Świat tych, co asystowały przy porodach i niezwykła opowieść o zwykłych ludziach. Zmieniały się czasy, a one trwały przy swym zadaniu. Były świadkami śmierci i narodzin. Wnuczka jednej z tych kobiet, Sabina Jakubowska zabiera w ich codzienność w Akuszerkach i Położnych.
Akuszerki zaczynają się zimą 1885. Franciszka rodzi swe pierwsze dziecko, które niedługo po porodzie umiera. Zajmuje się nią przybrana matka, Regina Perkowa. Wkrótce uczy córkę fachu Akuszerki i Franciszka za sprawą zbiegu różnych okoliczności zaczyna sama przyjmować porody. Lata mijają a ona zyskuje coraz większy podziw i szacunek miejscowych. Nieoczekiwanie dostaje szansę nauki swego fachu w Krakowie. Tak rodzi się wielką historia.
Akuszerki to jedna z tych opowieści zanurzonych w historii i na historii bazująca. Na 700 stronach przybliża wydarzenia z dziejów Polski od końcówki XIX wieku do roku 1950. Jednak próżno szukać tu wielkiej polityki, a Sabina Jakubowska skupiła się na dniu codziennym ówczesnych mieszkańców wsi i jak zmiany polityczne oraz ekonomiczne wpłynęły na zwykły dzień mieszkańców jej rodzinnej wsi Jadowniki. Z rozmachem i ogromną wrażliwością oddaje ich warunki życia, mentalność i w ten sposób tworzy ludzi z krwi i kości wrzucone w przemiany dziejowej. Czasy zmieniają się a ich egzystencja pozostaje wciąż podobna. Toczą się wojny, zarazy, powodzie, zmieniają się epoki, a rodzące nieustannie będą potrzebować czułych rąk i dobrej znajomości swego akuszerskiego fachu kobiet przyjmujących porody. Były świadkami narodzin nowego życia i śmierci. Ich życie niczym nie różniło się od tego, jakie wiodły kobiety którym niosły pomoc. Przeżywały osobiste dramaty, namiętności, jednak mimo tego zawsze stały na stanowisku i były gotowe wypełnić swoje posłannictwo.
Sporo jest medycznych opisów anatomii i sztuki położniczej, które osobiście były dla mnie niemniej interesujące od głównej akcji. Często były one sprzeczne z warunkami życia mieszkańców Jadownik. Pośród brudu i skromnych warunków życia Franciszka musi pogodzić to z nabytą fachową wiedzą, z drugiej strony przydają jej się wiedza przekazana przez matkę.
Na tej bazie Jakubowska fascynuje czytelnika ciałem ludzkim i fizjologią we wszystkich jej odmianach. Wprowadza w najintymniejszy świat porodów z jego niedoskonałościami, jakie niejednokrotnie przytrafiały się rodzącym. Z opisów tych i nagromadzenia bohaterów widać najlepiej miłość do drugiego człowieka i misję, jaką miały do spełnienia wiejskie akuszerki.
Teraz zaś w przypadku Położnych ponownie ponownie utrzymuje wysoki poziom Akuszerek.
Kraków 1940 roku. Regina, córka Franciszki mimo przedwojennej pracy jako nadpołożna, obecnie pracuje w charakterze salowej w Szpitalu Uniwersytecki. Mimo zdegradowania nadal walczy i dba o dobro rodzących kobiet tak, jak robiły to jej matka i babka. A dodatkowo wojenna rzeczywistość często daje o sobie znać. Tak spadkobierczyni wiejskich akuszerek wchodzi w kolejny etap życia, a następujące po sobie dekady będą niosły nowe wyzwania w życiu osobistym i zawodowym.
Zgadzam się z opinią, że tej powieści nie czyta się, lecz po prostu ją się pochłania. Sabina Jakubowska prowadzi od czasów wojny, po pierwsze lata powojenne, aż do lat 60. Na każdym etapie wystawia Reginę na nowe doświadczenia, nie szczędząc jej zarówno miłych jak i przykrych niespodzianek. Jednak jest coś, co natychmiast zwraca naszą uwagę. A mianowicie, że w każdej sytuacji szuka pozytywów. To, co niejedną osobę by przytłoczyło, ona wychodzi obronną ręką. Zna swoją wartość i zawsze pozostaje wierną swoim ideałom. W pewnym sensie przypomina mi doktora Judyma. Dobro, godność pacjentek bez względu na pochodzenie są u niej zawsze na pierwszym miejscu. Wyznając te wartości jakie wpajano w szkole położonych nie łamie ich nawet, gdy znajdzie się w niezbyt komfortowym położeniu. Z każdą stroną rośnie zainteresowanie czytelnika. Z potęgującym napięciem śledzimy losy nie tylko jej ale również jej współpracowników, rodziny i podopiecznych. Kobiety te jak Diana, Marynia stają się nam bliskie i czytamy o nich nie tylko z sympatią jaką do nich czujemy, lecz też z emocjonalnym zaangażowaniem. W tym też tkwi właśnie siła Położnych, że na każdym kroku natykamy się na ludzi z krwi i kości. Kochają, cierpią, muszą niejednokrotnie zmierzyć się z wieloma wątpliwościami i rozczarowaniami. My zaś wchodzimy w ich "prywatę", stając się jej współuczestnikami.
Zarówno Akuszerki jak i Położne dają taką satysfakcję, którą trudno opisać słowami. Po prostu to czysta przyjemność czytania i mimo swej opasłości, na końcu i tak czuje się pewien niedosyt. Chcemy być z tymi bohaterami jak najdłużej. A jednocześnie mam wrażenie, że do jednej jak i drugiej powieści będzie się wracać.
Polecam.
Moja ocena 10/10
Wydawanictwo Relacja


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz