wtorek, 25 sierpnia 2020

KAŻDY, SALVATORE SCIBONA

Każdy Salvatore Scibona jest najsmutniejszą powieścią, jaka zawitała na Literacką Podróż.


Hamburg rok 2011. Na płycie lotniska błąka się Janis. Chłopiec nie odzywa się, trudno nawiązać z nim kontakt. Kiedy to się udaje, mówi w obcym języku, nie wiadomo jakiej jest narodowości - pewnie pochodzi z bloku Wschodniej Europy. Nie wiadomo, jak dostał się do Niemiec, co robi przy terminalu. Wiadomo tylko, że szuka taty, którego ani widu, ani słychu.

Stany Zjednoczone po drugiej wojnie światowej. Vollie to chłopak, który próżno oczekuje akceptacji ze strony ojca. Pochodzi z farmerskiej rodziny i marzy o zdobyciu podziwu taty. Kiedy wybucha wojna w Wietnamie, widzi w niej szansę dla siebie i zaciąga się do armii. Nie wie tylko, że ta jedna decyzja na zawsze zmieni jego życie. 


Salvatore Scibona, finalista National Book Award, zabiera czytelnika do męskiego świata poszukiwania miłości ojca do syna. Zbudowany z dziecięcego uczucia odrzucenia, świadomości o potrzebie ciągłych starań zdobycia ojcowskiego serca. Może w końcu uda się to i tata dostrzeże go, spojrzy na niego z podziwem. Mijają lata, chłopcy zmieniają się w poranionych mężczyzn, którzy nadal myślą i potrzebują uczucia i uznania ze strony rodzica. To opowieść o traumie, piętnie odrzucenia przechodzącego z pokolenia na pokolenie. Każdy z bohaterów jest inny, ma inne doświadczenia, ale każdy z nich marzy o tym samym i tego poszukuje u innych mężczyzn. Jeden u brutalnego przełożonego w wojsku, inny u księdza z miejscowego sierocińca. W ich świecie nie brakuje czułej i oddanej matki, problem w tym, że kobietom nie udaje się zaistnieć w męskim świecie syna. Są odrzucane, tak jak ich mężowie odtracają swoje dziecko. Scibona do budowania napięcia wykorzystuje silne emocje odczuwane przez bohaterów, które to szybko przechodzą na czytelnika. Płynnie przerzuca się między miłością a pogardą. Mężczyźni przemierzają kontynenty, doświadczają okrucieństwa świata wypełnionego religijnym fanatyzmem i noszą rany przekazywane potem synom. Bóg w ich rzeczywistości to znów mężczyzna, przed którym czuje się lęk i który swoją obecnością ma naznaczyć ludzkie życie. Tu nie ma miejsca na przebaczenie i miłosierdzie, ale na strach i ciągłe odtrącenie. Poczucie bycia niechcianym popycha w kierunku autodestrukcji - fizycznym i emocjonalnym, każdy tu buduje swoją osobowość od nowa, zabijając tego kim był w przeszłości. 


Każdy to powieść szkatułka, kolejne warstwy tworzą całość i wciągają w ten mroczny i smutny świat. Pełno w nim nostalgii za tym, czego nigdy nie dane było zaznać. Tęsknoty za tym najważniejszym człowiekiem życia. Melancholii obecnej na każdej stronie. Ta historia wzrusza, nie pozwala się od siebie oderwać i nie bierze jeńców. To opowieść o samotności, potrzebie akceptacji i o tym jak ważny jest ojciec w świecie chłopca, który buduje swą własną tożsamość. O niszczycielskiej sile wojny, która wyciska niezatarte piętno. Ta historia boli i zachwyca jednocześnie. 

Polecam. 

Moja ocena 9 /10 


                Wydawanictwo Znak 


czwartek, 20 sierpnia 2020

PODMAJORDOMUS MINOR, PATRICK DEWITT

Powieść gotycka na stałe wpisała się do kanonu literatury, zdobywając rzesze wiernych fanów. Pobudza wyobraźnię twórców, tworzy niezapomniany klimat tajemnicy, wykorzystywany zarówno przez filmowców jak i pisarzy. Zamki, labirynty korytarzy, komnaty, mrok rezydencji i coś, co czai się w nich. Poluje w nocy, przybysze zaś w dzień zachodzą w głowę czego po zmroku stali się świadkami. Jeżeli do tego dołożymy grupę watażków, galerię osobliwości, cwaniaczków, otrzymamy mieszankę wybuchową. Nic więc dziwnego, że nazwiska Shirley Jackson, czy Thomasa Bernharda nieustannie są inspiracją dla adeptów tego gatunku. Później pojawia się postmodernizm z pozornie lekkim stylem opowieści, który jak podkreśla Italo Calvino stanowi ideał do którego autorzy postmodernistyczni winni zmierzać. Patrick deWitt zaś już w samym tytułem Podmajordomus Minor zapowiada grę słowną, żonglerkę znaczeń oraz mieszankę stylów, coś co tak naprawdę trudno zaklasyfikować. Po prostu wszystkiego po trochu.


Mamy tajemniczą rezydencję, prowincjonalne miasteczka żądzące się własnymi prawami i skrywające sekrety, na drogach nie brakuje awanturników, czy drobnych złodziejaszków oraz pięknych kobiet wodzących na po kuszenie. Teren położony gdzieś w Europie XIX wieku, gdzie przenikają się wpływy francuskie i niemieckie, a kolej przeżywa swoje narodziny. Siedemnastolatek, Lucy w swoim rodzinnym Bury traktowany jest, jako miejscowy dziwak. Po śmierci ojca wyrusza w podróż, aby objąć posadę podmajardoma w rezydencji barona von Aux. To ma być dla niego szansa na nowe życie, z dala od ludzi o istnieniu, których woli zapomnieć. Z każdym dniem chłopak odkrywa mroczną prawdę o zamku, lepiej poznaje jego mieszkańców skrywających nie jedną tajemnicę, równocześnie poznaje koloryt pobliskiego miasteczka. Tu też nawiązuje przyjaźnie i poznaje miłość życia.

Praca jest dla niego nie tylko szansą na usamodzielnienie, nowy start ale stopniowo doprowadza do jego wewnątrznej metamorfozy. Bohater męski o żeńskim imieniu, zaczyna powoli stawać się mężczyzną. Gotowym bronić ukochanej kobiety, pokonywać przeciwników. To osoba szczera, nieraz na granicy zuchwałości, która zmuszona jest do zaliczenia przyspieszenego kursu dorastania. W rezydencji barona czekają go ciekawe wyzwania, każde z nich kształtować w nim będą nową osobę.

Lucy jest tym, który zabiera czytelnika w podróż. Jego oczami poznajemy mieszkańców miasteczka i domowników zamku. To chłopak pochodzący delikatnie mówiąc z patologicznej rodziny, ma nie do końca prawdziwe poczucie niższości i kompleksy. Obserwuje świat postawiony na głowie, pełen absurdów, ale taki w który bez problemu można przeniknąć. Dobro i zło zostaje zmieszane ze sobą, podobnie jak złość i przemoc z łagodnością. Rzeczywistość ta delikatnego chłopaka jest w stanie zmienić w miłośnika zbrodni, obserwatora walki o przetrwanie - którą wygrywają najsilniejsze osobniki.

W opowieści o Lucym Minorze nie brakuje elementów baśniowo - przypowieściowych. To historia pełna przygód skłaniających do głębszej refleksji. Chociaż jak to w powieści gotyckiej jest strasznie, nie brakuje dziwności, jednocześnie jest też śmiesznie. Pojawiają się groteskowi bohaterowie: ksiądz czy pan Olderglough - zarządca zam zyska, ekscentryczny baron von Aux,  lokalna piękność, Klara. 

Podmajordomus Minor to druga wydana powieść deWitta, która nie tylko bawi ale i zdumiewa czytelnika. Stanowi połączenie powieści gotyckiej z postmodernistyczną. Jest to hołd złożony klasykom tych gatunków, którzy stali się inspiracją dla autora. Znaleźć można wszystko to, co zachwyciło w Braciach Sisters przygodę, czarny humor, absurd, pełnokrwiste postacie, akcję pełną zwrotów. Ponownie jednak najważniejszy jest tytułowy bohater,jego relacja i przemiana.

Polecam. 

