruderyjnej moralności. Autor wchodzi w umysł złodziei odsłaniając przed nami ich myśli, emocje i marzenia, pokazuje z dziennikarską dokładnością kulisy i przebieg największej kradzieży w historii Szwecji, a na koniec snuje osobistą wizję tego, jak ta historia mogła się zakończyć. Stąd mamy zakończenie otwarte, które w tym przypadku jest strzałem w dziesiątkę, gdyż każdy sam może dopowiedzieć sobie kolejne fakty z życia powieściowych bohaterów. Każde dopisanie przez Bonniera, czegokolwiek więcej mogłoby tylko zburzyć wspaniale przemyślaną przez niego konstrukcję powieści. Z cała pewnością Helikopter jest obowiązkową pozycją dla wszystkich miłośników literatury sensacyjnej, a on sam pozostaje jeszcze w pamięci po skończonej lekturze, nie dając o sobie zapomnieć.


Polecam.

Moja ocena 8/10
 
                                                     Źródło: Wydawnictwo Znak

piątek, 3 sierpnia 2018

#1 SKANDYNAWSKI WEEKEND. MROCZNY PIĄTEK: WYBAWICIEL - JO NESBO


Krwawy odwet za zdradę, za doznane zło i niesprawiedliwość do dziś w pewnych kręgach kulturowych, zajmuje poczesne miejsce i jest wciąż żywy. Ludzie wychowani według tego wzorca, są święcie przekonani, że ceną choćby za zdradę, czy współpracę z wrogiem może być tylko krew. To ona stanowi cenę za grzech, który nie może pozostać bezkarny. W tym światopoglądzie wendeta postrzegana zostaje, jako coś dobrego i słusznego.
         Jo Nesbø w szóstym tomie przygód niepokornego komisarza Harrego Holego stawia niezwykle trudne pytanie o cienką granicę oddzielająca dobro od zła.


Oslo pokryte zostaje śniegiem i panuje w nim świąteczna atmosfera przed zbliżającymi się wkrótce świętami Bożego Narodzenia. Podczas bożonarodzeniowego koncertu ginie jeden z czołowych członków Armii Zbawienia. Nikt nie wie, jak wygląda morderca, mimo że ujęty został na jednym ze zrobionych tego dnia zdjęć. Problem z rozpoznaniem ma również  Beate uchodząca za eksperta w dziedzinie identyfikacji. Sam zabójca określa siebie mianem wybawiciela i niedługo po pierwszym morderstwie, zabija kolejne osoby. Rozpoczyna się pościg za człowiekiem bez twarzy, który przypada w udziale Harremu i jego partnerowi Halversonovi. Prowadzone śledztwo stopniowo odsłania wiele mrocznych sekretów ludzi mających uchodzić za sprawiedliwych i bogobojnych, a ich działaniom przyświecać ma zawsze cel służenia Bogu.


Jo Nesbø należy dla mnie do grona autorów zagadek. Nigdy nie wiem, co tym razem spotkam w książce, która wyszła spod jego pióra. Czy czeka mnie czytelnicza rozkosz, a może wielkie rozczarowanie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że tym stwierdzeniem mogę narazić się sporemu gronu wielbicieli norweskiego pisarza, ale niestety takie mam doświadczenie z cyklem o Harry Hole. W Pentagramie zauważyłem pewien przełom, który ku mojej radości utrzymuje się również w Wybawicielu. Polega on na tym, że Nesbø uwielbia rysować drugi plan zdarzeń.  Przez część powieści akcja dzieje się dwutorowo: współcześnie wokół prowadzonej przez Holego sprawy, oraz w przeszłości która odcisnęła trwałe piętno w umyśle psychopaty dokonującego kolejnych brutalnych morderstw w stolicy Norwegii. Dopiero po przedstawieniu wszystkich wydarzeń wywierających wpływ na mordercę, obie linie czasowe łączą się w jedną całość. Tak dzieje się i tym razem. Autor ponownie wykorzystuje temat wojny do stworzenia postaci Małego Wybawiciela walczącego nie tylko z okupantem, ale również ze zdrajcami własnej Ojczyzny. Jego zadaniem nie jest wybaczać, ale zbawiać ludzkość od „złych ludzi”. W przeciwieństwie do Czerwonego gardła, które rozgrywało się nieprzerwanie w Norwegii, Wybawiciel przenosi się na teren Zagrzebia, z którego pochodzi grasujący w Oslo przestępca mający również tu czynić sprawiedliwość. W ten sposób powstaje kontrast między piekłem wojny domowej, jej brutalnością i okrucieństwem, przeżytą traumą  powstałą w umysłach ludzi żyjących na terenie byłej Jugosławii, z organizacją działającą współcześnie i mającą nieść płomień miłosierdzia dla najbardziej potrzebujących. Szybko przekonujemy się, jak szczytne hasła nie mają żadnego odzwierciedlenia w działaniach niektórych członków Armii Zbawienia. W organizacji tej rządzącej się wojskową dyscypliną – co jest kolejnym wspólnym mianownikiem do przeszłości Małego Wybawiciela służącego w chorwackich siłach zbrojnych, panują surowe zasady i jest bardzo dużo miejsca na wszelkiego rodzaju nadużycia, między innymi: korupcję czy pedofilię.  Każdy zaś kto odkryje mroczną stronę swojego współbrata musi zostać uciszony, szczególnie jeśli może zaszkodzić dotychczasowemu procederowi. Autor nie neguje wartości tej charytatywnej organizacji pomagającej wielu osobom przetrwać w Oslo surową zimę, tylko podkreśla, że nie wszyscy jej członkowie dorośli do szczytnych celów. Wszędzie bowiem znajdą się czarne owce, pragnące tylko własnego dobra i zaspokojenia własnych pragnień. Stąd stawiane im rygorystyczne warunki życia będą dla nich nie do zaakceptowania i zawsze znajdą furtkę na ich obejście.  Na tak  szeroko przedstawione przez Nesbø tło, wkracza postać mściciela występującego w obronie pokrzywdzonych i czyniącego we własnym mniemaniu dobro, a w zetknięciu z nim również sam Hole stanie przed trudnym dylematem moralnym. Co ciekawe  Nesbo zostawia czytelnika z pytaniem bez odpowiedzi w kwestii istnienia tak zwanego mniejszego zła i czy zawsze czyny potępione we wszystkich kodeksach karnych są moralnie złe – zwłaszcza, jeśli służyć mają wymierzeniu kary za najgorsze wykroczenia typu gwałt na nastoletniej dziewczynce i zastraszanie jej, czy zabójstwo niewinnego człowieka.


Wybawiciel dostarcza wszystko tego, czego gdzieś od początku serii oczekiwałem. Poza świetnie skonstruowaną zagadką kryminalną, również ciekawie pokazana została  prywatna sfera życia bohaterów. Sam Harry będzie miał nie lada  zadanie z pogodzeniem się z nową, zastałą go obecnie  sytuacją. Z jednej strony ukochana Rakel zwiąże się z innym mężczyzną, z drugiej dotychczasowy przełoży  Bjarne Møller często przymykający oczy na kontrowersyjne działanie podwładnego, odejdzie z Wydziału Zabójstw, a jego miejsce zajmie rygorystyczny Gunnar Hagen nie mający najmniejszego zamiaru tolerować jakiejkolwiek niesubordynacji. Konflikt między nim a Holem dla którego punktualność, podporządkowywanie się rozkazom czy noszenie broni służbowej stanowią tylko slogany, wydaje się nieunikniony. Samo rozwiązanie tej kłopotliwej dla komisarza sytuacji okaże się co najmniej zaskakujące. Ponadto w jego życiu pojawi się kolejna piękna kobieta, z którą połączy go bliższa znajomość, a nieodzownym jego towarzyszem pracy będzie alkohol.


Wreszcie samo zakończenie stanowi istną petardę, jest kompletnie nieprzewidywalne, nawet jak na samego Harrego Holego, mocno kontrowersyjne i stawiające wiele pytań na które każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Epilog natomiast przyniesie naszemu policjantowi nowe rozterki natury moralnej, a co zrobi z odkrytą prawdą dotyczącą jednego z jego najbliższych przyjaciół dowiemy się dopiero z siódmej części.


Wybawiciel Jo Nesbø ma dość skomplikowaną fabułę, wymagającej od czytelnika większego skupienia, żeby orientować w mnogości pojawiających się postaci i ich związku z prowadzonym przez norweskiego komisarza śledztwa oraz różnych łączących ich wzajemnie relacji. Jednak mimo to potrafi bez reszty przykuć uwagę, nie pozwolić oderwać się od lektury zanim nie pozna się zakończenia i dostarczyć rozrywkę na wysokim poziomie. Ci zaś co śledzą cykl o Harrym od pierwszego tomu, zauważą jak bardzo seria ta od tamtej pory ewoluowała na korzyść. Każdy szczegół, każdy wątek jest dopracowany i ma swoje uzasadnienie w akcji, nie ma dłużyzny czy zbędnych elementów, samo zaś tło społeczno-obyczajowe z zagadką kryminalną stanowi jedną całość, wzajemnie się uzupełniającą. Także sam temat powieści poruszający granicę między dobrem a złem, tego co jest słuszną karą a zwykłym morderstwem, czy osobistą zemstą  jest najpoważniejszy ze wszystkich pięciu wcześniejszych tomów. Wreszcie samo pokazanie Holego jako wrednego, niesubordynowanego, działającego na krawędzi prawa śledczego jest dokładnie takie, jakie oczekiwałem i jakiego brakowało mi od Człowieka nietoperza. Przede mną jeszcze lektura kolejnych pięciu części, oraz zapowiedzianej na przyszły rok dwunastej odsłony serii i mam wrażenie, że już może być tylko lepiej.


Polecam,

Moja ocena 8/10
 
                                                Źródło: Wydawnictwo Dolnośląskie Publicat

 

czwartek, 2 sierpnia 2018

ŻYWEGO DUCHA - JERZY PILCH, CZYLI POLSKI OBRAZ PO APOKALIPSIE.


Samotnym może być człowiek zarówno otoczony dużą ilością ludzi, jak i osoba pozostawiona samej sobie. W pierwszym przypadku samotność wynika często z braku zrozumienia, czy z konsekwencji popełnionych błędów  przeszłości.  Mając wiele przypadkowych romansów i ulotnych znajomości w pewnym momencie łatwo zauważyć, że tak naprawdę jest się zupełnie samemu. Dawni przyjaciele zniknęli, a byłe żony i kochanki odeszły nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu. I tak naprawdę mimo, że zawsze drugi człowiek krąży wokół naszej orbity – niczym satelita,  to jest się samotnym, tak samo jak ten co w skutek śmierci czy tragicznego wypadku stracił najbliższą rodzinę i przyjaciół.   
         Jerzy Pilch swoją najnowszą powieścią Żywego ducha doskonale wpisuje się w nurt literatury opowiadającej o bolesnej samotności, o tym kiedy zostaje się samemu i wokół nie ma już nawet do kogo otworzyć ust. Ma się wszystko, a jest się wielkim żebrakiem.  Dodatkowo studium okraszone zostało sporą dawką osobistych przemyśleń autora.


Jerzy Andrzej Kubica jest jedynym człowiekiem na ziemi, który przeżył zagładę ludzkości. Nie wie jak do niej doszło, ani dlaczego akurat on ocalał, co stało się z resztą mieszkańców Ziemi – po których poza opuszczonymi domami, sklepami czy samochodami nie pozostał nawet ślad. Nie ma ich ciał i wszystko wygląda niby na pozór tak samo, jak przed apokalipsą, a jednak jest już zupełnie inne. Mężczyzna, który w jednej chwili zyskał całe bogactwo świata, w tej samej chwili stracił wszystko, to co znał do tej pory. Nowa sytuacja staje się dla niego okazją do refleksji nad własnym życiem, światopoglądem i wykonywanym przez niego „zawodem pisarza”. Poza tym próbuje znaleźć logiczne wyjaśnienie przyczyny nowego stanu rzeczy i odnieść go na grunt sztuki. W tym celu analizuje malarstwo Bosha, znalezione powieści McCarthego i Weismanna, odnosząc wszystko do teologii. Szukanie rozwiązania nurtującej go kwestii staje się okazją do zmierzenia się z najtrudniejszym z możliwych pytań dotyczących istnienia Boga.


Dwa obrazy splecione ze sobą nierozerwalnym uściskiem. Jeden przedstawiający jedynego przedstawiciela ludzkości, drugi odsłania wady populacji, która przeminęła. Rysuje się ona jedynie ze wspomnień i przemyśleń głównego bohatera, będąc również okazją do odniesień do innych wielkich społeczności istniejących na przestrzeni dziejów, zapisanych w sztuce i religii, a które w ułamku sekundy zostały trwale rozporoszone. Główną wadą dawnych mieszkańców naszej planety był materializm i brak czasu, odwieczna pogoń za czymś co i tak w końcu pozostawało nieuchwytne. Jedynym trwałym nośnikiem ludzkiej spuścizny pozostaje nie technika w która wierzył człowiek, ona tak samo przemija jak jej wynalazcy; lecz sztuka stanowiąca niezniszczalny zapis ludzkiej myśli i geniuszu. Tylko ona jest wieczna i nieprzemijalna, zdolna do przetrwania największych katastrof.  Same zaś wynalazki techniczne mają za cel ochraniać dzieła wielkich mistrzów malarstwa czy literatury przed zniszczeniem. Pilch pokazuje kruchość ludzkiej egzystencji, która w ułamku sekundy może wyginąć. I tak naprawdę nie da się wskazać przyczyny tego stanu rzeczy. Czy będzie ona wynikiem kaprysu fortuny, igraszką boskiego czynnika – mającego w danej chwili taki kaprys. O ile tę ostatnią możliwość jedyny człowiek na Ziemi neguje, bo któryż to bóg dopuściłby do takiej katastrofy, to nie potrafi wykluczyć chichotu losu. On ewangelik, a tak w rzeczywistości agnostyk, zaliczający się do mniejszości wyznaniowej Polski przeżył zagładę, podczas gdy Polacy-katolicy zniknęli niezauważenie. Pilch w satyrycznej formie drwi z polskiej mentalności zaściankowej, istniejących w naszym społeczeństwie schematów, czy współczesnego stylu życia.


Żywego ducha propaguje hedonizm. Kubica nigdy nie stronił od towarzystwa kobiet, miał kilka żon, które z czasem odchodziły od niego, jeszcze więcej ulotnych romansów i nawet teraz, gdy wyginęli wszyscy ludzie, tęskni za niewieścimi wdziękami. Nikomu i niczemu nie bije pokłonów oraz przed nikim nie schyla czoła. Jest alkoholikiem, któremu choroba pomagać ma  lepiej odbierać Sztukę. Jedynie w stosunku do Niej czuje respekt. Malarstwo jest dla niego bezpośrednim prekursorem literatury, gdyż przecież najpierw panowało pismo obrazkowe. A sam Jerzy układając plan własnych książek najpierw sięga po kartkę i ołówek, aby wszystko dokładnie zaplanować. Teraz, kiedy wszystkie muzea i biblioteki pozostały puste i otwarte, ma nieograniczone możliwości do obcowania ze swoją jedyną oraz prawdziwą miłością. Nie ulega bowiem wątpliwości, że tylko obrazom rzeźbom czy książkom oddaje się bez reszty, pozostając im zawsze wiernym.  O ile wszystkie kobiety pojawiające się w życiu pisarza miały wiele wad, jednak Sztuce potrafił oddać się bezgranicznie i tylko ona pozbawiona jest wszelkich ułomności. Do obcowania z nią każdy sposób był dobry, nawet odurzenie się sporą ilością alkoholu, by móc rozważać dzieła wielkich pisarzy.  


Żywego ducha to moje pierwsze spotkanie z twórczością Jerzego Pilcha i już mam ochotę na więcej. Stanowi on esej pokazujący niczym w zwierciadle nasze wady,  stawia wiele trudnych pytań, kierując nasze myśli do tego co wieczne i uniwersalne, co stanowić może język dla każdego człowieka na Ziemi – bez względu na jego pochodzenie, przeszłość i wyznanie. Pokazuje w prosty sposób, jak literatura i malarstwo potrafi oddać wszystkie bolączki ludzkości oraz wskazać jej prawdziwe oblicze, często takie którego wolałoby się nie zauważać. To jedna z tych książek do których będzie można wracać i za każdy razem odczytywać ją zupełnie na nowo.


Polecam.

Moja ocena 9/10

                                                  Źródło: Wydawnictwo Literackie

piątek, 27 lipca 2018

MROCZNY PIĄTEK: NA SKRAJU ZAŁAMANIA - B.A. PARIS


MROCZNY
PIĄTEK


NA SKRAJU ZAŁAMANIA – B.A. PARIS


Wyrzuty sumienia potrafią na zawsze odmienić ludzkie życie. Zacumowują się silnie w umyśle i sercu, nie pozwalając na złapanie choćby chwili oddechu i zapomnienia o wstydliwym uczynku. O tym co się powiedziało, co się zaniechało, a teraz jest już za późno, by wszystko naprawić. Szczególnie poczucie winy jest mocne, gdy ma się świadomość nie udzielenia pomocy potrzebującemu, temu który patrzył z nadzieją w naszą stronę i od nas zależało jego życie. Są one tak silne, że codziennie najdrobniejsze rzeczy przypominają o tym, o czym nieustannie próbuje się zapomnieć. Gdy do tego dochodzi przekonanie, że jest się celem anonimowego mordercy, systematycznie prześladującego swą ofiarę, niedającego jej zapomnieć o sobie choćby na chwilę, wówczas niczym bańka mydlana znika poczucie bezpieczeństwa.
         B.A. Paris pewnym krokiem weszła rok temu na literackie salony, znajdując się na samym szczycie list bestsellerów, teraz zaś powróciła z nową powieścią Na skraju załamania  pokazującą, jak wygląda życie osoby dla której najgorszym wrogiem staje się własna głowa i umysł płatający nieustanne figle.


            Kiedy Cass Anderson  po spotkaniu ze znajomymi z pracy, postanowiła wracać do domu krótszą drogą prowadzącą przez las, nie przypuszczała, że najbliższe godziny na zawsze odmienią  jej życie. Tamtej nocy  będąc  blisko domu, mijała zaparkowany na odludziu samochód w którym siedziała samotna kobieta, w obawie o własne bezpieczeństwo nie sprawdziła, czy pasażerka nie potrzebuje pomocy. Nazajutrz  dowiaduje się, że napotkana osoba została zamordowana i nazywała się Jane Walters,  a jej morderca czaił się leśnych gęstwinach. Wiadomość ta burzy spokój Cass, nękanej od tej pory głuchymi telefonami i ciągłymi wyrzutami sumienia do prowadzącymi ją na skraj załamania. Ma przeczucie, że teraz to właśnie ona stała się celem psychopaty, jednak wiele rzeczy świadczy na jej niekorzyść i postrzeganie jej jako osoby niewiarygodnej i przechodzącej trudne chwile. Z każdym dniem traci kontrolę nad najprostszymi nawet sprawami.  Nie pamięta  kodu alarmu do domu, podpisywanej przez siebie umowy, spotkania z przyjaciółmi, tego co mówił do niej mąż i co sama komuś mówiła. Zżerana panicznym lękiem o własne życie i obawą przed wyznania mężowi prawdy o tamtym wieczorze, staje się z silnej i niezależnej kobiety, osobą uzależnioną od drugiego człowieka i potrzebującą stałej opieki. Wszystko wskazuje, że podobnie do swojej zmarłej matki zaczyna cierpieć na demencję. Kiedy już nie może ufać samej sobie, temu co widzi i słyszy; to czy w ogóle może komuś bezgranicznie zaufać?

 

Tym co najgorszego może się przydarzyć się człowiekowi jest powolne, lecz systematyczna utrata kontroli nad samym sobą i brak wpływu na dalszą egzystencję.  Często dzieje się to całkowicie niezauważalnie i przejawia się w drobnych codziennych rzeczach, jak: zapomnienie o miejscu zaparkowania samochodu, wzięciu przypisanych lęków, czy zamówionych ze sklepu zakupach. W prawdzie to jeszcze o niczym nie przesądza, każdy może czasem o czymś zapomnieć, a gdy żyje w dużym stresie, do którego dochodzi przemęczenie – nie dziwi fakt, że czasem po prostu coś wyleci z głowy; jednak gdy staje się to nagminne burzy zaufanie nie tylko do kogoś komu się przytrafiają podobne incydenty, ale nawet do samego siebie. Wówczas łatwo stać się całkowicie bezbronnym, zdanym na łaskę drugiej osoby i opiekę z jej strony. Przede wszystkim skutecznie niszczą poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji i niczym złodziej zabierają wszystko, to co jeszcze do niedawna miało priorytetową wartość, na przykład pracę, niezależność, samowystarczalność i poczucie odpowiedzialności.  Popychają w obłęd, a człowiek niepamiętający o tym, co zrobił bądź powiedział kilka godzin lub dni temu, widzi jak każdego dnia staje się całkowicie bezradny i najprostsze nawet czynności, typu włączenie pralki staje się dla niego niczym wejście na szczyt Everestu. Utrata pamięci zżera  ciało i umysł, staje czymś przed czym nie ma  ucieczki i nawet trudno jest ukrywać ją przed otoczeniem, a kolejne zawalone sprawy powodują falę pretensji i systematycznego kurczenia się grona znajomych. Natomiast jeżeli myślało się, że już nic gorszego nie może się przydarzyć; to mieszkając w środku lasu szybko można przekonać się, że to zaledwie początek koszmaru. Bez trudu znajdzie się ktoś, kto w bezwzględny sposób będzie chciał wykorzystać czyjeś załamanie psychiczne, pozbywając się dzięki temu niewygodnej dla siebie osoby. Najpierw wywoła  paniczny lęk, wykonując codziennie o tej samej porze głuche telefony,  niezauważalnie wejdzie do domu i zostawi  na kuchennym blacie nóż którym wcześniej pozbawiono życia inną osobę, ciągle będzie manifestował swoją obecność pokazując, że widzi i słyszy wszystko oraz że nie ma przed nim szansy obrony – tylko on decyduje jak długo będzie żyła jego ofiara.  Nękana przez psychopatę ma świadomość, że żyjąc w miejscu odosobnionym,  będzie całkowicie bezbronna w razie ataku szaleńca i nie znajdzie się nawet sąsiad, który zareaguje na jej krzyk i wołanie o pomoc. Nie wie jednak, że wróg znajduje się bliżej, niż się mogło wydawać.


B. A. Paris w genialny sposób pokazuje proste mechanizmy prowadzące do choroby psychicznej. Udowadnia, jak łatwo jest zrobić z osoby o silnym charakterze i zawsze pewnej siebie, wrak człowieka. Całkowicie zniszczyć jej świadomość, sprawić że nikt nie może już na niej polegać, a jej zapewnienia tracą jakiekolwiek znaczenie. Wystarczy systematycznie wmawiać jej, że zrobiła coś czego doskonale jest świadoma, że nie robiła. Postawiona  przed faktem dokonanym świadczącym o  winie, nie może już niczemu zaprzeczyć. Nie ma znaczenia, że może komuś zależy na wykreowaniu rzeczywistości, w której jego ofiara zaczyna być postrzegana jako nieodpowiedzialna, niewiarygodna i wymagająca specjalnego leczenia.  Wytykane  błędy  sprawiają, że już sama nie wie co jest prawdą, a co próbą „wrobienia jej w coś”. W ten sposób poprzez systematyczne powtarzanie tego samego scenariusza, zaczyna tracić  panowanie nad własnym życiem, zaufanie do samego siebie, a przede wszystkim pozytywną samoocenę. Jeżeli  stan ten utrzymuje się przez dłuższy czas, wywoływany przez sytuacje i zdarzenia trudne do wytłumaczenia, może doprowadzić kogoś nawet na skraj załamania nerwowego. Wówczas już jest tylko krok do obłędu. To co najbardziej przeraziło mnie w drugiej powieści brytyjskiej pisarki, to właśnie pokazanie przez nią owych mechanizmów manipulacji ludzką psychiką. Autorka wkracza w umysł bohatera, odsłaniając jego myśli, emocje i obawy, wprowadza w świat okrutnej gry w której samemu nie wie się już co jest prawdą, a co kłamstwem. Dodatkowo towarzysząca lekturze  świadomość, że bezwzględni manipulatorzy mogą znajdować się bardzo blisko nas, straszy i wyostrza nasze zmysły. Paris w bezwzględny sposób bawi się emocjami i wprowadza w świat, w którym znów nie mamy najmniejszej ochoty przebywać. Jednak tym razem skutecznie łamie przetarte schematy i nic u niej jest już oczywiste i pewne.  W fenomenalny sposób tworzy atmosferę osaczenia ze wszystkich stron, potęgującego się poczucia niebezpieczeństwa i bezradności. Finał zaś jest istną petardą, chociaż bez większych fajerwerków i zaskoczenia.


Na skraju załamania należy bez wątpienia do tych powieści, które zapadają w serce i umysł czytelnika. Zmuszają go do głębszej refleksji nad rzeczywistości, wyrywając go z dobrego samopoczucia. To co, najbardziej przeraża to opowiedzenie przez autorkę historii mogącej przydarzyć się każdemu. W mistrzowski sposób bawi się codziennością i codziennymi czynnościami wykonywanymi przez miliardy osób na całym świecie każdego dnia, aby stworzyć z nich atmosferę osaczenia, koszmaru i strachu przed którym nie ma ucieczki. Im bardziej próbuje się przed nim bronić, tym bardziej on atakuje i zniewala.


Polecam.
Moja ocena 8/10
 
                                                 Źródło: Wydawnictwo Albatros
                                  

środa, 18 lipca 2018

#1 REPORTERSKA WĘDRÓWKA: Z NIENAWIŚCI DO KOBIET - JUSTYNA KOPIŃSKA


Nie od dziś wiadomo, że najbardziej przerażające historie pisze samo życie. Żaden nawet najlepszy pisarz czy reżyser nie jest w stanie stworzyć, tak poruszającej serce opowieści, niż ta która powstaje podczas dnia codziennego. Tej dziejącej się dziś i teraz na naszych oczach. Ciągle bowiem stajemy się świadkami dramatów, cierpienia ludzi którzy nigdy nikomu nic nie zawinili, a padli ofiarą napaści ze strony silniejszych od nich, osób,  cieszących się dodatkowo społecznym szacunkiem. Albo po prostu wyróżniających się czymś, co w ich środowisku jest nie do zaakceptowania, przez co również stali się ofiarą przemocy.
         Nagradzana wielokrotnie dziennikarka, Justyna Kopińska w swoim najnowszym zbiorze reportaży Z nienawiści do kobiet opowiada właśnie o tych słabych, pokrzywdzonych przez los i ludzi, o tych którzy wiedzą jak boli odrzucenie, niemoc obrony przed brutalnymi atakami idącymi ze strony ludzi wykorzystujących swe stanowiska. Pokazuje losy osób nieustannie próbujących zapomnieć o przeżytej traumie.


Z nienawiści do kobiet odsłania historie o najważniejszych sprawach, poruszanych jeszcze nie dawno w mediach. Sprawy, którymi żyła całą Polska. Począwszy od otwierającego go reportażu o Violettcie Villas, słynnej diwie o której opowiada jej syn, Krzysztof i synowa, Małgorzata. Z ich wspomnień wyłania się obraz artystki nieprzystającej do szarej rzeczywistości Polski Ludowej, przez co często przez kilkadziesiąt lat padała ofiarą ludzkiej podłości i kpiny. Widzimy kobietę podziwianą przez miliony ludzi na całym świecie, a jednak ostatnie swe lata spędziła w zapomnieniu i w samotności. Natomiast tekst Ksiądz pedofil odprawia dalej to wstrząsająca opowieść o trzynastoletniej dziewczynce podstępem wywiezionej z rodzinnego domu przez księdza katechetę, a potem przez niego gwałconą, bitą i upokarzaną. Temat przemocy seksualnej powraca w reportażu Z nienawiści do kobiet ukazującym problem molestowania kobiet w polskiej armii przez wysokich rangą oficerów, samo zaś wojsko nieustannie próbuje problem temat zamieść pod dywan, a sprawca do dziś nie ponieśli konsekwencji swych czynów. Wreszcie Ostatni klezer i Gej twoim bratem w Kościele to teksty poruszające kwestie panującej w naszym społeczeństwie homofobii, czy to w przypadku ludności żydowskiej czy homoseksualnej. Wszystkie zaś historie tworzą spójną całość pokazującą nieskuteczność wymiaru sprawiedliwości i ludzi żyjących każdego dnia z niewyobrażalnym bólem i pozostawionych samym sobie z poczuciem wyrządzonej im krzywdy.


