piątek, 2 stycznia 2026

ROK ZMIAN, MIECZYSŁAW GORZKA

Jak to się stało, że na kryminalnej liście zabrakło u mnie Mieczysława Gorzki? Sam nie wiem, ale już nadrabiam zaległości. Rok zmian znalazł się jako ten, który budzi apetyt na więcej.


Wszystko zaczęło od internetowej wróżby. To ona przekazała, że czeka SUKCES, POPULARNOŚĆ, WOLNOŚĆ. Trzy rzeczy, jednak niekoniecznie w takim rozumieniu, jakby się chciało. U Remigiusza Stańczyka wywołała lawinę zmian w jego dotychczasowym życiu. U komisarza Dariusza Pikula zmiany zaczęły się od śledztwa w sprawie zaginięcia kobiety. A u Alberta Tureckiego nadszedł czas chęci uwolnienia się od zaborczej matki. W najmniej spodziewanym momencie historie tych trzech mężczyzn zaczynają się łączyć. 


Na własnej skórze przekonałem się, jak Mieczysław Gorzka dokonuje penetracji ludzkiej duszy i umysłu. Krok po kroku zagłębia w najbardziej ciemne jej zakamarki i stawia pytanie, jak daleko można się posunąć, kiedy zło budzi się w człowieku. Czasem przypadek doprowadza do wejścia na drogę, z której nie ma już odwrotu. Zaburzony zostaje porządek w dotychczasowym status quo, to co wydawało się stałą rzeczą w życiu ulega rozpadowi, a na jego gliszczach budujemy zupełnie coś, do czego nigdy ani my sami, ani nikt z naszego otoczenia nie spodziewałby się. Czasem zaczyna się od porzucenia nie dającej satysfakcji i spełnienia pracy. Czasem zmiana przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie. Jednak Gorzka idzie o krok dalej. Bierze pod lupę toksyczne relacje w jakich można tkwić latami i za wszelką cenę z niej się uwolnić. Czasem dotyczy to miejsca pracy, a czasami domu i relacji z najbliższymi. I w tym miejscu pojawia się w Roku zmian ważny temat molestowania seksualnego, przemocy fizycznej i psychicznej i zaklętego kręgu zła, z którego tylko pragnie się uwolnić.


Akcja powieści rozpisana jest na tytułowy rok, podczas którego lepiej poznajemy naszych bohaterów. Wkraczamy nie tylko do ich życia obserwując jak stare życie rozpada się u nich niczym domek z kart, ale także do ich duszy i umysłu. Poznajemy ich emocje i myśli. To one wywołują ból brzucha, przerażają tym, jak nieprzekraczalne granice łatwo się przekracza i stacza w moralną przepaść. Chociaż u każdego z bohaterów dotyczy odmiennego aspektu i jednocześnie żaden z nich nie zostaje taki sam. To właśnie też emocje nie tylko te, które towarzyszą trójce bohaterów, ale też te, które budzą się w czytelniku grają pierwsze skrzypce. One są zupełnie skrajne, ale to one nie pozwalają odłożyć książki na później.


Mieczysław Gorzka nie bierze jeńców. Daje mocny thriller psychologiczny, który mocno skłania do refleksji, który wyostrza zmysły. I daje niebanalną rozrywkę.


Polecam 

Moja ocena 9/10



           Wydawanictwo Czarna Owca 

niedziela, 21 grudnia 2025

PODZIĘKUJĘ ZA ŚWIĘTA, GABRIELA GARGAŚ

Utarło się, że wszyscy cieszą się na święta. Czas ten ma być obfity, radosny i absolutnie nikt nie może spędzić go samemu. Jednak Gabriela Gargaś w Podziękuję za święta nieco łamie schemat szczęśliwego czasu Bożego Narodzenia.


Ada nie przepada za świętami, a zwłaszcza za Wigilią u teściowej. Już nawet byłej teściowej, która z fałszywym uśmiechem na twarzy potrafi wbijać szpile. Do tego szpanowanie jej ex. Nie, w tym roku będzie inaczej. Z dziećmi pakuje się do pick - upa i wyjeżdża w Bieszczady, aby spotkać się z od wielu lat nie obecną w jej życiu matką. Po drodze napotka nieco uszczypliwego Igora, Świętego Mikołaja z elfami. Gdy samochód psuje się, wszyscy muszą spędzić Wigilię w samotnie położonej chacie.



Święta, a zwłaszcza Wigilia wcale nie musi być wyczekiwana. Są bowiem ci, którzy woleli spędzić ten czas samotnie, po swojemu zamiast brać udział w fałszywie życzliwym gronie. Wszystkie bombki, łańcuchy i itp. mogą pachnieć i błyszczeć tandetą, gdy brak bliskiej, życzliwej nam osoby. Czasem pusty talerz może też oznaczać tego, którego już zabrakło przy wigilijnym stole. Dokładnie tak jest w Podziękuję za święta. Gargaś, czarodziejka ludzkich serc na swych bohaterach wybiera ludzi po przejściach, samotnych i mocno przede wszystkim poranionych przez życie. Takich, dla których święta nie mają nic z oczekiwania na nie. Wręcz przeciwnie, lepiej by ich nie było. Jednak szybko można przekonać się, że same w sobie święta nie mają nic złego, to nie ich wina że ludzie potrafią perfekcyjny sposób je popsuć i sprawić, że błyszczą fałszem.

U Gabrysi niechęć do świąt nie tylko wiąże się z narzucaniem sposobu ich spędzania, lecz również z wszelkimi troska i noszonymi przez życie ran. Do tego zalicza się odpowiedzialne rodzicielstwo, a przede wszystkim bycie razem rodziców i dzieci. Brak zainteresowania czy porzucenie potomstwa, boli bardzo mocno. Także konieczność opiekowania się chorym współmałżonkiem, zmaganie się z depresją czy życie bez miłości drugiej połówki. Czasem zaś miłość pojawi się w najmniej oczekiwanym momencie życia. Ona też ma moc zmienienia postawy wobec innych i stosunku do samych świąt.


Nie jest niespodzianka, że powieści naszej czarodziejki są dokładnie takie jak my. A jednocześnie niesamowicie ciepłe, otulają, koją i sprawiają, że po prostu czujemy się lepiej. Pełne subtelności, delikatności i czułości w opowiadaniu o pokręconych losach bohaterów. Podziękuję za święta nie są w tym przypadku wyjątkiem.


Polecam. 

Moja ocena 7/10



                    Wydawanictwo Filia 

sobota, 20 grudnia 2025

WZGÓRZE ANIOŁÓW, MAGDALENA KORDEL

Czasem w najmniej oczekiwanym momencie możemy spotkać anioły. Przekonuje o tym Magdalena Kordel w najnowszej jej powieści na święta Wzgórze aniołów. 


Aniela postanawia odmienić swoje życie i pierwszym ku temu krokiem jest sprzedaż rodzinnej willi. Przyjeżdża do Warszawy do swojej najlepszej przyjaciółki, nieco ekscentrycznej Loli. Starsza pani prowadzi w stolicy klubokawiarnię Strona Strun, tu też po przyjeździe poznaje Jagodę i Stasia, którzy od lat zmagają się z przemocą domową. Wie, że musi pomóc kobiecie i dziecku uwolnić się od tyrana. Chłopiec zaś pisze list do Świętego Mikołaja, w którym prosi tylko o nowy dom, w którym będzie mieszkał tylko on i mama. Aniela poznaje również Martynę, którą narzeczony zostawił ją przed ołtarzem i w dodatku ma problem z dziadkami. Wszyscy przekonają się, że w najmniej oczekiwanym momencie pomocną rękę podadzą prawdziwi aniołowie.


Powieść niezwykle emocjonalna, czasem bolesną do granic wytrzymałości a czasem bawi do łez. A przede wszystkim daje nadzieję na lepsze jutro. Na to, że po najgorszej życiowej burzy wyjdzie słońce, a czas Bożego Narodzenia to czas cudów. Epatuje ludzką bezinteresowną dobrocią, która leczy poranione serce. To ona bowiem ma moc uleczyć i dać możliwość rozpoczęcia nowego życia. Magdalena Kordel i tym razem pokazuje, że w życiowych opowieściach o ludzkich problemach nie ma sobie równych, a aniołowie stają się jej znakiem rozpoznawczym. Z ogromną czułością i delikatnością opowiada o zwykłych ludziach na życiowym zakręcie. Tych spragnionych bezinteresownego dobra od napotka tych po drodze ludziach. Jednocześnie wolna jest od zbędnego sentymentalizmu, lecz poraża ogromem cierpienia dziecka, rozśmiesza przez co rozładowuje bardzo ciężką w odbiorze historię Jagody i Stasia, która inaczej byłaby nie do zniesienia. Można powiedzieć, że może miejscami trąci naiwnością, jest nieco przekoloryzowana jeśli chodzi o dziadków Martyny, ale to właśnie cenię sobie najbardziej w naszych rodzimych obyczajówkach. Zwłaszcza tych świątecznych, które dodają skrzydeł i wiary, że gorsze dni po prostu muszą minąć. Tych zdolnych wywołać uśmiech i poprawić nastrój w trudniejszym czasie.


Wzgórze aniołów to niezwykle ciepła opowieść o tym, że aniołów bez skrzydeł, ale pełnychaltruizmu, wrażliwych na ludzką krzywdę można spotkać w najmniej oczekiwanym momencie. Czasem są bliżej niż się zdaje. To powieść idealna na zimowe wieczory, zwłaszcza w okresie świątecznym.


Polecam. 

Moja ocena 7/10



                    Wydawanictwo Znak 



BYŁA SOBIE RADOŚĆ, KATARZYNA MICHALAK

Nic tak nie smakuje w grudniu, jak bożonarodzeniowa opowieść od naszych rodzimych autorek. W tym roku na pierwszy ogień poszła Była sobie radość Katarzyny Michalak.



Stella i Bastion są udanym małżeństwem. On dyspozytor numeru 112,ona korektorka w wydawnictwie. Skoro nie mogą mieć dzieci, przygarniają suczkę, Bajkę. Kiedy dojdzie do zaginięcia pieska, zaczynają się dla nich poważne problemy. Oboje są dla siebie zdolni do wszystkiego, mimo to przemilczane sprawy spowodują rozłąkę pary. A sunię rasy welsh corgi będzie czekała długa droga do domu. 


Niby nie jestem sroką okładkową, jednak urocza piesia przykuła moją uwagę i nie żałuję lektury. Idealnie wkomponowuje się w okres przedświąteczny i sprawia, że na kilkanaście godzin świat zwalnia. Nie liczy się nic, tylko życiowe dylematy Stelli i Bastiana, oraz przygody Bajulki. To w tej trójce tkwi siła opowieści. Jak bowiem oprzeć się uroczemu piu Bajeczki, czy dobremu sercu dwojga młodych ludzi, zmagającymi się z trudnymi decyzjami.


To moja trzecia powieść spod pióra Katarzyny Michalak i tak jak w przypadku Była sobie miłość czy Szczęście pisane marzeniem nie zawiodła, lecz dostarczyła moc wzruszeń. Fabularnie najbliżej jej do pierwszej z tych pozycji. Jak poprzednio mamy chorobę i zaginionego czworonoga. Jednak znając historię Binga, to najnowsza opowieść Kasi nie robi aż takiego wrażenia. W poprzedniej co i raz łamała moje serce, tu było spokojniej. Znając schemat łatwo przewidzieć w jakim kierunku potoczą się losy bohaterów, mimo to nie sposób oderwać się do samiutkiego końca. Przede wszystkim życiowe problemy Stelli i Bastiana, zmuszenie do poświęcenia dla tej drugiej osoby, osobiste dramaty i podejmowane wybory pokazują głębokie uczucie małżonków. A ich relacja wystawiona zostaje na próbę. Tak znamy to już, jednak jak u Katarzyny Michalak bez reszty angażujemy się w tę historię. Jej powieść jest kojąca, pełna ciepła i nadziei na lepsze jutro. Złe dni muszą przecież minąć i wszystko musi się udać. Ponownie jest to historia pisana uczuciem, delikatnością i z dużą czułością.


Po lekturze ponownie czujemy się lepiej. Dla mnie działa jak ciepły koc z kubkiem kakao. Ogrzewa, otula i pozwala zapomnieć o własnych bolączkach codzienności. Czas Bożego Narodzenia bowiem to czas cudów, które pojawiają się w najmniej oczekiwanym momencie. 

Polecam. 
Moja ocena 7/10




                      Wydawnictwo Znak 


piątek, 12 grudnia 2025

KOLOR ZEMSTY, JOANNA JAX

Uwielbiamy rodzinne opowieści pełne namiętności. W których domaga się dokonania tego jednego, życiowego wyboru. I któż by inny ze swadą umiał o nich opowiadać niż Joanna Jax? Kolor zemsty tylko udowadnia, że w historiach o zwykłych ludziach rzuconych w wir dziejowej zawierucha nie ma sobie równych.


Mamy rok 1965. Julita Stawiszyńska pisząc pracę magisterską o zrabowanych w czasie II wojny światowej dziełach sztuki natrafia na starą fotografię obrazu, który niegdyś należał do jej rodziny, a potem został skradziony przez niemieckiego esesmana. Postanawia rozwikłać jego zagadkę, lecz rozmawiając o tym z ojcem podejrzewa, że ukrywa  jakąś część historii. Sama więc będzie zmuszona poznać prawdę. Nie wie tylko, że otworzy tym puszkę Pandory.

Lata 30. XX wieku. Młoda Weronika Lazurek wychowana została przez surową ciotkę. Kiedy poznaje Kajetana Stawiszyńskiego nie tylko wbrew protestom krewnej zwiąże się z nim, ale też będzie chciała skończyć medycynę. Pracując jako pielęgniarka poznaje lekarza Łukasza Madalińskiego i nieoczekiwanie wplącze się w miłosny trójkąt. Wybuch wojny zmusi ją do dokonania wyboru, którego konsekwencji nie jest w stanie przewidzieć.


Nie jest tajemnicą, że poplątane losy rodziny od zawsze przykuwają uwagę czytelników, a jeśli dorzucimy do tego wątek wojenny i czas prób, czy wreszcie zemstę to pytam się, czego tu nie lubić. Z początku wydawało mi się, że będzie to historia miłosna Weroniki i Kajetana, nawet mając za sobą przeczytane niemal wszystkie powieści Joanny Jax i tak znowu dałem się wywieść w pole. U niej bowiem nie ma rzeczy oczywistych, wszystko musi zostać pogmatwane do granic wytrzymałości. Przy czym tytułowa zemsta ma nieco szerszy aspekt. Dotyka ona wszystkich bez wyjątku i zmienia trójkę bohaterów w zupełnie innych ludzi, a jednocześnie wiążą się z nią konsekwencje sięgające dziesięcioleci. Weronika, młoda buntowniczka odważnie kroczy za głosem serca, nie wie tylko, że bunt wobec ciotki dotknie przede wszystkim ją samą i ukaże za nieposłuszeństwo skazując na życie z człowiekiem, którego nie kocha. Kiedy pojawi się prawdziwa miłość będzie  musiała poznać smak zakazanego owocu. I znowu sięgnięcie po niego okaże się zamienne w skutki. A przede wszystkim wobec grozy wojny będzie musiała nie tylko dokonać życiowego wyboru ale też szybciej dojrzeć. Kajetan zaś to taki typ bohatera, którego z jednej strony rozumiemy, nawet zwłaszcza z początku lubimy, aby potem czuć potęgującą się odrazę. Zemsta, którą zamierza przeprowadzić niszczy życie nie tylko tym, wobec kieruje on jej ostrze, ale też jego samego skazując w ostateczności na życie w kłamstwie. Łukasz zaś jakoś był mi zupełnie obojętny. Ten, który wywołał konieczność dokonywania przez Stawiszyńskich moralnych wyborów, nie wywołuje u mnie żadnych emocji i chętnie wymieniłbym go na Niemca, Gerarda Mayera. Mówiąc o zemście dotyka się przede wszystkim kwestii dotrzymania przysięgi bez względu na okoliczności. Złamanie zaś danego słowa nie może pozostać bez konsekwencji. Jednak tym samym owa zemsta wreszcie stanowi rodzaj kary za zdradę ale i karę dla samego mściciela, a w ostateczności dotyka niewinną niczemu Julitę, która musi wychowywać się bez matki. Stąd też poznanie przez nią przeszłości rodzinnego obrazu, wiąże się z odkryciem mrocznych tajemnic jej rodziny. Idąc tym śladem także ona dojrzewa i musi w ostateczności dokonać jednoznacznego wyboru.