Moja ocena 8/10

                  Wydawanictwo Czarne 

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

CZERWONY KSIĄŻĘ, THIMOTHY SNYDER

Są rodziny, które wywierają silny wpływ na dzieje państw, którymi rządzą. Niewątpliwie zaliczają się do nich Habsburgowie, których aspiracją było stworzenie monarchii władającej światem. Monarchii uniwersalnej stanowiącej unię narodów połączonych dynastią, aparatem urzędniczym, rządy trwające do skończenia świata. Profesor Timothy Snyder w Czerwonym księciu. Niezwykłych losach Wilhelma von Habsburga snuje opowieść o człowieku buntowniku, playboyu, człowieku marzącym o powstaniu niepodległej Ukrainy.


Wilhelm Habsburg urodził się w 1895 roku, jako jedno z szóstki dzieci arcyksięcia Stefana, krewnego cesarza Austrii Franciszka Józefa. Urodzony i wychowany w Chorwacji, nad adriatyckim porcie Losnij. Predystynowany na przyszłego króla Polski, tymczasem on sam bardziej interesował się Ukrainą. Marzył o powołaniu niepodległej Ukrainy, uświadomieniu chłopów o ich sile politycznej, związany z ukraińskimi nacjonalistami. Dla swojej idei bez trudu był w stanie poświęcić sprawę polską,jak również własną rodzinę. Doskonale wykształcony, znał francuski, włoski, niemiecki, angielski, polski i ukraiński. To znajomość tego ostatniego języka ułatwiła mu kontakt z jednym z najistotniejszych przywódców Kościoła grecko-katolickiego. W odrodzonej Polsce, z którą związany był jego najstarszy brat, Albrecht oraz w Związku Radzieckim widział słusznie najpoważniejsze zagrożenie do powstania zjednoczonej Ukrainy. To właśnie jego upodobnienie się do ludu, również pod kątem stroju, nadały mu imię Wasyla Wyszywanego. 

Wraz z upadkiem jego marzeń wyjechał do Francji, gdzie uwikłany został w skandal obyczajowy. Z kobietami sypiał z konieczności, z mężczyznami z przyjemności. W okresie międzywojennym gorący zwolennik restauracji Habsburgów, pod panowaniem których mogła ziścić się jego idea. Wraz z objęciem rządów przez NSDAP i umocnieniu Hitlera, popierał faszyzm jako naturalnego wroga Polaków i komunistów. Z wybuchem wojny szybko przekonał się, jak płoche były jego nadzieje na powołanie przez III Rzeszę, niepodległej Ukrainy. Wówczas to przyłączył się do ruchu oporu. Po zakończeniu wojny, został aresztowany w 1947 r. i zmarł w stalinowskim więzieniu.

Timothy Snyder omawiając sylwetkę Wilhelma von Habsburga, ponownie porusza temat narodu, narodzin nazizmu, rządów dwóch totalitaryzmów czy idei zjednoczenia Europy pod wspólnym rządem, zrodzonym już w 1273 r. przez założyciela dynastii Habsburgów, Rudolfa. Analizuje współczesną sytuację geopolityczną właśnie pod kątem nacjonalizmu, świadomości politycznej obywateli, czy marzeń Habsburga o rządach uniwersalnych. Zabiera w podróż przez stulecia i państwa, przedstawia wiele ciekawostek. Pozycja obowiązkowa dla miłośników historii.

Polecam. 

Moja ocena 8/10


            Wydawanictwo Znak Horyzont 

czwartek, 13 sierpnia 2020

DROPIE, NATALKA SUSZCZYŃSKA

O polskiej rzeczywistości zapisanej w absurdzie snuje opowieść Natalka Suszczyńska w Dropiach - będących jednym z ciekawszych debiutów zeszłego roku i moim wielkim odkryciem tegorocznym.


Stanowią one zbiór pięciu opowiadań, w których cechą wspólną jest anonimowa kobieta występująca w roli narratora. To osoba, którą można utożsamiać z ludźmi, którzy nie potrafią odnaleźć się we współczesnej Polsce. Ma co prawda niskopłatną pracę, ale jest bezdomna. Jej "dom" stanowi psia buda, kiosk wynajmowany wspólnie z pewnym gburem, przyjaciele to domorośli artyści i drobni naciągacze oraz frotrowa skarpetka, czy gadające ptaki. Wszystko jest tu chwilowe, bez perspektywy na małą stabilizację. 


Natalka Suszczyńska proponuje prozę na pierwszy rzut oka, dość osobliwą. Z jednej strony mamy do czynienie ze współczesną, "realną" opowieścią, w jednym z opowiadań ma w sobie cechy klasycznej bajki z morałem. Wszystko przybrane w absurd sytuacyjny, groteskę czy satyrę na dzisiejszą Polskę i Polaków zatrudnionych za najniższą krajową, w coraz bardziej dziwacznych pracach na umowach śmieciowych. Z drugiej strony ludzie goniący za sukcesem. Karierą i idącymi z nią w parze pieniędzmi. Niespełnieni artyści bez grosza przy duszy, czy współcześni koczownicy. Galeria indywiduów służąca do pokazania dość przygnębiającego obrazu tzw. Polski "B" bez żadnych perspektyw. Autorka w tych wszystkich historiach prowokuje, wyrywa ze strefy komfortu, kieruje wzrok na to, czego wcale nie ma się ochoty oglądać. Obserwując jej bohaterów nie ważna jest ich przeszłość, środowisko z jakiego się wywodzą, liczy się tylko tu i teraz.


Dropie pełne są melancholii, niepewności jutra, tęsknoty za prawdziwą przyjaźnią i uczucia przynależności do jakieś grupy. To odpowiedź na nasze czasy przepełnione social mediami, chwilówkami i plotkarskimi portalami. To opowiadania, w których akcja płynie powoli, nie spiesznie, pozwalając dzięki temu głębiej zanurzyć się w nich i znaleźć chwilę na głębszą refleksję.


Polecam

Moja ocena 8/10


                           Kolporacja ha!art

środa, 12 sierpnia 2020

BRACIA SISTERS, PATRICK DEWITT

Amerykańskie Południe kojarzyłem do tej pory z Cormaciem McCarthy czy Flannerry O'Conor. Prozą brutalną, która wywołuje ból brzucha i pozostawia traumę. Tym czasem, jak pokazuje Patrick deWitt w Braciach Sisters można o nim opowiadać nieco z przymrużeniem oka.


Oregon City, lata 50-te XIX wieku. Ameryka pogrążona jest w gorączce złota. Po preriach grasują poszukiwacze, którzy w zdobyciu kruszca są w stanie zrobić wszystko. Drogi stają się niebezpieczne, a w przydrożnych motelach lepiej mieć się na baczności. Do znanych na Dzikim Zachodzie bandytów należą słynący z okrucieństwa bracia Eli i Charlie Sisters. Pewnego dnia zostają wysłani przez Komandora do Kalifornii z zleceniem zabicia Hermanna Kermita Warma, człowieka który wynalazł receptę wydobywania złota. Chcąc wykonać zadanie będą zmuszeni odbyć podróż życia.


Patrick deWitt bryluje czarnym humorem, przy którym raz się śmiejesz, aby za moment zostać wprawionym w konsternację. Jednak nie ma tego bólu brzucha i zwijania w kłębek, jaki wywoływał chociażby Krwawy południk. Tam brutalność była wszechobecna, przerażała swą skalą i próżno było szukać dobrych ludzi. U kanadyjskiego zaś pisarza czarne charaktery służą bardziej jako satyra, jako pewnego rodzaju umiejętne wbijanie szpili naszym czasom. Na pierwszy plan wysuwa się braterstwo z zasadą jeden za drugiego jest w stanie oddać życie. Sistersowie zawsze są razem w każdej sytuacji, a zagrożeń nie brakuje. To łotrzykowie z zasadami. Cieszy ich otaczająca czarna legenda, robią wszystko aby rozszerzała się po całym południu, siejąc strach ale mają swój kodeks honorowy, któremu są wierni. Bracia Sisters genialnie oddają ducha epoki rewolwerowców. Z saloonami, pojedynkami i bijatykami. Wystarczy chwila, jedno słowo za dużo, aby w ruch poszły rewolwery.

To proza na pewno nie łatwa, nie zawsze jest przyjemna, ale nie ma tej traumy tego totalnego rozbicia emocjonalnego czytelnika, jak w gotyku amerykańskiego południa. W historii tej nie ma wygranych, lecz ludzie którzy w pogoni za złotem tracą bardzo wiele. Pokazuje cenę, jaką trzeba zapłacić za pragnienie władzy i pieniędzy. To powieść napisana barwnym i żywym językiem, taka która jest w stanie zaspokoić nawet najbardziej wymagającego czytelnika.