Z nienawiści do kobiet to moje pierwsze spotkanie z popularna dziennikarką, Justyną Kopińską. I to co muszę napisać na samym początku, było ono straszne i przerażające. Absolutnie nie z powodu samej autorki, bo zobaczyłem w niej nieustępliwą i odważną reporterkę walczącą w obronie swych pokrzywdzonych bohaterów i za wszelką cenę próbującą dotrzeć do sprawców ich cierpienia, osób które nadużyły swej pozycji w stosunku do słabszych. Książka jest wstrząsająca przede wszystkim z powodu poruszanej w niej tematyki. Kopińska rzuca czytelnikowi prawdę prosto w oczy, bez wahania uderza go nią i powoduje nokaut. Praktycznie po przeczytaniu każdego reportażu ma się poczucie bezsilności wobec przemocy stosowanej wobec drugiego człowieka, często mającej miejsce przy społecznym przyzwoleniu i milczeniu,  próbie niezauważania tego, co jest na wyciągnięcie ręki. Oczywiście nie zawsze trzeba się z nią zgadzać, i chyba samej autorce nawet na tym nie zależy. Mam wrażenie jakoby jednym z jej celów było wyostrzenia naszych zmysłów, na to co dzieje się wokół  nas. Na to co widzimy, słyszymy i czego niejednokrotnie jesteśmy świadkami. Z jej tekstów bije brutalna rzeczywistość, atakująca z impetem i nagle, taka na którą nigdy nie jest się gotowym stanąć oko w oko..
Sam tytuł jest nieco mylący, bo jeśli nie spotkaliście się wcześniej z żadną opinią o tej książce, możecie oczekiwać, że będzie ona opowiadać o kobietach i ich krzywdzie. Nic bardziej mylnego. Kopińska zachowuje pewnego rodzaju równowagę między kobiecymi bohaterami a męskimi, występując w obronie ludzi doznających przez lata niesprawiedliwości, przemocy: czy to fizycznej, czy psychicznej, a nie raz jednej i drugiej. Z jej opowieści wyłaniają się osoby żyjące od dawna z wielkim cierpieniem, wywołanym albo przez tych którzy mieli ich wspierać, być wzorem do naśladowania – dotyczy to zwłaszcza dziewczynki gwałconej przez księdza katechetę - przed którym się otworzyła i zwierzyła, a później jej niewinność i szczerość obrócono przeciwko niej i na zawsze zniszczono; albo  z powodu swej „odmienności”  pochodzenie etniczne bądź posiadana orientacja seksualna zadecydowały o ich odrzuceniu i pogardzie, z jaką spotykają się niejednokrotnie.
Autorka przedstawia  osiem różnych reportaży i osiem całkowicie różniących się od siebie ludzi. Począwszy od Violetty Villas - piosenkarki podziwianej na  świecie, przez trzynastolatkę z prowincji, kobiety żołnierzy, po ostatniego klezera krakowskiego - Leopolda Kozłowskiego, skończywszy na więźniach zakładu karnego, czy ludzi padających ofiarą przestępców pozostających długo na wolności, mimo popełnionego wcześniej morderstwa.  Z wszystkich tych opowieści uderza obraz Polski, której wolelibyśmy nie widzieć, szczelnie zamknąć oczy nie dostrzegając dziejącego się wokół zła. To sprawy często niewygodne dla wielu osób, uderzające w ich wyidealizowany sposób postrzegania wielu instytucji i zmuszających do zmierzenia z tym, co ma miejsce każdego dnia.  Kopińska walczy o sprawiedliwość w obronie tych, którym dotąd nieprzerwanie odmawiano prawa głosu, a dzięki jej wcześniejszym reporterskim interwencjom - wielu sprawców przez wiele lat pozostających bezkarnych, poniosło zasłużoną karę.  Autorka burzy dobre samopoczucie czytelnika, zmuszając go do baczniejszej uwagi na to, czego sam staje się świadkiem. Po lekturze Z nienawiści do kobiet trudno jest dalej udawać, że tego nie ma. Nie pozostawia ona wiele miejsca na oddech, a ogrom ludzkiego bólu oddany w cieniutkiej książce liczącej zaledwie ponad 220 stron jest przytłaczający. Pełen podziwu jestem dla umiejętności reporterki, że w krótkich tekstach potrafiła oddać zarówno szerokie tło omawianej sprawy, postawy ludzi zajmujących się nią i ich emocje. Kopińska nikogo nie ocenia i nie moralizuje, nie narzuca nam własnej wizji i oceny, lecz przedstawia suche fakty do których każdy z czytelników musi odnieść się samodzielnie i zająć własnej stanowisko.
To czym zachwyciła mnie Justyna Kopińska to pokaz dziennikarstwa na najwyższym poziomie. Za wszelką cenę próbuje dotrzeć do prawdy i o niej opowiedzieć. Daje nam historie ludzi z krwi i kości. Z mistrzowską umiejętnością wprowadza nas do świata swych bohaterów. Na początku rzuca kilka mocnych cytatów z reportażu, dając jakby przedsmak tego co przed nami. Potem tworzy krótki i zwięzły zarys, rozbudowywany w opowieści a na końcu stajemy się świadkiem dziennikarskiego śledztwa i walki o sprawiedliwość. Autorka zadaje pytania pozostające często bez odpowiedzi, nie daje się łatwo „spławić”. Na koniec owa odpowiedź na pytanie dlaczego? pozostaje okrutna i często nie ma jednoznacznego stwierdzenia. Reporterka bezlitośnie gra na emocjach czytelników, wywołując u nich nie tylko wzruszenie i współczucie dla ludzi doznających od dawna niesprawiedliwości, lecz również zmusza do zweryfikowania często własnych postaw i zastanowienia się nad tym, co ja sam zrobiłbym w takiej sytuacji.


Z nienawiści do kobiet pokazuje, że największym grzechem jest obojętność i brak elementarnej empatii. W tym przypadku dostajemy nie tylko pokaz braku solidarności z ofiarami przemocy ze strony tych, co winni stać na straży sprawiedliwości, lecz co gorsze pokaz ignorancji i braku umiejętności spojrzenia prawdzie w oczy. Nie ma co się okłamywać to jest nasze własne podwórko i mimo, że od dzieciństwa wpaja się nam zasady Dekalogu, a szczególnie przykazania: nie zabijaj, nie cudzołóż i nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu; to jakoś nadal łatwo jest o nich zapomnieć. Oczywiście owe przewinienia tykają innych ale nie nas samych i ludzi z naszego środowiska zawodowego. Prawda jednak okazuje się często nieco odmienna. Wystarczy jednak pamiętać, żeby nie odwracać oczu od tych problemów dziejących się często za ścianą naszych domów, a może świat stanie się chociaż odrobine lepszy.


Polecam,

Moja ocena 10/10


                                                        Źródło: Wydawnictwo Świat Książki

piątek, 13 lipca 2018

MROCZNY PIĄTEK: CMĘTARZ ZWIEŻĄT - STEPHEN KING






MROCZNY
PIĄTEK

 

CMĘTARZ ZWIEŻĄT – STEPHEN KING.

Istnieją miejsca przeklęte, od których dla własnego dobra lepiej trzymać się z daleka. Są to samotne cmentarze, położone na peryferiach miast i miasteczek. Związane z nimi są różne podania i mity opowiadające o spoczywającej na nich klątwie i przekazywane przez lokalną społeczność z pokolenia na pokolenie. Mimo swej złowrogiej  aury, przyciągają  ludzi niczym magnes, karmiąc się ich cierpieniem i rozpaczą. Jednak zamiast ukojenia, niosą ze sobą śmierć i zniszczenie wszystkiego tego, co jeszcze pozostało człowiekowi cennego. Nie zważając na ostrzeżenia miejscowych, zawsze znajdzie się śmiałek, pragnący odzyskać to co stracił, zwłaszcza jeśli dotyczy to najbliższego członka rodziny.
         Stephen King ponownie zabiera czytelnika do stanu Maine, odsłaniając przed nim prowincjonalne miasteczko Ludlow, którego centralnym punktem jest „Cmętarz zwieżąt” posiadający olbrzymią siłę oddziaływania na tych, co zawitają w jego progi.


Rodzina Creedów w chwili podjęcia decyzji o przeprowadzce z Chicago do prowincjonalnej miejscowości, nie zdawała sobie sprawy jak w ciągu kilku dni, nowy dom na zawsze odmieni ich egzystencję. Wydawało się, że odtąd wszystko będzie usłane różami, w przytulnym i cichym miasteczku odpoczną od wielkomiejskiego harmidru, a do tego cudownie położona okolica wzdłuż lasu i łąk stanie się idealnym wręcz miejscem dla familii z dwójką dzieci i kotem. Wspaniała praca, mili sąsiedzi z którymi od początku nawiązało się przyjacielskie stosunki, da im upragnione szczęście. Jedyny mankament to droga prowadząca w stronę lasu. Droga po której nieustannie przemierzają ciężarówki firmy Orinco i z tego powodu należy mieć baczenie na kota wędrującego własnymi ścieżkami, polującego na ptaki i owady oraz na dwuletniego synka lubiącego biegać po łące. Szlak ten prowadzi do tajemniczego cmętarza zwieżąt – wisi tam tabliczka z takim właśnie napisem. Jest to miejsce zrobione dziecięcymi rękoma, na którym grzebano zwłoki domowych pupilów. Same zaś znajdujące się nagrobki tworzą złowrogi krąg, ci zaś którzy nie mają zamiaru słuchać ostrzeżeń miejscowych, ponownie podzielą ich makabryczną historię.


Król grozy porusza niezwykle trudny temat jakim jest śmierć najbliższych członków rodziny, tych którzy do tej pory stanowili dla nas sens życia. Teraz zaś na skutek jednego nieszczęśliwego wydarzenia  zabrakło ich. Odeszli na zawsze pozostawiając po sobie olbrzymią pustkę. Wprawdzie jest ona czymś niezwykle naturalnym i wpisana  nieodłącznie do ludzkiego losu. Jednak nie zmienia faktu, że za każdym razem pozostawia po sobie ból, z którym nie łatwo  się pogodzić. Stąd od początku swego istnienia człowiek dążył do pokonania śmierci i skradzenia bogom sekretu  nieśmiertelności. Chciał posiąść umiejętność pokonania jej i przywrócenia z powrotem do żywych, tych co odeszli. W zetknięciu z nią do dziś próbuje się od niej uciec. Spore grono osób nie chce  nawet o niej rozmawiać, a poprzez towarzyszącą jej mroczność i ciężkość, staje się tematem tabu. Nie brakuje głosów sprzeciwu wobec mówienia o śmierci w obecności kilkuletniego dziecka.  Starania te na nie wiele się zdają, a ona niczym nieproszony gość zawsze przychodzi niespodziewanie. Zbiera swe żniwo, wtedy kiedy ona zechce, nie pytając nikogo o zdanie. Sięga bez wyjątku po osoby starsze, jak i kilkuletnie dzieci, mające całe życie jeszcze przed sobą. Tyle tylko, może to zabrzmieć okrutnie, ale taki pogląd można zauważyć u otaczających nas ludzi, że o ile  umiera starsza osoba, łatwiej może pogodzić się ze stratą – w końcu nikt nie może żyć wiecznie; to w chwili zetknięcia się ze śmiercią dziecka stajemy się całkowicie bezbronni, a pytanie dlaczego?, na które nigdy nie znajdzie się odpowiedzi,  nieustannie znajduje się na ustach.

Autor pokazuje, że ów paniczny lęk przed śmiercią stał się wytworem współczesnej cywilizacji. Jeszcze sto lat temu ludzie od maleńkości mieli z nią styczność, razem z nią siadali do stołu i kładli się spać. Stanowiła coś zupełnie naturalnego, zwykłego i ciągle obecnego w ich świadomości. Kobiety umierały w połogu, noworodki zaraz po urodzeniu, a liczba zgonów nieletnich była bardzo wysoka. Mężczyźni szli na wojnę na której ginęli, a epidemie dziesiątkowały ludność miast i wsi. Ludzi więc, którym udało się osiągnąć sędziwy wiek, można było policzyć na palcach jednej ręki. Stanowiła tym samym element rzeczywistości dla naszych przodków, z którym nawet nie próbowano polemizować. Dopiero na skutek wynalezienia wielu leków leczących nieuleczalne wcześniej choroby, zakończeniem wojen i zniknięciem z naszej codzienności zarazy; na chwilę jakby się nieco oddaliła z naszego pola widzenia, jednak nadal lubi pozostawać blisko człowieka – tyle tylko, że dziś próbujemy jej nie zauważać i wyeliminować.  Jest to niestety pozór, a na skutek odrzucenia śmierci z naszego dnia codziennego, stała się czymś czego się boimy i z czym nie umiemy się pogodzić.

To właśnie strach popycha bohaterów powieści Kinga do działań mających zapobiec spotkaniu z nią. W konsekwencji niestety ściąga na nich coraz większe tragedie. Im bardziej chcą pokonać śmierć, tym bardziej zapraszają ją do swojego domu.. Zwłaszcza, ci, którzy w  dzieciństwie byli świadkiem powolnego odchodzenia członka rodziny, dziś nie potrafią o niej zapomnieć. Wolą wyrzucić ją za drzwi i nawet jej nie wspominać niż zmierzyć się z własnymi demonami, oraz spróbować chociaż trochę pogodzić się z nią.

Wizyta na osobliwym cmentarzu, przesadna reakcja najbliższych Louisa Creeda, wywołuje  u niego ten sam lęk – który rządzi zachowaniem i sposobem myślenia jego żony Rachel- popycha mężczyznę w kierunku miejsca mrocznego i budzącego  niepokój. Ono zaś karmi się ludzkim strachem, czerpiąc z niego siłę do kierowania dalszymi wydarzeniami mającymi miejsce w życiu Creedów. Początkowo stanowiło  miejsce osiedlenia się Indian plemienia Micmaców, którzy w chwili kolonizacji przez białych zostali siłą stamtąd usunięci. Wiąże się  silnie z  wiarą  i tradycją grzebania zmarłych panującą wśród tubylców, którzy przechodząc na drugą stronę zabierali ze sobą w charakterze towarzyszy również swoje zwierzęta. Teraz zaś, stało się królestwem amerykańskiego bóstwa Wendigo, który dla mnie osobiście utożsamia pierwotną nienawiść żywioną do tych, co zakłócili rytm życia pierwszych osadników i szukając zemsty, niszczy życie potomkom kolonizatorów. Wendigo zatem jest demonem nawiedzającym ludzkie osady, mającym moc wskrzeszania umarłych tylko po to, aby dostarczyli mu nowego pożywienia. . Nigdy nie poprzestaje na jednej ofierze, szuka ich wielu i śmierć stanowi dla niego podstawowy pokarm. To istota wiecznie spragniona krwi, chociaż jego czas panowania przeminął wraz z odejściem Indian, to jednak jest  niepodzielnym władcą „Cmętarza zwieżąt”.

Z tego też wynika znacznie głębsze znaczenie owej leśnej drogi, a raczej DROGI. Można ją widzieć jako pierwotny instynkt wiodący zwierzęta na spotkanie z panem lasu. Spotkanie to jest nieuniknione i przyzywa ofiary pierwotną siłą nakazującą iść w kierunku tajemniczego cmentarzyska. Sama zaś DROGA na której giną już nie tylko zwierzęta ale i ludzie stanowi swoistego rodzaju ołtarz, na którym złożona zostaje ofiara dla Wendigo. Pogrzebane rękoma dzieci zwierzęta są odzwierciedleniem cyklu życia, który kończy się w chwili śmierci stanowiącej jego naturalne zamknięcie. Za każdym razem, gdy człowiek nie potrafi pogodzić się z tym naturalnym rytmem i próbuje oszukać śmierć, zakłóca w ten sposób pierwotny rytm, pozwalając demonowi sięgać swym oddziaływaniem znacznie dalej.


Cmętarz zwieżąt stanowi próbę odpowiedzi przez Kinga na problem przemijania i konieczności pogodzenia się ze śmiercią. Wręcz pewnego rodzaju oswojeniem się z nią, jako naturalnym domknięciem kręgu życia ludzi i zwierząt. Zawsze przychodzi moment w którym, człowiek zmuszony jest do skonfrontowania się z nią i staje w jej obliczu całkowicie bezbronny. King w charakterystyczny dla siebie mroczny, przerażający sposób pokazuje niszczycielską siłę strachu przed śmiercią, który stopniowo lecz nieprzerwanie niszczy życie człowieka, ściągając na niego coraz większe nieszczęście i osobiste dramaty. Zwłaszcza jeśli trafi on do miejsca nawiedzonego i przesiąkniętego złem znacznie pierwotniejszym od znanego nam współcześnie. Złem związanym z pierwotnym bóstwem krwawym i okrutnym, nieustannie łaknącym krwi. Przeznaczenia nie da się oszukać i przechytrzyć, jest ono determinantem ludzkiej  egzystencji i zawsze związane jest nierozłącznie ze śmiercią, towarzyszącą człowiekowi od samego jego początku. Przed nią zaś nie ma ucieczki, ani nie da się ukryć.


Dzisiejszego wieczoru rozbrzmiewa mi w uszach piosenka Pet Sematary.
 
Polecam,
Moja ocena 10/10
 


                                                         Źródło: Wydawnictwo Prószyński i S-ka