Joanna Jax po raz kolejny snuje pełną emocji opowieść, która mogłaby rozegrać się w rzeczywistości. Dostajemy opowieść pełną sekretów, trudnych rozwiązań i bohaterów typowo jaxowych, czyli takich, którzy od razu zapadają w pamięć. Takich, wobec których nie da się przejść obojętnie.  Jednocześnie wraz z Julitą odkrtwamy jej korzenie i dramat, jaki dotknął jej rodzinę. Ponownie występuje typowy dla Joanny Jax motyw zemsty i przebaczenia, czy chorej, obsesyjnej wręcz miłości. Prawda zaś nie zawsze jest tym, co chciałoby się zastać na końcu drogi.


Polecam. 

Moja ocena 8/10



                Wydawanictwo Literackie

piątek, 21 listopada 2025

ZŁE NASIONO, WILLIAM MARCH

 Klasyka horroru jest zawsze mile widziana i zawsze warto ją odkrywać. I tak w Złym nasieniu Williama Marcha pojawia się motyw złego dziecka, dziecka potwora w ludzkim ciele. Uwaga jednak próżno szukać wątków paranormalnych. Mamy dziewczynkę złą ze swej natury. Nic zatem dziwnego, że gdy tylko usłyszałem o tej powieści, od razu trafiła na listę do przeczytania.


Rhoda Penmarker jest ośmioletnią dziewczynką, którą uwielbiają dorośli, a nie znoszą rówieśnicy. Piękna niczym aniołek z dołeczkiem w policzku i warkoczykami. Po prostu na pierwszy rzut oka istne, niewinne dziecko. Jednak to tylko pozory. Przekona się o tym, jej szkolny kolega. Chłopiec zamiast niej dostaje medal za kaligrafię i jedno jest pewne. Rhoda tak tego nie zostawi i coś banalnego zapoczątkuje koszmar. Kiedy zaczną mieć miejsce coraz bardziej niepokojące wydarzenia związane z dziewczynką, matka nabierze wątpliwości co do udziału w nich jej dziecka. 


Kiedy w latach 50. XX wieku ukazało się Złe nasiono z miejsca stało się bestsellerem, a ekranizacja z 1956 roku wywołała liczne kontrowersje. Nie tylko z powodu złego dziecka, które bardziej przypomina dorosłego psychopatę niż ośmiolatkę, ale też gorących tematów społecznych, jakie William March poruszył. Przede wszystkim jednak nastrój grozy budowany jest powolutku. Pierwszy rozdział absolutnie nie zdradza całego potencjału powieści. Dopiero potem stopniowo odsłania się dramat matki, która zmuszona jest odkrywać prawdę o własnej latorośli. Im bardziej zbliża się do poznania okrucieństwa córki, tym zmuszona zostaje do dokonania moralnego wyboru. Wybrać ochronę własnego dziecka przed konsekwencjami jego czynów, a może podjąć się ochrony otoczenia. Z początku może Rhoda wydaje się dojrzalsza nad swój wiek. Przerażające rzeczy nie robią na niej żadnego wrażenia. Pozostaje wobec zła jakie wokół sieje i o wydarzeniach z jej udziałem zupełnie obojętna i bez problemu, kiedy tego potrzeba wkracza w rolę małego dziecka. Zupełnie beztroskiej i słodkiej istoty. Odkrycie mechanizmu manipulacji, jakiego używa budzi przerażenie u matki i u czytelnika. Oboje wiedzą, że Rhoda może być zdolną do wszystkiego i mrożące obecnie krew w żyłach wydarzenia, to zapowiedź o wiele gorszych rzeczy. Zło tego dziewczynki nie ma nic związanego z opętaniem, lecz po prostu wynika z jej natury. Myślę, że to właśnie ten fakt straszy najbardziej. Dotykamy bowiem takich rzeczy, które bezproblemu mogą mieć miejsce w normalnym świecie. To stopniowe obserwowanie narodzin potwora i walki o położenie temu kres. Sam finał tej historii budzi najsilniejsze emocje, jakich dotąd w horrorze bardzo rzadko zaznaję. 


Bez wątpienia Złe nasiono to doskonale skonstruowany horror psychologiczny, o czym zaświadczają blurby İzabeli Janiszewskiej i Tomasza Sablika. 


Polecam. 

Moja ocena 8/10 



                   Wydawnictwo materia

czwartek, 20 listopada 2025

STUDNIA HELENY, BEATA SKRZYPCZAK

Beata Skrzypczak udowadniła, że potrafi niezwykle subtelnie i z czułością opowiadać o trudnych sprawach. Tak było w El Roi i nie inaczej w Studnii Heleny. Tym razem dotyka tematu grupy i inności.


W pewnej wsi z dala od cywilizacji, mieszka upośledzona dziewczyna Helenka, której życie przypomina piekło, a dzień ślubu był najgorszym dniem jej życia. Trzydzieści lat później kobieta trzyma się z daleka od ludzi i wierzy w opiekuńczą działalność wróżek. Natomiast dla szkolnej paczki, w skład której wchodzą Lona, Domiś, Robert, Tony i Miśka najbliższy czas zmusi ich do szybszego dorastania i konieczności tolerancji dla tych, co różnią się od innych.


Od razu sobie ustalmy, że Studnia Heleny to nie jest żadna baśń. To powieść obyczajowa skierowana dla czytelników zarówno nastoletnich, jak i starszych. Druga rzecz sama tytułowa bohaterką nie gra głównych skrzypiec, lecz bardziej pełni rolę katalizatora między dobrem a złem, i zmusza do zajmowania konkretnych postaw. Przede wszystkim swoją innością, tym jak bardzo różni się od reszty wsi. A na wsi każdy każdego zna i nie ma nikogo, kto by nie słyszał o Szalonej Helenie. Ludzie dobrego serca znoszą jej jedzenie, ale jednocześnie każdy boi się odrzuconej przez wszystkich dziewczyny. Jedynie właściciele lokalnego sklepu widzą w niej takiego samego człowieka jak inni. To wieś stanowi pierwszą zasadniczą społeczność, wokół której toczy się akcja.


Drugą grupę stanowi piątka przedstawicieli tutejszej młodzieży. I znowu owa odmienność ich widoczna jest na pierwszy rzut oka. Robert uchodzi za łobuza w oczach mieszkańców wsi. Tymczasem wywodzi się z rodziny patologicznej i niejednokrotnie broniąc przed ojcem matki i siostry, musi użyć pięści. To wystarcza, do nadania przez społeczność etykiety. Jedynie akceptację znajduje u szkolnych przyjaciół  chociaż między nim a Tonym dochodzi do nieporozumień. Miśkę zaś odrzuca matka i bez problemu znajdzie przyczynę do krytykowania córki. Lona i jej młodszy brat Samuel wychowują się w pełnej ciepła rodzinie. Natomiast gdy pojawi się ojciec partnera matki, między chłopcem i nestorem dojdzie do konfliktu pokoleniowego. Starszy pan reprentuje tradycję, ma zachowanie typowe dla starszych osób i właśnie jego starość kuje w oczy Samiego, który potrafi udawać kogoś innego, byle zyskać akceptację rówieśników. 


U Beaty Skrzypczak niby nic takiego nie dzieje się. Akcja toczy się powoli, ale kiedy wydaje się, że dzieje niewiele, dzieje się bardzo wiele. Nieustannie emocje sięgają zenitu i tylko szukają dla siebie ujścia. Każdy z bohaterów ma do spełnienia w tej opowieści konkretną rolę. Nie ma moralizowania, ale sceny dające nam czytelnikom wiele do myślenia. 


Polecam 

Moja ocena 7/10 





               Wydawnictwo Mięta