Polecam. 

Moja ocena 8/10

                     Wydawanictwo Czarne 

niedziela, 9 sierpnia 2020

PRZEKLĘTA, THOMAS WHEELER I FRANK MILLER

Przed czytelnikiem wspaniała powieść, która pokazuje popularną legendę arturiańską w całkowicie odświeżonej wersji - Przeklęta Thomasa Wheelera i Franka Millera. Obserwujemy wydarzenia mające miejsce przed panowaniem króla Artura, opowiedziane z kobiecej perspektywy.


Pradawna kraina druidów pustoszona jest przez orędowników nowej wiary, chrześcijaństwa, którzy szerzą ją za pomocą ognia i przemocy. Napadają wsie, podpalają i wyrzynają czarownych, dotychczasowych władców tych ziem wyznających stare bóstwa i nie uznających władzy ludzi. Dla zakonników nie ma znaczenia, czy to mężczyzna, kobieta czy dziecko, każdego kto ośmieli się im niepodporządkować czekają tortury. Znajdują sojusznika w ludzkim królu, Utherze Pendragonie. To człowiek marzący o byciu jedynym władcą tych ziem, a pomóc ma mu w tym znajdujący się na jego dworze legendarny czarownik, Merlin. 


Nimue to dziewczyna, która w dzieciństwie została ugryziona przez demona. Od tej pory jest odrzucana przez członków swojego klanu czarownych i nazywana przeklętą. Jej ciało naznaczone bliznami, staje się przedmiotem drwin. Nie zdaje sobie sprawy, że wkrótce to właśnie ona stanie na czele tych, którzy będą walczyć o przetrwanie starego świata druidów. W chwili napadu misjonarzy na jej wioskę, umierająca matka zleca jej misję - ma zanieść Miecz Władzy do Merlina. Tyle tylko, że w czasie wędrówki ta dziewczyna marząca wczoraj o ucieczce za morze, zmieni się w wojowniczkę  i królową. 


U Wheelera spotykamy główne postacie arturiańskiego mitu w dość zaskakujących nowych rolach. Merlin - skompromitowany czarownik - pijak, Artur - młody chłopak zatrudniający się jako najemnik, do tego grona dołącza m.in. Lancelot i Ginewra. O ile klasyczna wersja tej legendy zdominowana jest przez mężczyzn, to Przeklęta pokazuje ją w kobiecym, bardziej drapieżnym wydaniu. Już to, że na pierwszy plan wysuwa się Pani Jeziora, Nimue, a nie Artur pokazuje zachwianie proporcji. Wszechpotężna staje się ona z czasem. Poznajemy ją, jako zagubioną i prześladowaną z powodu inności dziewczynę. Z każdym dniem z powodu złego traktowania wzbiera w niej gniew i pogarda do współplemieńców. Od początku swą zbuntowaną postawą i ostrym językiem budzi sympatię i współczucie czytelnika. Kibicujemy w misji, a jej przyjaciół nie sposób nie pokochać. To Artur i Morgana sprawiają, że rozkwita na przywódczynię Feyów i najwyższą wartością jest dla niej dobro jej ludu. Przeklęta tym samym staje się przejmującą powieścią o dorastaniu i inności będącej przekleństwem. O przyjaźni i znajdywaniu swego powołania, swojej życiowej misji pozwalającej odkryć w sobie nieznaną siłę. O przemocy i eskalacji nienawiści do tych, co różnią się od prześladowców. O pragnieniu władzy za wszelką cenę. Całość jak to opowieści nawiązujące do klasycznych podań, jest mocno dramatyczna, ale nie przedramatyzowana. Dodatkowego smaczku dodają ilustracje Franka Millera idealnie wkomponowane w klimat powieści. 

Thomas Wheeler zadbał o opowiadzenie legendy arturiańskiej w nowy, porywający sposób, zachowując przy tym jej klasycznego ducha. Otrzymujemy pięknie napisaną opowieść, której kontynuacji nie mogę się już doczekać. 


Polecam. 

Moja ocena 8/10 

      Wydawanictwo Znak literanova 




sobota, 8 sierpnia 2020

DZIECI KAZIMIERZA, MICHAŁ P. GARAPICH

Ostatnimi laty zapanowała moda na genealogię. Szukanie własnych korzeni, poznawanie nieznanych członków rodziny i ich dziejów, wydaje się, że może ciekawić jedynie członków klanu. Nic bardziej mylnego. Michał P. Garapich w Dzieciach Kazimierza udowadnia, że jego opowieść o rodzie Garapichów jest pasjonującą lekturą dla wszystkich miłośników historii, podróżą do czasów, które bezpowrotnie minęły.

Wszystko zaczyna się w 1903 roku, kiedy to Michał Grzegorz Garapich, właściciel dóbr ziemskich w podtarnowskim Cebrowie, wraz dwoma synami, Kazimierzem i Janem udaje się na miejscowy cmentarz, aby wykopać stamtąd zwłoki swego ojca Władysława i brata Stanisława i przenieść je do nowo wybudowanej kaplicy przy dworze. Tak oto dał początek tajemniczym wydarzeniom dziejącym się na tamtejszej nekropolii, jak również związania losów wsi z losami jego rodziny. Został dziadkiem kilkadziesięciorga wnucząt, sam "prawny" syn, Kazimierz miał ponad 20 dzieci, legalnych i z nieprawego łoża. Michał P. Garapich po ponad stu laty od tamtego wydarzenia powraca do rodzinnej miejscowości znajdującej się na dzisiejszej Ukrainie, aby na podstawie relacji pamiętnikarskich ciotki, Elli i stryja Pawła odnaleźć zapomnianych członków rodziny, spotkać się z nimi, porozmawiać poznać ich spojrzenie na dzieje Garapichów i stosunek do Kazimierza oraz odwiedzić wszystkie miejsca nierozerwalnie związane z przeszłością rodzinną.

Autor zaczyna swą wędrówkę z początkiem XIX wieku, kiedy za sprawą cesarza austriackiego Franciszka I do podtarnowskiej ziemi przybywa chorwacki ród Garapichów, kończy zaś na roku 2015 kiedy to Ukraina za moment znajdzie się w ogniu wojny domowej. Stulecie to pokazuje relacje wieś - dwór. Zarówno jedno jak i drugie żyło w ścisłej symbiozie. Dziedzic dbał o poddanych, oni zaś na jego żądanie wysyłali swe córki do pana. Potem rodziły się nieślubne dzieci, którym to Kazimierz zapewniał wykształcenie i wychowanie. Zarówno Garapichowie jak i ich "poddani" musieli znać i prowadzić wykaz tzw. "lewaków" czyli dzieci, które gospodarz uznał ale nie miały prawa do nazwiska, aby uniknąć potem kazirodczych związków. Co ciekawe brak zainteresowania właściciela majątku chłopką uważany był za brak łaski. Relacje wsi z panem musiały być dobre, gdyż w momencie wejścia do Cebrowa Armii Czerwonej 17 września 1939 r. i aresztowania Kazimierza w celu jego rozstrzelania, to lud uratował mu życie.

Przy okazji odkrywania własnych korzeni, Michał P. Garapich przybliża nieznane fakty z życia dworu ziemiańskiego. Na przykład w złym tonie było karmienie piersią dzieci przez panią domu. To dwór określał, kto ma prawo nosić rodowe nazwisko i należeć do familii, a komu tego prawa odmówiono, przypinając łatkę lewaka. Ludzie ci, nie mieli imienia i nazwiska, wchodzili w skład tzw. czarnej masy, stając się jedynie częścią jakiegoś abstrakcyjnego tła.

Dzieci Kazimierza to niezwykły reportaż o Kresach XX wieku pokazujący ludzi i czasy, które bezpowrotnie minęły. To pełna nostalgii opowieść o polskim ziemianstwie, kresowej wsi, pozycji kobiety i mężczyzny w rodzinie właścicieli ziemskich. Czyta się jak powieść, raz są elementy grozy, potem zmienia się w pasjonująca sagę i reportaż pokazujący obecne życie potomków Kazimierza Garapich i Cebrowa. Polecam z całego serca.

Polecam. 
Moja ocena 7/10

                  Wydawanictwo Czarne