Po wstrząsającym finale Kabalisty wraca Gerard Edling w piątym tomie cyklu Labiryncie Remigiusza Mroza. Słynny już Behawiorysta ponownie przyprawia o palpitację serca.
W sztormową noc w pewnym pensjonacie zostaje zamordowany nastolatek, a każda z przebywających tam osób może być winna. Na miejscu zdarzenia jest grupa śledczych, w tym prokurator Gerard Edling i jego młoda podopieczna Beata Drejer. Zdarzenie to naznaczy go na zawsze i dwadzieścia lat później tamten koszmar ponownie wróci.
Wydawało się, że seria ta została zakończona, a tu po latach wraca opolski spec od tropienia wszelkiej maści zwyrodnialców. Teraz zostaje odcięty od świata wraz z grupką osób. Tych ludzi nic nie łączy, a jednak każda z nich może okazać się mordercą. I tak Remigiusz Mróz z jednej strony wraca do klasycznego kryminału rodem Agathy Christie, z drugiej jednak nie byłby sobą gdyby nie dosypał szczypty makabry. Zabójstwo nastolatka staje się tylko pretekstem do nawiązania do tego, co z jednej strony wydarzyło się w poprzednich częściach. Z drugiej zaś na tej bazie ostatecznie rozliczyć się z przeszłością bohaterów. Jednocześnie Labirynt jest mocno klaustrofobiczny, a atmosferę osaczenia czuć z każdej strony.
Mamy dwa plany czasowe. To co zdarzyło się w 2006 w Krynicy Morskiej, ma bezpośredni związek z tym co w życiu Edlinga dzieje się obecnie. W prawdzie pierwsza połowa powieści tego nie pokazuje zbyt widocznie, ale już w późniejszej akcji widać to w całej krasie. Remigiusz Mróz po mistrzowsku buduje tu napięcie i efekty zaskoczenia, zwłaszcza kiedy wszystko obraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Trzeba nieco poczekać zanim odkryje on wszystkie karty i da odpowiedź na pytanie, które najbardziej mnie nurtowało, co stało się z behawiorystą po tym, czego świadkami byliśmy w Kabaliście.
Nie obyło się bez małych rozczarowań związanych z coraz bardziej rozbudowanego mrozowego universum. Pojawia się Szpila, bohaterka cyklu Raportu i nią Kacper Fabisch. Do tych nowych bohaterów miałem duże nadzieje, a niestety nie wnieśli zbyt wiele do samej fabuły i byli dla mnie zbyt płytcy.
Generalnie zaś sama powieść w sobie uważam za udaną i na pewno może dać fajną rozrywkę. Na tyle wygibsasów fabuły, które Mróz zrobil, wyszedł obronną ręką.
Polecam.
Moja ocena 7/10
Wydawanictwo Filia

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz